Kategoria: Gry Wideo

  • NVIDIA zaprezentowało DLSS 5. Starfield z nową technologią, ale posiadacze Xbox mogą obejść się smakiem

    NVIDIA zaprezentowało DLSS 5. Starfield z nową technologią, ale posiadacze Xbox mogą obejść się smakiem

    Podczas konferencji GTC 2026, która odbyła się 17 marca, NVIDIA zaprezentowała DLSS 5 – nową generację swojej technologii skalowania obrazu opartej na sztucznej inteligencji. Nowe rozwiązanie ma trafić do gier jesienią tego roku. Producent twierdzi, że jest to największy postęp w grafice komputerowej od momentu wprowadzenia ray tracingu w 2018 roku. Technologia będzie dostępna na kartach GeForce RTX z serii 50, co oznacza, że nie będzie wspierać konsol Xbox Series X|S, które korzystają z układów AMD.

    DLSS 5 – co musisz wiedzieć

    • DLSS 5 wykorzystuje neuronowy model renderujący obraz w czasie rzeczywistym, który wzbogaca każdy piksel o fotorealistyczne oświetlenie i materiały.
    • Technologia będzie działać na kartach GeForce RTX 50-series; konsole Xbox z układami AMD nie obsługują DLSS, co oznacza, że ogłoszone wsparcie dla gier dotyczy wyłącznie wersji pecetowych.
    • Starfield od Bethesdy jest jednym z pierwszych tytułów z DLSS 5, ale tylko w wersji PC.
    • Premiera zaplanowana jest na jesień 2026 roku, a wśród wspieranych tytułów znajdują się także Assassin's Creed Shadows, Hogwarts Legacy, The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered, AION 2, Black State, Phantom Blade Zero oraz Where Winds Meet.

    Jak działa DLSS 5 i dlaczego budzi kontrowersje

    Dotychczasowe wersje DLSS skupiały się głównie na zwiększaniu wydajności poprzez skalowanie obrazu z niższej rozdzielczości i generowanie dodatkowych klatek. Piąta odsłona idzie znacznie dalej. Model AI analizuje informacje o kolorze i wektorach ruchu każdej klatki, a następnie generuje oświetlenie oraz materiały odpowiadające rzeczywistym właściwościom powierzchni. System potrafi rozpoznawać złożone elementy sceny, takie jak postacie, włosy, tkaniny czy półprzezroczysta skóra, i dostosowywać je do warunków oświetleniowych.

    Pierwsze materiały wideo wywołały mieszane reakcje. W udostępnionych fragmentach rozgrywki widać, że po włączeniu DLSS 5 postacie zyskują więcej detali, ale jednocześnie pojawia się pewna nienaturalność, którą część graczy określiła mianem "AI slop". NVIDIA jest świadoma tych wyzwań, dlatego twórcy gier otrzymają narzędzia pozwalające regulować intensywność działania AI, korekcję kolorów oraz maskowanie poszczególnych elementów sceny.

    Jensen Huang, dyrektor generalny NVIDIA, podczas prezentacji stwierdził: "DLSS 5 jest dla grafiki momentem podobnym do przełomu GPT. Łączy ręcznie przygotowany rendering z generatywną sztuczną inteligencją, aby osiągnąć ogromny skok w realizmie obrazu".

    Starfield i Xbox – gorzka pigułka dla konsolowców

    Starfield i Xbox – gorzka pigułka dla konsolowców
    Źródło: images.gram.pl

    Dla społeczności Xbox istotna informacja dotyczy Starfielda. Gra znalazła się na liście tytułów wspierających DLSS 5, a w materiałach NVIDII pokazano demonstrację działania technologii na tej produkcji. Problem w tym, że dotyczy to wyłącznie pecetowej wersji tytułu.

    Xbox Series X i Series S korzystają z układów AMD, które nie obsługują technologii DLSS. Ogłoszenie NVIDII koncentruje się na wersjach PC, więc nawet jeśli Starfield otrzyma aktualizację z nową technologią, posiadacze konsol Microsoftu nie skorzystają z tych usprawnień graficznych.

    Na liście gier, które mają dostać DLSS 5, znalazły się także inne tytuły obecne w ekosystemie Xbox, takie jak The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered czy Hogwarts Legacy. W każdym przypadku chodzi jednak o wersje PC, a nie konsolowe.

    Co dalej z DLSS 5 i konsolami?

    Sytuacja wydaje się przewidywalna. NVIDIA od lat rozwija DLSS jako technologię zamkniętą, ściśle związaną z własnym sprzętem. Xbox, podobnie jak PlayStation, postawił na AMD i raczej nie zmieni dostawcy układów graficznych w obecnej generacji. Możliwe, że przyszłe konsole Microsoftu, o których spekuluje się od dłuższego czasu, zdecydują się na współpracę z NVIDIA, ale na razie to tylko spekulacje.

    DLSS 5 trafi do graczy jesienią. Jeśli zapowiedzi się sprawdzą, będzie to znaczący krok w stronę fotorealistycznej grafiki. Otwarte pozostaje pytanie, czy twórcy nie przesadzą z ingerencją AI – pierwsze pokazy pokazują, że granica między "lepiej" a "nienaturalnie" bywa cienka.


    Źródła

  • Crazy Taxi powraca po latach — nowa odsłona World Tour zmierza na Xbox Series x|s

    Crazy Taxi powraca po latach — nowa odsłona World Tour zmierza na Xbox Series x|s

    Sega ogłosiła podczas Xbox Games Showcase 2026 nową część serii Crazy Taxi. Gra nosi tytuł Crazy Taxi: World Tour i zadebiutuje w 2027 roku na konsolach Xbox Series X|S oraz innych platformach. To pierwsza pełnoprawna odsłona tej marki od 2017 roku, powracająca do szalonej, arcade’owej jazdy.

