Autor: WesołyRoman

  • Czy Project Helix to tajna broń Xbox przeciwko Steam Machine?

    Czy Project Helix to tajna broń Xbox przeciwko Steam Machine?

    Gdy Valve przygotowuje się do wprowadzenia Steam Machine, w świecie konsol pojawia się wiele spekulacji. Ostatnie doniesienia sugerują, że to urządzenie mogło skłonić Sony do rezygnacji z przenoszenia gier na PC, ale zagrożenie to może dotyczyć także Microsoftu. Xbox od lat promuje otwartość i integrację z komputerami osobistymi, a zapowiadany Project Helix może być odpowiedzią na zmieniający się rynek, w którym granice między konsolą a PC zacierają się.

    Kluczowe informacje:

    • Valve planuje wprowadzenie Steam Machine – konsoli, która łączy prostotę konsoli z biblioteką gier PC.
    • Xbox rozwija ekosystem Xbox Play Anywhere, umożliwiający granie na konsoli, PC i w chmurze.
    • Project Helix to nowa generacja sprzętu Xbox, która może połączyć cechy konsoli i komputera.
    • Microsoft może wykorzystać tę sytuację, aby wzmocnić swoją pozycję jako dostawcy uniwersalnej platformy dla graczy.

    Xbox i PC – jedność ekosystemu

    Od momentu premiery Xbox One Microsoft konsekwentnie zbliża konsole do komputerów. Inicjatywa Xbox Play Anywhere pozwala graczom na zakup gry raz i korzystanie z niej zarówno na konsoli, jak i na Windows. W połączeniu z usługą Game Pass Ultimate, która oferuje dostęp do setek tytułów na obu platformach oraz strumieniowanie w chmurze, filozofia Microsoftu jest jasna – kluczowe jest nie urządzenie, ale dostęp do treści.

    Takie podejście stawia Xboxa w zupełnie innym miejscu niż tradycyjna „wojna konsol”. Gdy Valve ogłasza Steam Machine – urządzenie, które ma zapewnić konsolową wygodę i pełną bibliotekę Steam – Microsoft nie musi się obawiać. Od lat buduje pomost: konsolę, która staje się centrum rozrywki, a jednocześnie PC, które jest w pełni kompatybilne z grami Xbox. Dlatego zamiast wycofywać się z PC, Microsoft planuje pójść o krok dalej.

    Project Helix – nowa generacja czy coś więcej?

    Project Helix – nowa generacja czy coś więcej?

    Plotki na temat Project Helix sugerują, że może to być nie tylko następca Xboksa Series X|S, ale także urządzenie o architekturze zbliżonej do komputera osobistego, z możliwością uruchamiania gier z PC Game Pass, Steam i innych platform. Mówi się o elastycznym środowisku, w którym użytkownik może wybierać między trybem konsolowym (zoptymalizowanym) a otwartym (z pełnym dostępem do Windows i aplikacji).

    Jeśli te informacje się potwierdzą, Project Helix mógłby stać się bezpośrednią konkurencją dla Steam Machine, ale z solidnym wsparciem Microsoftu – chmurą Azure, społecznością Xbox Live i subskrypcją Game Pass. Gracze nie musieliby wybierać między konsolą a PC, ponieważ jedno urządzenie mogłoby zaspokoić obie potrzeby, oferując dostęp do ekskluzywnych tytułów Microsoftu od dnia premiery.

    Steam Machine – zagrożenie czy szansa?

    Valve stara się zdobyć rynek konsol z koncepcją, którą Xbox realizuje od lat. Steam Machine, oparty na SteamOS i Proton, umożliwia uruchomienie dużej części biblioteki Steam bez potrzeby konfigurowania systemu operacyjnego i podzespołów. To atrakcyjna opcja dla graczy, którzy chcą zrezygnować z konsol, ale obawiają się złożoności PC.


    Źródła

  • Twórcy Clair Obscur: Expedition 33 celowo zepsuli zakończenie. Spoiler był w pierwszym utworze

    Twórcy Clair Obscur: Expedition 33 celowo zepsuli zakończenie. Spoiler był w pierwszym utworze

    Studio Sandfall Interactive ujawniło podczas konferencji GDC 2026, że ścieżka dźwiękowa Clair Obscur: Expedition 33 od samego początku zdradza kluczowe elementy fabuły. Raphael Joffres, szef działu audio, przyznał, że pierwszy utwór słyszany w lokacji Lumiere zawiera spoilery dotyczące tożsamości finałowych bossów i całego zakończenia gry. Ta informacja wzbudziła ogromne zainteresowanie wśród fanów, którzy od miesięcy spekulowali na ten temat na forach.

