Po tym, jak adaptacja A Court of Thorns and Roses dla Hulu została porzucona, autorka Sarah J. Maas odzyskała prawa do swojej bestsellerowej serii fantasy. Nie zamierza jednak szybko ich odsprzedawać. Postawiła jeden, bardzo konkretny warunek dla każdej przyszłej ekranizacji: musi mieć całkowitą kontrolę twórczą, a produkcja ma wiernie odzwierciedlać jej wizję, bez kompromisów mających na celu przypodobanie się szerszej grupie odbiorców.
To stanowcza deklaracja w świecie Hollywood, gdzie adaptacje książek bywają radykalnie zmieniane. Maas wprost mówi, co jest dla niej niedopuszczalne: „Och, musimy to zmienić, żeby trafić do grupy docelowej XYZ”. Dla autorki to zaprzeczenie sztuki. Jak zapowiedziała, gdy już podejmie się adaptacji, będzie to jej projekt, któremu poświęci wszystko, by zrealizować go we właściwy sposób.
Dlaczego projekt w Hulu upadł?
Historia potencjalnego serialu ACOTAR jest długa i pełna zwrotów akcji. Prawa filmowe zostały pierwotnie objęte opcją już w 2015 roku. Projekt dotarł nawet do etapu wczesnego scenariusza, który Maas miała okazję przeczytać, ale ostatecznie utknął w martwym punkcie.
Prawdziwa nadzieja pojawiła się w 2021 roku, kiedy Hulu oficjalnie ogłosiło prace nad serialową adaptacją, z 20th Television jako producentem. Na czele projektu jako showrunner stanął doświadczony Ronald D. Moore, twórca Outlandera i współtwórca rebootu Battlestar Galactica. Jego udział dawał fanom powód do optymizmu. Jednak w 2024 roku Moore w wywiadzie stwierdził, że nie pracuje już nad serialem i nie zna jego aktualnego statusu. To ostatecznie pogrzebało projekt w Hulu, który obecnie uznawany jest za „martwy”. Wcześniejsze doniesienia wskazywały również na potencjalne zainteresowanie platformy Disney+.
Nowa era: autorka odzyskuje swoje światy
Kluczowym zwrotem w tej sytuacji jest decyzja Sarah J. Maas o odkupieniu praw do adaptacji wszystkich swoich powieści. To strategiczny ruch, który daje jej niespotykaną wcześniej pozycję negocjacyjną. Nie musi się spieszyć ani godzić na niekorzystne warunki.
Autorka jasno komunikuje, że wstrzymuje jakiekolwiek prace nad adaptacją telewizyjną do czasu, aż będzie mogła nadzorować ją osobiście. Jej celem jest stworzenie produkcji „tak, jak ja to sobie wyobrażam i jak wiem, że fani tego chcą”. Priorytetem jest więc wierność książkom i ich ogromnej, zaangażowanej społeczności czytelniczej, a nie szukanie nowej publiczności poprzez zmianę kluczowych elementów historii.
Co dalej z ACOTAR na ekranie?
Choć stanowisko Maas spowalnia proces, dla fanów jest to raczej dobra wiadomość. Chroni bowiem ukochaną sagę o Feyre Archeron, magicznym świecie Prythian, dworach, klątwach i więziach godowych (mating bonds) przed powierzchowną, pospieszną produkcją.
Obecnie nie wskazano żadnego nowego partnera ani platformy. Jednak taka postawa otwiera drogę dla serwisów streamingowych lub studiów, które szanują wizję autora i są gotowe na nietypową, ale potencjalnie bardzo dochodową współpracę. Sukces serii ACOTAR, która zdominowała listy bestsellerów i media społecznościowe, czyni ją niezwykle atrakcyjnym tytułem. Seria obejmuje obecnie pięć wydanych książek (najnowsza, A Court of Silver Flames, ukazała się w lutym 2021 roku), a kolejne dwa tomy zostały już zapowiedziane.
Co ciekawe, sama Maas nie zwalnia tempa w literackim uniwersum. Podczas podcastu Call Her Daddy ogłosiła daty premiery kolejnych tomów: książka szósta ukaże się 27 października 2026 roku, a siódma – 12 stycznia 2027. To utrzyma zainteresowanie serią przez lata, budując jeszcze większe oczekiwanie na ewentualną adaptację.
Podsumowanie
Decyzja Sarah J. Maas to wyraźny sygnał dla branży rozrywkowej. Coraz więcej autorów odnoszących sukcesy domaga się realnego wpływu na ekranizacje swoich dzieł. Upadek projektu Hulu, choć rozczarowujący, może ostatecznie wyjść sadze na dobre. Daje autorce czas i przestrzeń, by przygotować adaptację na własnych zasadach.
Fani mogą spać spokojnie – świat A Court of Thorns and Roses nie trafi na ekrany, dopóki jego twórczyni nie będzie pewna, że zostanie przedstawiony zgodnie z jej wizją. W erze często nieudanych adaptacji takie stanowisko to nie kaprys, lecz przejaw troski o integralność artystyczną i szacunku dla odbiorców. Teraz pozostaje czekać, kiedy i z kim Sarah J. Maas zdecyduje się podjąć to wyzwanie.

Dodaj komentarz