    Co już wiemy o Crazy Taxi: World Tour

    • Seria Crazy Taxi rozpoczęła się w 2000 roku, a trzecia część ukazała się na pierwszego Xboksa w 2002 roku.
    • Nowa gra została zaprezentowana podczas Xbox Games Showcase 2026 jako nowa odsłona klasycznej serii akcji z jazdą.
    • Premiera planowana jest na 2027 rok, a tytuł będzie dostępny na Xbox Series X|S, PC, Steam, PlayStation 5 oraz Nintendo Switch 2.
    • Formuła rozgrywki ma zachować arcade’owy charakter, ale w większej skali i nowoczesnej oprawie.

    Powrót marki z historią

    Seria Crazy Taxi zadebiutowała 24 lata temu i szybko zdobyła status kultowej. Pierwsza część trafiła do salonów gier w 2000 roku, a dwie dekady później marka wciąż budzi sentyment. Dla posiadaczy Xboxa szczególnie ważna jest trzecia odsłona — Crazy Taxi 3: High Roller — która w 2002 roku ukazała się na tę konsolę i jest wspominana jako jedna z najlepszych części cyklu.

    Od tamtego czasu Sega próbowała rozwijać markę, ale żadna późniejsza produkcja nie osiągnęła sukcesu. Ostatnia próba wskrzeszenia serii w 2017 roku nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Teraz wydawca planuje pełnoprawny reboot z większym rozmachem.

    Co pokazano na Xbox Games Showcase 2026

    Co pokazano na Xbox Games Showcase 2026
    Źródło: images.gram.pl

    Podczas prezentacji Sega potwierdziła, że Crazy Taxi: World Tour będzie nowym otwarciem. Twórcy nie ujawnili jeszcze wszystkich szczegółów, ale wiadomo, że gracze odwiedzą pięć różnych miast, z unikalnymi trasami, przeszkodami i klientami do przewiezienia.

    Sama decyzja Sega o powrocie do tej marki robi wrażenie. Crazy Taxi przez lata było symbolem szalonej zabawy. W czasach, gdy gry coraz częściej stawiają na realizm i otwarte światy, powrót do czystej arcade’owej jazdy brzmi odświeżająco.

    Dlaczego Xboxowcy powinni być zainteresowani

    Związek serii z platformą Xbox sięga dwóch dekad wstecz. Crazy Taxi 3: High Roller była jedną z pierwszych gier, które pokazywały możliwości oryginalnego Xboksa. Teraz World Tour zadebiutuje na Xbox Series X|S jako jeden z kluczowych tytułów zapowiedzianych podczas pokazu Microsoftu.

    Sega od kilku lat odbudowuje swoje klasyczne marki z wyraźnym ukierunkowaniem na graczy konsolowych. Powrót Crazy Taxi wpisuje się w ten trend obok takich serii jak Jet Set Radio czy Streets of Rage. Jeśli World Tour odniesie sukces, może otworzyć drogę do kolejnych wskrzeszeń.

    Czego jeszcze nie wiemy

    Na razie Sega nie ujawnili szczegółów dotyczących mechaniki ani trybów rozgrywki. Nie wiadomo, czy gra będzie oferować tryb wieloosobowy, czy skupi się wyłącznie na samotnej jeździe z wynikami do pobicia. Pewne jest jedno — Crazy Taxi: World Tour ma ambicję przywrócić serię na szczyt i zaprezentować ją nowemu pokoleniu graczy.

    Czy to się uda? Poprzednie próby restartów były rozczarowujące, ale tym razem zapowiedź brzmi bardziej obiecująco. Sega zdaje się rozumieć, że fani oczekują nie tylko nostalgii, ale także solidnej, współczesnej produkcji. Rok 2027 pokaże, czy taksówkarskie szaleństwo wciąż potrafi wciągać tak samo jak ćwierć wieku temu.


    Źródła

  • Jeff Kaplan nie wytrzymał. „Po prostu was, k***a, ignoruję” – legenda Blizzarda uderza w narzekających, którzy i tak nie zamierzają grać

    Jeff Kaplan nie wytrzymał. „Po prostu was, k***a, ignoruję” – legenda Blizzarda uderza w narzekających, którzy i tak nie zamierzają grać

    Jeff Kaplan, długoletni pracownik Blizzarda i współtwórca sukcesu Overwatcha, skrytykował osoby, które wyrażają negatywne opinie na temat jego nowej gry. Podczas transmisji na żywo dotyczącej The Legend of California, stwierdził, że komentarze ludzi, którzy nie zamierzają zagrać w ten tytuł, są dla niego bezwartościowe. Jako deweloper z decyzyjną mocą, powiedział: „po prostu was ignoruję”.

    Co wiemy o wypowiedzi Kaplana

    • Jeff Kaplan to były projektant World of Warcraft i kluczowa postać Overwatcha, obecnie prowadzi niezależne studio Kintsugiyama, gdzie pracuje nad westernową strzelanką The Legend of California.
    • Podczas streamu na żywo odniósł się do krytyki, która pojawiła się po zaprezentowaniu pierwszych materiałów z gry.
    • Deweloper nie owijał w bawełnę – powiedział, że osoby narzekające, które nigdy nie grały w daną grę i nie zamierzają, powinny „się zamknąć”.
    • Jego zdaniem taki hałas nie ma znaczenia dla procesu twórczego, ponieważ deweloperzy uczą się go ignorować.
    • Gra ma trafić na PC w wersji wczesnego dostępu w 2026 roku, chociaż data premiery pełnej wersji nie jest jeszcze znana.

    Skąd ta frustracja?

    The Legend of California wciąż jest w fazie rozwoju. Projekt realizuje niewielkie studio Kintsugiyama, a Kaplan podkreśla, że zespół składa się z kilku osób. Gra ma stylizowaną oprawę graficzną i łączy elementy survivalu z klimatem Dzikiego Zachodu w czasach gorączki złota.

    Mimo to, gdy tylko pojawiły się pierwsze materiały, niektórzy komentujący porównali produkcję do Red Dead Redemption 2 – ogromnej gry stworzonej przez setki ludzi i kosztującej setki milionów dolarów. Takie porównanie jest nietrafione, ponieważ pomija różnice w skali i założeniach artystycznych.

    Fala krytyki, często chamskiej i powierzchownej, wywołała reakcję Kaplana. Deweloper powiedział: „Jeśli wychodzi gra, w którą nie chcesz grać i nigdy w nią nie grałeś, to się zamknij. Nikogo to nie obchodzi”.