    • Sandfall Interactive potwierdziło na GDC 2026, że muzyka w grze zdradza zakończenie już od pierwszego utworu.
    • Pierwszy utwór w Lumiere zawiera spoilery o finałowych bossach, ale teksty są celowo niezrozumiałe przy pierwszym przejściu.
    • Xbox Game Pass okazał się ogromnym sukcesem – gra była największą premierą third-party w usłudze w 2025 roku.
    • Sprzedaż przekroczyła 5 milionów egzemplarzy do października 2025, a do kwietnia 2026 osiągnęła już 8 milionów.
    • Twórcy inspirowali się anime Fire Force, łącząc zachodnią estetykę z duchem klasycznych japońskich RPG.

    Spoilery ukryte na widoku

    Geniusz tego zabiegu polega na tym, że przy pierwszym podejściu praktycznie nikt nie jest w stanie wyłapać ukrytych treści. Na początku gry teksty piosenek są mieszanką francuskiego, angielskiego oraz całkowicie zmyślonego języka. To celowa dekonstrukcja – im dalej gracz posuwa się w fabule, tym utwory stają się bardziej zrozumiałe.

    W finale ścieżka dźwiękowa przechodzi całkowicie na język angielski. Wtedy wszystko nabiera sensu, ale jest już za późno – historia i tak zmierza ku nieuchronnemu końcowi. Twórcy chcieli, by drugie przejście gry oferowało zupełnie inną perspektywę. Znając kontekst i lore świata, gracz słyszy w tych samych utworach coś zupełnie innego niż za pierwszym razem.

    To swoiste audialne easter eggi, które społeczność Reddita podejrzewała już od dawna. Dopiero teraz jednak doczekaliśmy się oficjalnego potwierdzenia od deweloperów.

    Misja skazana na porażkę

    Misja skazana na porażkę
    Źródło: images.gram.pl

    Clair Obscur: Expedition 33 od samego początku nie ukrywało swojej ponurej natury. Oficjalny opis na Xboxie stawia sprawę jasno – gracze prowadzą wyprawę, której celem jest zniszczenie tajemniczej Paintress. Każdego roku jej cykl wymazuje kolejny rocznik mieszkańców miasta, a ekspedycja numer 33 to misja, którą Xbox Wire określił wprost jako „skazaną na porażkę”.

    Świat inspirowany Belle Époque France kryje mroczne sekrety. Sandfall Interactive, debiutujące studio, postawiło na unikalne połączenie turowego RPG z mechanikami czasu rzeczywistego. Gra od dnia premiery 24 kwietnia 2025 roku dostępna jest na Xbox Series X|S, PC oraz w chmurze, również w ramach Game Pass Ultimate. Co ważne, tytuł obsługuje Xbox Play Anywhere.

    Inspiracje i skala sukcesu

    Podczas panelu na GDC 2026 twórcy zdradzili, że przy projektowaniu świata i dynamiki gry czerpali garściami z anime Fire Force, znanego fanom Soul Eater. Chcieli stworzyć coś, co połączy zachodnią estetykę z duchem klasycznych japońskich RPG – i jak widać po reakcjach, udało im się to z nawiązką.

    Zbudowana na Unreal Engine 5 produkcja okazała się komercyjnym fenomenem. Do października 2025 roku sprzedano ponad 5 milionów egzemplarzy, a Xbox Wire ogłosił Clair Obscur: Expedition 33 największą nową premierą third-party w historii Game Passa w 2025 roku. Do kwietnia 2026 wynik wzrósł do imponujących 8 milionów sztuk.

    Muzyka, która opowiada historię

    Decyzja o wpleceniu spoilerów w ścieżkę dźwiękową pokazuje, jak bardzo Sandfall Interactive wierzyło w swój koncept. Zamiast bać się, że ktoś odkryje tajemnicę przedwcześnie, twórcy postanowili nagrodzić najbardziej spostrzegawczych graczy. Albo tych, którzy po prostu wrócą do gry po raz drugi.

    To podejście idealnie współgra z mechaniką turową wzbogaconą o elementy czasu rzeczywistego – niby wszystko widać od razu, ale prawdziwa głębia odkrywa się stopniowo. I choć niektórzy mogą czuć się rozczarowani, że spoilery były na wyciągnięcie ręki przez cały czas, trudno nie docenić kunsztu, z jakim to zrobiono. Żaden algorytm nie wyłapie fabuły z piosenki śpiewanej w zmyślonym języku.


    Źródła

  • Shinji Mikami pracuje nad nowym RPG akcji – gra trafi na Xbox Series x|s

    Shinji Mikami pracuje nad nowym RPG akcji – gra trafi na Xbox Series x|s

    Shinji Mikami, znany twórca serii Resident Evil, od maja 2023 roku pracuje nad nową grą AAA z gatunku action RPG w swoim studiu Unbound Games. Projekt, który jest w fazie tajemnicy, może być dostępny na konsole, w tym Xbox Series X|S, co wzbudza zainteresowanie wśród graczy oczekujących na nowe produkcje od tego uznanego twórcy.

    Kluczowe fakty

    • Shinji Mikami założył studio Unbound Games w maju 2023 roku i od tego czasu prowadzi prace nad niezapowiedzianym action RPG.
    • Gra będzie nowym IP; niepotwierdzone źródła sugerują, że powstaje na Unreal Engine 5 i jest tworzona z myślą o rynku globalnym.
    • Producent Masato Kimura opisał projekt jako „duże, bardzo realistyczne RPG akcji”, co odróżnia go od wcześniejszych horrorów Mikamiego.
    • Według nieoficjalnych informacji gra jest tworzona z myślą o PC i konsolach, ale konkretne platformy nie zostały potwierdzone; w plotkach pojawia się Xbox Series X|S.
    • Studio liczy około 50 osób i planuje rozbudowę do 150 – to mniejszy zespół niż w zachodnich superprodukcjach, ale z ambicjami jakości AAA.

    Projekt owiany tajemnicą

    Po zamknięciu Tango Gameworks przez Microsoft w 2024 roku, uwaga branży skupiła się na Mikamim, który opuścił to studio rok wcześniej. Jego nowa firma Unbound Games przez długi czas pozostawała w cieniu, a pierwsze szczegóły o grze zaczęły się pojawiać dopiero w zeszłym roku. W wywiadzie dla portalu Nidan Jump producent Masato Kimura ujawnił, że zespół pracuje nad „dużym, bardzo realistycznym RPG akcji” – ta informacja pojawiła się także w materiałach rekrutacyjnych, które podkreślają, że tytuł ma być skierowany na rynek globalny i zawierać elementy typowe dla wysokobudżetowych hitów.

    Informacje o wykorzystaniu Unreal Engine 5 oraz planach na konsole nowej generacji, w tym Xbox Series X|S, były podawane przez kilka branżowych serwisów. Choć żadna platforma nie została oficjalnie potwierdzona, wzmianki o wersji na Xbox wywołały szczególne zainteresowanie wśród fanów Microsoftu. W obliczu niedawnego zamknięcia Tango, wiadomość o tym, że Mikami nadal tworzy grę, która może trafić na ekosystem Xbox, daje nadzieję na utrzymanie silnej więzi japońskiego dewelopera z platformą.

    Nowe studio Unbound Games i jego filozofia

    Mikami założył Unbound Games, aby stworzyć przestrzeń dla nieskrępowanej kreatywności. Na stronie studia znajduje się manifest, który mówi o „tworzeniu we własnym środowisku” i „świecie bez ograniczeń”. Filozofia ta zakłada łączenie doświadczonych deweloperów z młodymi talentami i unikanie korporacyjnych schematów. W praktyce oznacza to, że gra – mimo ambicji AAA – powstaje w stosunkowo małym zespole, co może prowadzić do bardziej spójnej wizji artystycznej.

    Wcześniej Mikami eksperymentował z podobnym modelem w Kamuy, firmie nastawionej na krótsze cykle produkcyjne. Unbound Games idzie o krok dalej: produkcja opisana jako „AAA” i „action RPG” sugeruje, że twórca chce połączyć dużą skalę z autorskim podejściem, rezygnując z gatunku survival horroru, z którym był dotąd utożsamiany. Dla graczy Xbox oznacza to szansę na nowe, odważne IP od jednego z najbardziej wpływowych projektantów w branży.

    Co to oznacza dla posiadaczy Xbox?