    „Nie musimy słuchać, że cię to nie kręci”

    „Nie musimy słuchać, że cię to nie kręci”

    Kaplan wyjaśnił swoją perspektywę jako osoby, która przez lata zarządzała zespołami i podejmowała kluczowe decyzje produkcyjne. Jego przekaz był jasny: jeśli ktoś jest oburzony istnieniem gry, która nie jest skierowana do niego, jego opinia nie ma znaczenia.

    „Kogo obchodzi moja opinia, skoro nie zamierzam w to grać i nigdy w to nie grałem? Dlaczego moja opinia miałaby mieć w tym przypadku znaczenie?” – pytał retorycznie. Odpowiedź brzmiała: „Jako deweloper, który kierował zespołami i miał moc decyzyjną, po prostu was ignoruję”.

    Te słowa wypowiedział człowiek, który spędził w Blizzardzie blisko 20 lat. Doskonale zna mechanizmy branży i wie, że wiele opinii w sieci to tylko puste dźwięki, które nie dotyczą realnych odbiorców.

    Xbox i szerszy kontekst

    Xbox i szerszy kontekst

    Warto spojrzeć na tę wypowiedź w szerszym kontekście. Microsoft, po przejęciu Activision Blizzard, jest ściśle związany ze studiem Kaplana, chociaż on sam nie pracuje już w tych strukturach. The Legend of California trafi na PC w wersji wczesnego dostępu, co da społeczności graczy możliwość oceny gry na własnych warunkach.

    Kaplan nie jest odosobniony w swoim podejściu. Inni weterani branży, tacy jak Mike Ybarra (były prezes Blizzarda i wiceprezes Xboxa), również mówią o ignorowaniu krytyki od osób spoza grupy docelowej. Ybarra niedawno skrytykował kampanię Microsoftu „This is an Xbox”, podkreślając, że „Xbox is about games” – i jeśli brakuje parytetu między urządzeniami, to nie jest to prawdziwy Xbox.

    Czy to słuszna postawa?

    Kaplan jasno stwierdza: nie każdy głos w internecie zasługuje na uwagę. Deweloperzy, zwłaszcza ci z mniejszym budżetem i kameralnym zespołem, nie mają obowiązku przejmować się opiniami ludzi, którzy nigdy nie kupiliby ich gry.

    The Legend of California wciąż powstaje. Prace trwają od około czterech lat, a gra ma oferować zarówno zabawę solo, jak i kooperację dla maksymalnie czterech osób. Premiera nie ma jeszcze ustalonej daty, ale wiadomo, że tytuł zmierza na PC w wersji wczesnego dostępu w 2026 roku. Czy gra odniesie sukces? To się dopiero okaże. Jedno jest pewne – Jeff Kaplan nie zamierza tracić czasu na tych, którzy już teraz wiedzą, że im się nie spodoba.


    Źródła

  • Starfield wypada z listy priorytetów Bethesdy. Przyszłość kosmicznego RPG stoi pod znakiem zapytania

    Starfield wypada z listy priorytetów Bethesdy. Przyszłość kosmicznego RPG stoi pod znakiem zapytania

    Zmiana strategii w Xbox Game Studios wpływa na Starfield. Według najnowszych informacji, Bethesda teraz skupia swoje zasoby na pięciu kluczowych markach, a kosmiczne RPG Todda Howarda nie znajduje się w tym zestawieniu. Fani obawiają się, że może to oznaczać koniec wsparcia dla gry, która miała być flagowym tytułem ekskluzywnym Microsoftu.

    Reorganizacja w studiu jest wynikiem niedawnych zwolnień w strukturach Xbox, które spowodowały przesunięcie priorytetów. Bethesda planuje teraz skoncentrować się na seriach, które mają ugruntowaną pozycję na rynku, co dla społeczności Starfielda jest niepokojącym sygnałem – zwłaszcza że gra wciąż czeka na drugi duży dodatek fabularny.

    Co się właściwie wydarzyło

    • Starfield nie znalazł się na liście priorytetowych marek Bethesdy po restrukturyzacji Xbox.
    • Studio ma teraz koncentrować się na Fallout, The Elder Scrolls, Wolfenstein, Doom i Quake.
    • Fani wyrazili zaniepokojenie w mediach społecznościowych, spekulując o niepewnej przyszłości gry.
    • Oficjalnie nikt nie ogłosił anulowania Starfielda – chodzi raczej o zmianę wewnętrznych priorytetów.

    Dlaczego Starfield wypadł z łask?

    Sygnały ostrzegawcze były widoczne już wcześniej. Starfield zadebiutował we wrześniu 2023 roku z mieszanym odbiorem – gra uzyskała przyzwoite oceny, ale nie wzbudziła takiego entuzjazmu, jak Skyrim czy Fallout 4. Część graczy narzekała na generowane proceduralnie lokacje, uczucie pustki i zmęczenie formułą, która nie ewoluowała tak bardzo, jak oczekiwano.

    Następnie pojawił się dodatek Shattered Space, który również nie zdobył uznania krytyków. W połączeniu z dużym budżetem produkcji i presją na dostarczanie hitów w ramach Game Passa, sytuacja staje się jasna – Microsoft szuka teraz pewnych sukcesów. Elder Scrolls VI, na który fani czekają od dekady, jest znacznie bezpieczniejszą inwestycją niż ryzykowne kosmiczne ambicje.

    Co to oznacza dla graczy na konsolach Xbox?

    Co to oznacza dla graczy na konsolach Xbox?
    Źródło: images.gram.pl

    Dla posiadaczy Xbox Series X|S sytuacja wygląda niekorzystnie. Starfield był promowany jako wielka ekskluzywna nadzieja platformy – tytuł, który miał pokazać, że Microsoft potrafi dostarczyć gry na poziomie PlayStation Studios. Obecnie wydaje się, że wsparcie popremierowe może zostać ograniczone do minimum.

    Nie ma oficjalnego potwierdzenia anulowania zapowiedzianych wcześniej aktualizacji czy kolejnego rozszerzenia fabularnego. Jednak logika korporacyjna jest bezwzględna – jeśli marka nie przynosi oczekiwanych rezultatów, zasoby są kierowane tam, gdzie zwrot z inwestycji będzie wyższy. Starfield, mimo sprzedaży przekraczającej 10 milionów egzemplarzy, najwyraźniej nie spełnił wewnętrznych oczekiwań Microsoftu.

    Czy to definitywny koniec Starfielda?

    Mimo obaw części społeczności, nie ma dowodów na to, że serwery mają zostać wyłączone, a gra usunięta z oferty. Starfield wciąż działa, jest dostępny na Game Passie i ma oddaną bazę moderską, która potrafi ożywić nawet porzucone produkcje.

    Pytanie brzmi, czy Bethesda zdecyduje się na kontynuację serii w dłuższej perspektywie. W obecnej sytuacji, gdzie Fallout zyskał na popularności dzięki serialowi Amazona, a Elder Scrolls VI jest w planach, Starfield może nie mieć przestrzeni na rozwój. Dla fanów kosmicznych podróży to trudna wiadomość, ale na razie nikt nie ogłosił jeszcze końca tej historii.


    Źródła

  • Baldur’s Gate 3 wciąż przyciąga dziesiątki tysięcy graczy na Steamie prawie trzy lata po premierze

    Baldur’s Gate 3 wciąż przyciąga dziesiątki tysięcy graczy na Steamie prawie trzy lata po premierze

    Prawie trzy lata po premierze Baldur’s Gate 3 wciąż osiąga wysokie wyniki na Steamie. W ciągu ostatniej doby w grze bawiło się jednocześnie nawet 79 tysięcy osób, co zapewniło produkcji Larian Studios 24. miejsce na platformie Valve. To wynik rzadko spotykany dla gry single-player z tego okresu.

    Najważniejsze fakty

    • Baldur’s Gate 3 w szczycie przyciągnęło ponad 875 tysięcy jednoczesnych graczy na Steamie.
    • 79 tysięcy graczy bawiło się w grze w ciągu ostatniej doby, co dało 24. miejsce na Steamie.
    • Patch 8 był ostatnią dużą aktualizacją, która wprowadziła m.in. Cross-Play oraz 12 nowych subklas.
    • Xbox Series S otrzymał funkcję split-screen dopiero w Patchu 8.
    • Larian Studios porzucił świat Dungeons & Dragons, aby skupić się na serii Divinity.

    Fenomen, który nie chce przeminąć

    Kiedy Baldur’s Gate 3 zadebiutowało na PC w sierpniu 2023 roku, niewiele osób przewidywało, że ta izometryczna gra RPG stanie się jednym z największych hitów dekady. Szczytowe 875 343 jednoczesnych graczy na Steamie to wynik, który przebiło jedynie 12 gier w historii platformy.

    Co zaskakuje, to utrzymująca się popularność tytułu. W 2026 roku gra regularnie przekraczała 100 tysięcy jednoczesnych użytkowników, a w ostatniej dobie zanotowała 79 tysięcy. Dla porównania, niemal wszystkie gry, które osiągnęły wyższy peak, to produkcje multiplayerowe.

    Jedynym wyjątkiem obok Baldur’s Gate 3 jest Slay the Spire 2, które niedawno trafiło na rynek, co naturalnie zwiększa zainteresowanie. Baldur’s Gate 3 nie ma już tej przewagi nowości, a mimo to pozostaje stałym elementem listy bestsellerów Steama.

    Co działo się z grą na Xbox Series X|S

    Co działo się z grą na Xbox Series X|S
    Źródło: images.gram.pl

    Wersja na konsole Microsoftu zadebiutowała 7–8 grudnia 2023 roku, kilka miesięcy po premierze na PC. Na Xbox Series X gra oferowała lokalny split-screen od samego początku, ale posiadacze Series S musieli na tę funkcję poczekać aż do Patcha 8.

    Ta aktualizacja, określona przez Larian jako „ostatnia, finalna, ostateczna aktualizacja”, wprowadziła również Cross-Play między wszystkimi platformami, 12 nowych subklas oraz tryb Photo Mode. Patch 8 dodał także split-screen na Xbox Series S, wyrównując możliwości obu konsol.

    W sklepie Xbox gra jest oznaczona jako tytuł zoptymalizowany pod Xbox Series X|S, z obsługą 60 fps+ oraz funkcjami lokalnej kooperacji dla 2 graczy i online dla 2–4 osób. Do gry sieciowej wymagana jest subskrypcja Game Pass Core lub Ultimate.

    Ostatni akt i nowy rozdział Lariana

    Larian Studios zakończyło wsparcie dla Baldur’s Gate 3 dużymi aktualizacjami. Studio porzuciło świat Dungeons & Dragons, aby wrócić do swojego autorskiego uniwersum — serii Divinity. Nie oznacza to jednak, że gra została całkowicie zapomniana.

    W 2026 roku pojawiały się hotfixy i mniejsze aktualizacje, w tym wydanie z 8 sierpnia 2026 roku z obsługą Xbox Play Anywhere. Dzięki temu gracze, którzy kupili grę raz, mogą cieszyć się nią zarówno na konsoli Xbox, jak i na PC bez dodatkowych opłat.

    Fani uniwersum mogą oczekiwać serialowej kontynuacji, za którą odpowiada HBO. Larian nie jest w nią zaangażowany, więc historia opowiedziana w grze może pójść w zupełnie innym kierunku, niż oczekiwaliby tego gracze.

    Historyczne osiągnięcie

    Baldur’s Gate 3 zapisało się w historii jako jedyna gra, która zdobyła pięć najważniejszych wyróżnień GOTY. Otrzymało nagrody podczas gal Golden Joystick Awards, The Game Awards, DICE Awards, Game Developers Choice Awards oraz BAFTA Games Awards.

    Clair Obscur: Expedition 33 zbliża się do powtórzenia tego wyczynu, brakuje mu jedynie statuetki od Brytyjskiej Akademii Filmowej. Niezależnie od tego, czy komuś uda się wyrównać rekord Baldur’s Gate 3, pozycja trzecich Wrót Baldura w historii gier RPG pozostaje niezagrożona. Statystyki ze Steama pokazują, że gracze wciąż chętnie wracają do tej produkcji.