    Choć nie ma informacji o ewentualnej wyłączności, same plotki o tym, że gra może trafić na Xbox Series X|S, są istotnym sygnałem. Po zamknięciu Tango Gameworks i niepewności co do przyszłych relacji Microsoftu z japońskimi twórcami, wiadomość o projekcie Mikamiego budzi optymizm. Pokazuje, że Xbox pozostaje ważną platformą dla ambitnych, globalnych tytułów z Azji.

    Mikami ma na koncie takie hity jak Vanquish czy serię The Evil Within, które zdobyły uznanie na konsolach Microsoftu. Jego nowe RPG akcji – być może z realistyczną walką i rozwiniętym systemem postaci – mogłoby przyciągnąć zarówno fanów japońskich produkcji, jak i miłośników zachodnich RPG-ów akcji, idealnie wpisując się w ofertę Xbox Game Pass. Choć szczegóły pozostają nieznane, powrót Mikamiego do dużego projektu to jedna z najbardziej oczekiwanych zapowiedzi dla posiadaczy Xbox Series X|S w nadchodzących latach.


    Źródła

  • Max Verstappen spełni marzenie: zaatakuje Nordschleife w Mercedesie-AMG

    Max Verstappen spełni marzenie: zaatakuje Nordschleife w Mercedesie-AMG

    Czterokrotny mistrz świata Formuły 1, Max Verstappen, dołączył do stawki jednego z najtrudniejszych wyścigów na świecie. Holender wystartuje w legendarnym wyścigu 24h Nürburgring, prowadząc Mercedes-AMG, przygotowany przez zespół Winward Racing. To nie jest jednorazowa przygoda, lecz projekt, który stanowi istotny krok w stronę sportów samochodowych GT i wyścigów długodystansowych.

    Kluczowe fakty

    • Max Verstappen potwierdził start w głównym wyścigu 24h Nürburgring oraz w seriach przygotowawczych.
    • Mercedes-AMG z numerem startowym 3 będzie reprezentował zespół Mercedes-AMG Team Verstappen Racing.
    • Skład kierowców w wyścigu głównym obejmie Verstappena, Dani Juncadellę i Julesa Gounona.
    • Program przygotowawczy obejmuje starty w rundach NLS (Nürburgring Langstrecken-Serie) oraz w kwalifikacjach do 24-godzinnego maratonu.
    • Transmisja na żywo z wyścigu będzie dostępna m.in. na Viaplay, Red Bull TV oraz kanale YouTube Red Bull Motorsports.

    Realizacja wieloletniego marzenia

    Dla Verstappena, który odniósł już wiele sukcesów w Formule 1, start na słynnej, ponad 20-kilometrowej Nordschleife w Mercedesie-AMG to spełnienie osobistego marzenia. Holender przyznał, że ta impreza od dawna figurowała na jego liście celów. Jego szacunek do tej legendy motorsportu jest potwierdzony – w zeszłym sezonie zdobył specjalną licencję i zaliczył zwycięski start w sezonowym otwarciu NLS na Nordschleife, co uznał za cenne doświadczenie.

    „Nürburgring to wyjątkowe miejsce. Nie ma drugiego takiego toru na świecie” – mówił kierowca. „Wyścig 24h Nürburgring od dawna był na mojej liście rzeczy do zrobienia, więc bardzo się cieszę, że wreszcie możemy to zrealizować”. To podejście pokazuje, że dla niego to nie jest przelotna fanaberia, ale świadomy, przygotowany projekt sportowy.

    Mocny program i potężny zespół

    Mocny program i potężny zespół

    Wydarzenie to wykracza daleko poza symboliczny udział. Verstappen Racing we współpracy z Mercedes-AMG Motorsport i zespołem Winward Racing stworzył kompletny program. Jego trzonem są wyścigi przygotowawcze w serii NLS, które pozwolą załodze zgrać się z samochodem i opanować tor w różnych warunkach pogodowych i o różnych porach doby.

    Pierwszym sprawdzianem był wyścig NLS2. Skład kierowców jest gwiazdorski. Verstappen będzie współpracował z czołowymi, fabrycznymi zawodnikami Mercedesa-AMG, którzy mają ogromne doświadczenie w GT3 i doskonale znają Nürburgring. Taka mieszanka talentu z Formuły 1 i wiedzy specjalistów od wyścigów długodystansowych może okazać się niezwykle groźna.