    Źródła

  • Bend Studio rekrutuje i szykuje wysokobudżetową grę AAA — Sony daje studiu zielone światło

    Bend Studio rekrutuje i szykuje wysokobudżetową grę AAA — Sony daje studiu zielone światło

    Bend Studio rozpoczęło rekrutację kluczowych pracowników do nowego, wysokobudżetowego projektu AAA na konsole. Ogłoszenia o pracę pojawiły się na oficjalnej stronie PlayStation Careers, a studio poszukuje reżysera dźwięku oraz producenta. To zaskakujący rozwój sytuacji, ponieważ jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że zespół z Oregonu może podzielić los zamkniętego niedawno Bluepoint Games.

    Co wiemy o nowym projekcie Bend Studio?

    • Bend Studio ogłosiło nabór na reżysera dźwięku i producenta do nowego tytułu AAA.
    • Nowa gra powstaje z myślą o konsolach i ma być wysoko budżetową produkcją.
    • Sony zamknęło Bluepoint Games, ale Bend Studio kontynuuje działalność i dostało zielone światło na ambitny projekt.
    • Days Gone raczej nie doczeka się sequela — wszystko wskazuje na zupełnie nową markę.
    • Realistyczny dźwięk i militarne klimaty mogą być kluczowymi elementami nowej gry.

    Historia studia, które nie raz ocierało się o zamknięcie

    Bend Studio przez lata działało w cieniu większych zespołów Sony. Kojarzone głównie z serią Syphon Filter, później stworzyło dwie odsłony Uncharted: Golden Abyss na PlayStation Vitę. Przełom nastąpił w 2019 roku, kiedy światło dzienne ujrzało Days Gone. Gra zebrała mieszane recenzje krytyków, ale zdobyła oddaną społeczność graczy.

    Fani przez długi czas domagali się sequela. Niestety, Sony nie wyraziło zgody na kontynuację. Zamiast tego studio zaangażowano w tworzenie gry-usługi, która również została skasowana. Po tych niepowodzeniach wielu obserwatorów branży spodziewało się najgorszego — zwłaszcza po tym, jak japoński gigant niespodziewanie zamknął Bluepoint Games.

    Bluepoint zamknięte, Bend dostaje drugą szansę

    Bluepoint zamknięte, Bend dostaje drugą szansę
    Źródło: images.gram.pl

    Zamknięcie Bluepoint Games odbiło się szerokim echem w branży. Studio odpowiedzialne za remake Demon's Souls zostało przejęte przez Sony zaledwie pięć lat wcześniej. Plotki wskazywały, że zespół mógł pracować nad remakiem Bloodborne. Rzeczywistość okazała się brutalna — Sony zleciło im grę-usługę osadzoną w uniwersum God of War, a gdy projekt nie wypalił, całe studio przestało istnieć.

    W tej sytuacji Bend Studio wyglądało na naturalnego kandydata do zamknięcia. Tymczasem ogłoszenia rekrutacyjne mówią coś zupełnie innego. Studio nie tylko przetrwało, ale dostało zielone światło na stworzenie nowego, ambitnego tytułu. Treść ofert sugeruje, że projekt znajduje się we wczesnej fazie — kluczowe role dopiero są obsadzane.

    Nowa marka z militarnym zacięciem?

    Z dostępnych ofert pracy wynika, że Bend Studio kładzie duży nacisk na realistyczne projektowanie dźwięku. Poszukiwany reżyser dźwięku ma mieć doświadczenie w tworzeniu autentycznych odgłosów, opartych na prawdziwym świecie. To może sugerować, że akcja gry będzie osadzona we współczesnych realiach.

    Pojawiają się też spekulacje o zupełnie nowym IP. Niewykluczone, że studio sięgnie po pewne elementy z anulowanego projektu Mirror Pond, który miał być grą-usługą w klimatach militarnych. Niektórzy sugerują również, że nowa produkcja może mieć charakter multiplayerowy, choć na oficjalne potwierdzenie trzeba jeszcze poczekać.

    Co z Days Gone? Szanse na sequel są dziś bliskie zeru. Sony wyraźnie postawiło na świeże otwarcie i dało Bend Studio możliwość zbudowania czegoś nowego, zamiast wracać do uniwersum, które — mimo oddanych fanów — nie spełniło komercyjnych oczekiwań wydawcy.

    Konsolowe plany Sony

    Dla graczy na konsolach Microsoftu ta wiadomość ma gorzki smak. Bend Studio to first-party developer Sony, a wszystkie dotychczasowe gry studia były wyłącznościami PlayStation. Nie ma dziś żadnych przesłanek, by sądzić, że nowy projekt trafi na Xbox Series X|S. To raczej kolejny ruch Sony w walce o dominację na rynku konsol — tym razem z nową marką, która może zadebiutować w ciągu najbliższych kilku lat.


    Źródła

  • Elden Ring za niecałe 100 złotych – jedna z najlepszych gier tej generacji trafiła do wyprzedaży na konsolach

    Elden Ring za niecałe 100 złotych – jedna z najlepszych gier tej generacji trafiła do wyprzedaży na konsolach

    Na platformie Allegro pojawiła się oferta, która zainteresuje każdego posiadacza konsoli Xbox poszukującego wyjątkowych wrażeń w przystępnej cenie. Gra Elden Ring od studia FromSoftware jest dostępna w wersji pudełkowej za mniej niż 100 złotych. Choć promocja dotyczy wydania na Xbox, fakt, że gra tej jakości regularnie schodzi poniżej tej ceny, wskazuje na rosnącą atrakcyjność rynku hitów tej generacji dla użytkowników platformy Microsoftu.

    Najważniejsze informacje o promocji

    • Elden Ring dostępny na Allegro za 91,99 zł w wersji na Xbox – oferta limitowana
    • W sklepach z grami na Xbox One i Series X|S regularnie pojawiają się tytuły takie jak A Plague Tale: Innocence (90 zł) czy Alan Wake Remastered (90 zł)
    • W oficjalnym Xbox Store trwa wyprzedaż „Ostatnia Szansa” z przecenami sięgającymi nawet -95% na wybrane gry cyfrowe
    • Budżet poniżej 100 zł na konsolę Xbox pozwala dziś na zakup dużych produkcji, w tym Ghostrunner 2 Brutal Edition za 74,75 zł czy Anno 1800: Console Edition za 70 zł

    Dlaczego Elden Ring wciąż jest ważny dla graczy na konsolach

    • Elden Ring to gra, która na stałe zapisała się w historii gier wideo. Produkcja FromSoftware zdobyła wiele nagród i uznanie krytyków na całym świecie. Olbrzymi otwarty świat Ziem Pomiędzy, stworzony we współpracy z George’em R.R. Martinem, oferuje setki godzin eksploracji, walki i odkrywania sekretów.

    Możliwość zakupu tytułu tego formatu za nieco ponad 90 złotych świadczy o dojrzałości rynku konsolowego. Gracze, którzy jeszcze nie mieli okazji stanąć u podnóży Złotego Drzewa i zmierzyć się z półbogami strzegącymi Wielkich Runów, mają teraz idealny moment, by nadrobić zaległości.

    Xbox też ma swoje perełki poniżej 100 zł

    Xbox też ma swoje perełki poniżej 100 zł
    Źródło: images.gram.pl

    Choć oferta na Elden Ring dotyczy platformy Xbox, posiadacze konsol Xbox One i Xbox Series X|S nie mają powodów do narzekań. Polski rynek gier regularnie serwuje im okazje, które trudno przegapić.

    Wśród tytułów, które często pojawiają się w zestawieniach „do 100 złotych”, znajdziemy A Plague Tale: Innocence – przygodówkę osadzoną w mrocznym średniowieczu, wycenioną na około 90 złotych. Dla fanów szybkiej akcji i cyberpunkowych klimatów sklep Xbox Store oferuje Ghostrunner 2 Brutal Edition za 74,75 zł. Strategicznie nastawieni gracze powinni zwrócić uwagę na Anno 1800: Console Edition dostępne za 70 zł na Xbox Series X|S.

    Przeceny obejmują także bardziej znane produkcje. Wyprzedaż „Ostatnia Szansa” w Xbox Store potrafi obniżyć ceny hitów nawet o 95 procent, co sprawia, że za mniej niż stówkę można zdobyć naprawdę głośne tytuły.

    Starsze serie wciąż dają mnóstwo frajdy

    Budżetowe polowanie na gry na konsolę Xbox to również okazja, by sięgnąć po starsze odsłony kultowych serii dostępnych wyłącznie na platformie Microsoftu. Tytuły takie jak Halo czy Forza, mimo upływu lat, wciąż zapewniają dziesiątki godzin wciągającej rozgrywki. Regularnie trafiają one do przedziału cenowego, który nie przekracza 100 złotych.

    Dla nowych posiadaczy konsol Series X|S to świetna wiadomość – mogą oni nadrobić klasyki i przygotować się na kolejne duże premiery bez nadmiernego obciążania domowego budżetu. Wsteczna kompatybilność sprzętu Microsoftu sprawia, że biblioteka dostępnych tytułów w niskich cenach jest naprawdę bogata.

    Co dalej z rynkiem gier konsolowych

    Trend spadku cen na hity sprzed kilku sezonów jest wyraźny i raczej nie zamierza wyhamować. Dla graczy oznacza to, że coraz więcej dużych produkcji będzie dostępnych w przystępnych cenach. Elden Ring za 92 złote to tylko wierzchołek góry lodowej tego, co oferuje rynek wtórny i cyfrowe wyprzedaże.

    Jeśli jesteś posiadaczem konsoli Xbox i szukasz wyjątkowych gier w rozsądnych cenach, nadchodzące tygodnie mogą przynieść wiele interesujących ofert. Wystarczy regularnie przeglądać oferty cyfrowego sklepu i nie bać się sięgać po pudełka – czasem najlepsza gra tej generacji kosztuje tyle, co dwa duże zestawy na mieście.


    Źródła

  • Fanka zbudowała naturalnej wielkości animatronicznego potwora z Resident Evil Requiem — i wygląda to lepiej niż w grze

    Fanka zbudowała naturalnej wielkości animatronicznego potwora z Resident Evil Requiem — i wygląda to lepiej niż w grze

    Premiera Resident Evil Requiem na Xbox Series X|S przyciągnęła uwagę graczy dzięki swojej oprawie i atmosferze. Jednak jedna z fanek, znana jako Littlejem, postanowiła pójść o krok dalej. Zbudowała naturalnej wielkości animatroniczną wersję „Dziewczynki”, jednego z najbardziej przerażających przeciwników w grze.

    Efekt końcowy jest zarówno imponujący, jak i przerażający. Figura nie tylko stoi w miejscu, ale także porusza szczęką.

    Co warto wiedzieć o projekcie

    • Littlejem stworzyła animatroniczną figurę „Dziewczynki” w skali 1:1, korzystając z materiałów referencyjnych z gry.
    • Konstrukcja powstała w ciągu dziewięciu dni, bazując na gotowej halloweenowej animatronice.
    • Mechanizm ruchomej szczęki sprawia, że potwór wygląda na żywego, co dodaje mu niepokojącego charakteru.
    • Resident Evil Requiem zadebiutowało na Xbox Series X|S 27 lutego 2026 roku, oferując tryb dla jednego gracza w 60 fps i 4K Ultra HD.

    Od halloweenowej dekoracji do grywalnego koszmaru

    Podstawą projektu była duża, gotowa animatronika halloweenowa. Littlejem rozebrała ją na części, a następnie przerobiła szkielet, używając rur PVC, drutu i kartonu. Proces ten wymagał precyzyjnego dopasowania każdego elementu. Twórczyni wykorzystała piankę montażową do nadania odpowiedniego kształtu, a następnie modelowała powierzchnię, wygładzając ją warstwa po warstwie. Po tym etapie przyszedł czas na malowanie aerografem, które oddało upiorną fakturę skóry. Efekt końcowy sprawia wrażenie, jakby postać właśnie wyszła z ekranu.