    Techniczne wyzwania i rywalizacja na froncie

    Techniczne wyzwania i rywalizacja na froncie

    Mercedes-AMG to sprawdzona maszyna, która odnosiła sukcesy w 24h Nürburgring w przeszłości. Mimo to, wyścig ten jest nieprzewidywalny. Trasa łącząca nowy tor z historyczną Nordschleife wystawia na próbę nie tylko kierowców, ale i każdy element samochodu. Nawet drobna usterka może zniweczyć wielogodzinny wysiłek, o czym przekonało się wiele dobrze przygotowanych ekip.

    Podczas samego wyścigu zespół Verstappena pokazał, że ma tempo, by walczyć o najwyższe laury. W trakcie rywalizacji samochód z numerem 3 prowadził w stawce, co potwierdzało konkurencyjność całego projektu. Niestety, nadzieje na zwycięstwo zostały przygaszone przez problem techniczny z prawym tylnym zawieszeniem, który pojawił się po ponad 21 godzinach prowadzonej walki. Ten incydent przypomniał, że na Nordschleife sukces wymaga nie tylko szybkości, ale i szczęścia oraz wytrzymałości sprzętu.

    Nowy rozdział kariery i fascynacji

    Udział Maxa Verstappena w 24h Nürburgring to coś więcej niż ciekawostka w kalendarzu. To wyraźny sygnał o kierunku, w którym holenderski kierowca może podążać w przyszłości, poszerzając swoje aktywności poza królewską dyscyplinę. Verstappen Racing deklaruje, że ten program to „kolejny krok w zaangażowaniu w wyścigi GT3 i poszerzaniu działalności wyścigowej”.

    Dla fanów motorsportu to okazja, by zobaczyć jednego z najlepszych kierowców pokolenia w nowym kontekście. Walka nie toczy się tu o ułamki sekundy na jednym okrążeniu, ale o przetrwanie, taktykę i zarządzanie zasobami przez całą dobę. Start Verstappena przyciągnie na tę imprezę jeszcze więcej uwagi, łącząc światy Formuły 1 i wyścigów długodystansowych w jednej z najbardziej ikonicznych lokalizacji wyścigowych na świecie.


    Źródła

  • Deponia za darmo na Steam. Kultowa przygodówka warta dodania do biblioteki

    Deponia za darmo na Steam. Kultowa przygodówka warta dodania do biblioteki

    Steam ponownie zaskoczył użytkowników wartościową darmową ofertą. Od ubiegłego tygodnia, do niedzieli 16 marca do godziny 18:00 czasu polskiego, gracze mogli odebrać i przypisać na stałe do swojego konta klasyczną przygodówkę Deponia studia Daedalic Entertainment. Choć promocja już się zakończyła, warto przypomnieć, dlaczego ten tytuł z 2012 roku zyskał tak duże uznanie i dla wielu był okazją wartą wykorzystania.

    Platforma Valve regularnie proponuje różne akcje, ale darmowe dodawanie pełnoprawnych gier do biblioteki zawsze wzbudza największe zainteresowanie. Deponia to nie jest kolejna gra free-to-play z mikropłatnościami, a kompletna, nagradzana produkcja, którą po odebraniu można zachować na zawsze. Taki model sprawia, że promocja to świetny sposób na wzbogacenie własnej kolekcji bez wydawania pieniędzy.

    Kluczowe informacje o promocji

    • Tytuł: darmowa gra to Deponia, klasyczna przygodówka point-and-click.
    • Czas trwania: akcja trwała do 16 marca do godziny 18:00 czasu polskiego.
    • Warunek: po odebraniu w trakcie trwania promocji gra była przypisywana na stałe do konta Steam.
    • Twórca: producentem jest renomowane niemieckie studio Daedalic Entertainment, znane z wysokiej jakości gier przygodowych.
    • Oceny: tytuł cieszy się bardzo pozytywnymi recenzjami użytkowników na platformie Steam.

    Co sprawia, że Deponia to kultowy tytuł?

    Deponia od swojego debiutu w 2012 roku zdobyła serca fanów gatunku dzięki charakterystycznemu stylowi i humorowi. Akcja rozgrywa się na tytułowej planecie, która jest jednym wielkim wysypiskiem śmieci. Gracz wciela się w Rufusa, zarozumiałego i nieco żałosnego mieszkańca tego świata, który marzy o ucieczce do unoszącego się w chmurach miasta elit.