    Detale, od których cierpnie skóra

    Największe wrażenie robi głowa stwora. Wydłużone, zdeformowane zęby i luźna skóra opinająca czaszkę definiują „Dziewczynkę” w grze. Littlejem przyznała, że studiowanie materiałów referencyjnych z Resident Evil Requiem było dla niej wyzwaniem.

    Ruchoma szczęka to kluczowy element. Mechanizm nie jest skomplikowany, ale wystarcza, by nadać figurze złowieszczej „żywości”. Nie goni po pokoju ani nie atakuje przechodniów, po prostu otwiera paszczę. Ta subtelność wywołuje dreszcze.

    Szybkość, która robi wrażenie

    Cały projekt — od pomysłu do gotowej animatroniki — zrealizowano w dziewięć dni. To imponujące tempo, biorąc pod uwagę ilość detali: precyzyjne malowanie, przygotowanie stroju, doczepienie włosów oraz stworzenie towarzyszącego cosplayu Grace, głównej bohaterki gry.

    Littlejem nie ograniczyła się do jednego elementu. Oprócz potwora stworzyła również kostium protagonistki, wykorzystując materiały dostępne w warsztacie i stylizując perukę na krótką fryzurę znaną z Resident Evil Requiem.

    Dlaczego to w ogóle ma znaczenie dla graczy Xbox

    Resident Evil Requiem od lutego 2026 jest dostępne na Xbox Series X|S, a karta tytułu potwierdza wsparcie dla 60 klatek na sekundę, rozdzielczości 4K Ultra HD, HDR10 oraz dźwięku przestrzennego. To dowód na to, że Capcom traktuje konsolę Microsoftu jako priorytetową platformę.

    Projekt Littlejem pokazuje również, jak bardzo design potworów z Resident Evil Requiem inspiruje fanów, którzy odtwarzają je w rzeczywistości z dbałością o szczegóły. Gdy gra potrafi tak zainspirować, to znak, że twórcy wykonali świetną robotę.

    Jeśli po obejrzeniu animatroniki wciąż uważacie, że Resident Evil Requiem jest za mało straszne, warto rozważyć sprawdzenie wersji w 4K na dużym ekranie, z wyłączonym światłem.


    Źródła

  • Gwiezdne wojny na konsolach Xbox – jak kontrowersyjna zmiana z filmów wpłynęła na gry

    Gwiezdne wojny na konsolach Xbox – jak kontrowersyjna zmiana z filmów wpłynęła na gry

    29 lat temu, 14 marca 1997 roku, w amerykańskich kinach zadebiutowała specjalna edycja „Powrotu Jedi” (w Polsce film wszedł na ekrany 18 kwietnia 1997 roku), która wywołała kontrowersje wśród fanów Gwiezdnych wojen. George Lucas zdecydował się na zastąpienie oryginalnej sceny muzycznej w pałacu Jabby nową wersją, która była głośniejsza, dłuższa i zawierała efekty CGI. Ta decyzja miała wpływ również na gry, które od lat korzystają z motywów sagi, w tym na platformach Xbox.

    Najważniejsze fakty

    • Zmiana w „Powrocie Jedi” polegała na zastąpieniu utworu „Lapti Nek” nową sceną „Jedi Rocks” z cyfrowym Sy Snootlesem i dodatkowymi członkami zespołu; scena trwa około pięć minut dłużej od wersji kinowej z 1983 roku.
    • Adaptacje na Xbox wielokrotnie nawiązywały do tej kontrowersyjnej sceny, zwłaszcza w grach z serii LEGO Star Wars.
    • LEGO Star Wars: The Skywalker Saga na Xbox Series X|S pozwala odtworzyć moment z pałacu Jabby w humorystycznej formie.
    • Fani krytykują Lucasa za nadmierne poleganie na CGI, co wpłynęło na klimat oryginału – podobne opinie pojawiają się także przy remasterach gier.

    Dziedzictwo kontrowersji w grach na Xbox

    Choć scena „Jedi Rocks” została stworzona z myślą o kinowej wersji, jej wpływ rozprzestrzenił się również na świat gier. Seria LEGO Star Wars od Traveler’s Tales, dostępna na każdej generacji Xbox, jest znana z przerysowanego humoru i parodiowania ikonicznych momentów sagi. W LEGO Star Wars: The Complete Saga (Xbox 360) oraz nowszej The Skywalker Saga (Xbox One, Xbox Series X|S) pałac Jabby to lokacja, w której gracze mogą spotkać znane motywy i postacie muzyczne.

    Twórcy LEGO zdecydowali się na wersję Lucasa – w grze znajdziemy rozbudowaną sekwencję taneczną, a nie oszczędne „Lapti Nek”. Jednak w przeciwieństwie do filmu, zabawowa konwencja klocków sprawia, że zmiana nie jest tak rażąca. Gracze na Xbox Series X mogą przełączać się między postaciami i sami sterować muzykami, co nadaje scenie interaktywny charakter.

    Gdy remastery gier idą śladem Lucasa

    Gdy remastery gier idą śladem Lucasa
    Źródło: images.gram.pl

    Przykład Gwiezdnych wojen nie jest jedynym przypadkiem, gdy twórcy gier na Xbox wprowadzają zmiany, które dzielą społeczność. Wiele remasterów i odświeżonych wersji gier spotyka się z podobną krytyką co edycje specjalne Lucasa.

    Warto przypomnieć kontrowersje wokół Grand Theft Auto: The Trilogy – The Definitive Edition (którego dostępność w Game Pass była czasowa i niekoniecznie odzwierciedla stan obecny) czy zmiany wizualne w Halo: Combat Evolved Anniversary (pierwotnie na konsolę Xbox 360, a na Xbox One i Series X|S dostępne w ramach kompatybilności wstecznej). W obu przypadkach fani narzekali, że nowa oprawa graficzna zatraca klimat oryginału. Tak samo jak przy „Jedi Rocks” – technologia się rozwija, ale dusza oryginału może zniknąć.

    To powszechny problem gier czerpiących z filmowego dziedzictwa. Star Wars: Battlefront II (Xbox One) czy Star Wars Jedi: Fallen Order starają się balansować między nostalgią a nowoczesnością. Jednak gdy w grę wchodzi scena tak kultowa jak pałac Jabby, każdy fałszywy krok jest odczuwalny.

    Czego twórcy gier mogą się nauczyć

    Historia z 1997 roku to ważna lekcja dla deweloperów pracujących nad grami na Xbox. Fani nie oczekują, że wszystko pozostanie nietknięte – chcą, by zmiany miały sens i szanowały oryginał. Gdy zapowiedziano prace nad remakiem Star Wars: Knights of the Old Republic, społeczność natychmiast zaczęła dyskutować, co powinno zostać zmienione, a co jest świętością.

    Warto również spojrzeć na gry niezwiązane z Gwiezdnymi wojnami. Crash Bandicoot N. Sane Trilogy (Xbox One) to przykład remastera, który odświeżył grafikę, starając się zachować charakter rozgrywki. Żadnych „Jedi Rocks” – tylko odświeżony Crash. Gracze docenili tę decyzję.

    Podsumowanie

    Zmiana w pałacu Jabby sprzed 29 lat wciąż wpływa na franczyzę. Gry na Xbox – od LEGO Star Wars po nadchodzące remaki – muszą zmierzyć się z dylematem: ulepszać czy zostawić w spokoju. Lucas postawił na spektakl i technologię, ale fani tęsknią za prostotą „Lapti Nek”. Deweloperzy gier stoją przed trudnym zadaniem – balansowaniem między nostalgią a postępem. Jak pokazują reakcje graczy, jedna nietrafiona decyzja może mieć długotrwałe konsekwencje.


    Źródła

  • Onimusha: Way of the Sword wyjdzie wcześniej, niż zakładano. Capcom oficjalnie przesuwa premierę

    Onimusha: Way of the Sword wyjdzie wcześniej, niż zakładano. Capcom oficjalnie przesuwa premierę

    Fani serii Onimusha mogą być zadowoleni, ponieważ Capcom ogłosił, że premiera Onimusha: Way of the Sword odbędzie się 4 września 2026 roku, co oznacza, że gra zadebiutuje 21 dni wcześniej niż pierwotnie planowano. Informacja ta pochodzi z oficjalnego komunikatu wydawcy, a nie z niepotwierdzonych źródeł. Reżyser gry, Satoru Nihei, wcześniej zapowiadał „dobre wieści”, a teraz je otrzymaliśmy.

    • Capcom przyspieszył premierę Onimusha: Way of the Sword z 25 września na 4 września 2026 roku
    • Gra zmierza na Xbox Series X/S, a także na PC i PlayStation 5 – to potwierdzona lista platform
    • Reżyser Satoru Nihei ujawnił, że prace wchodzą w końcowe etapy produkcyjne
    • Zmiana daty ma sens biznesowy – Capcom unika starcia z dużymi premierami września
    • Polska wersja językowa (napisy) została potwierdzona na Steamie

    Koniec prac blisko – zespół dopina ostatnie szczegóły

    Niedawno Nihei dziękował fanom za entuzjastyczne reakcje po pokazie Capcom Spotlight i zdradził, że studio pracuje nad „końcowymi etapami” produkcji. Wtedy wielu graczy zastanawiało się, czy to oznacza rychłe ogłoszenie konkretnej daty. Odpowiedź nadeszła szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał – z przyspieszeniem całego harmonogramu.

    Takie sytuacje są rzadkością. Branża gier często doświadcza opóźnień, więc gdy Capcom ogłasza: „Cieszymy się, że możemy dostarczyć Onimusha: Way of the Sword wcześniej”, to jest to pozytywna wiadomość. Deweloper nie tylko dotrzymuje terminów, ale także je wyprzedza. To budzi zaufanie i pokazuje, że prace idą zgodnie z planem, a może nawet sprawniej, niż zakładano.

    Dlaczego Capcom zmienił datę?

    Dlaczego Capcom zmienił datę?

    Oficjalny komunikat nie podaje konkretnych powodów, ale można przypuszczać, że zmiana daty ma związek nie tylko z postępami w produkcji. Wrzesień to tradycyjnie intensywny okres dla premier gier – w tym miesiącu często ukazują się największe tytuły AAA, które mogą przyćmić inne. Przesunięcie Onimusha: Way of the Sword na początek miesiąca daje grze większą szansę na zauważenie i unikanie bezpośredniej konkurencji.

    Wcześniej różne źródła podawały różne daty – Steam wyświetlał 24 września, niektóre sklepy 3 września, a oficjalna zapowiedź mówiła o 25 września 2026 roku. Teraz mamy jasność: 4 września to jedyna poprawna data, a inne informacje można uznać za nieaktualne. Capcom rozwiał wszelkie wątpliwości jednym, konkretnym komunikatem.

    Czego oczekiwać po nowej odsłonie?

    Czego oczekiwać po nowej odsłonie?

    Onimusha: Way of the Sword to powrót kultowej serii, która ostatnią główną odsłonę miała w erze PlayStation 2. Nowa część została zapowiedziana podczas The Game Awards 2024 i wzbudziła spore emocje – to marka, którą wielu graczy wspomina z sentymentem. Samurajski klimat, walka mieczem i mroczna atmosfera inspirowana japońskim folklorem mają powrócić w nowoczesnej oprawie na Xbox Series X/S i innych platformach.

    Capcom nie ujawnia jeszcze wszystkich szczegółów rozgrywki, ale wiadomo, że gra powstaje z myślą o obecnej generacji sprzętu. To oznacza, że możemy oczekiwać płynnej animacji, dopracowanych modeli postaci i efektownych starć w stabilnych klatkach. Polscy gracze otrzymają również napisy w rodzimym języku, co potwierdzono na karcie Steam.

    Podsumowanie

    Onimusha: Way of the Sword zadebiutuje na półkach – cyfrowych i fizycznych – 4 września 2026 roku. To dobra wiadomość dla każdego, kto czeka na powrót serii po latach nieobecności. Zespół kończy prace, data jest już oficjalna, a Capcom pokazuje, że potrafi pozytywnie zaskoczyć graczy. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, jesień zapowiada się obiecująco dla posiadaczy Xbox Series X/S.


    Źródła