    Fabuła jest komediowa i często absurdalna, pełna zwrotów akcji i czarnego humoru. Siłą gry są kreatywne zagadki logiczne, typowe dla gatunku point-and-click. Rozwiązania bywają nieoczywiste i wymagają myślenia poza schematem, co stanowi o sile klasycznych przygodówek. Wizualnie Deponia wyróżnia się piękną, ręcznie rysowaną grafiką, która nadaje światu niepowtarzalnego klimatu.

    Dlaczego warto było skorzystać z takiej okazji?

    Dlaczego warto było skorzystać z takiej okazji?

    Darmowe dodanie takiej gry do biblioteki to zawsze dobra decyzja, nawet jeśli nie planuje się jej uruchamiać od razu. Deponia to pierwsza część docenionej trylogii, która zapoczątkowała całą serię. Otrzymanie jej bezpłatnie daje szansę na zapoznanie się z uniwersum i bohaterami, co może zachęcić do odkrycia kolejnych części – Chaos on Deponia i Goodbye Deponia.

    Gatunek przygodówek point-and-click ma swoją wierną społeczność, a Deponia jest w nim często wymieniana jako pozycja obowiązkowa. Dla graczy ceniących narrację, klimat i intelektualne wyzwanie, a nie tylko szybką akcję, to prawdziwa perełka. Darmowa akcja była doskonałą okazją, by przekonać się do tego stylu rozgrywki bez żadnego ryzyka finansowego.

    Podsumowanie

    Choć promocja z Deponią już minęła, sama gra pozostaje doskonałym przykładem udanej przygodówki. Jej darmowa dystrybucja na Steam umożliwiła tysiącom graczy wzbogacenie swojej kolekcji o uznany tytuł. Takie akcje pokazują, że platformy cyfrowe potrafią zaoferować graczom realną wartość poza okresowymi wyprzedażami.

    Warto śledzić podobne inicjatywy, bo jak pokazuje przykład Deponii, czasami można trafić na prawdziwe dzieła, które na stałe zapisują się w historii gatunku. Posiadanie ich w bibliotece to zawsze dobra inwestycja w przyszłą rozrywkę.


    Źródła

  • Oracle zwalnia 30 tysięcy osób, by sfinansować wyścig w sztucznej inteligencji

    Oracle zwalnia 30 tysięcy osób, by sfinansować wyścig w sztucznej inteligencji

    Amerykański gigant technologiczny Oracle planuje jedną z największych redukcji zatrudnienia w swojej historii, aby zdobyć miliardy dolarów na inwestycje w infrastrukturę dla sztucznej inteligencji. Według informacji od Bloomberga i analityków TD Cowen, firma może zwolnić nawet 30 tysięcy pracowników, co stanowi około 18 procent jej globalnej załogi liczącej około 162 tysięcy osób. Te cięcia mają na celu zmniejszenie kosztów i zwiększenie inwestycji w AI, a zaoszczędzone środki mają zostać przeznaczone na rozbudowę centrów danych, które są niezbędne do obsługi rosnącego zapotrzebowania na AI.

    To znaczący krok, który ilustruje, jak priorytety dużych firm technologicznych przesuwają się z rozwoju ludzi na rozwój maszyn. Oracle, konkurując z Microsoftem i Amazonem, musi sfinansować ogromne zobowiązania, w tym współpracę z OpenAI, która wymaga dużej mocy obliczeniowej. W związku z tym firma jest gotowa zredukować niemal jedną piątą swojego personelu.

    Kluczowe informacje

    • Oracle planuje redukcję nawet 30 tysięcy etatów, co odpowiada 18% globalnej załogi.
    • Zwolnienia są częścią działań restrukturyzacyjnych, na które firma zwiększyła budżet do 2,1 miliarda dolarów.
    • Środki te mają sfinansować rozbudowę infrastruktury AI i chmurowej, której koszt szacuje się na setki miliardów dolarów.
    • W tle znajduje się intensywna współpraca z OpenAI, wymagająca ogromnej mocy obliczeniowej.
    • Firma rozważa sprzedaż mniej istotnych biznesów, aby zwiększyć płynność.

    Presja inwestycji a wyzwania finansowe

    Sytuacja Oracle ilustruje wyzwania płynnościowe związane z gwałtownym wzrostem. Z jednej strony firma musi ponieść ogromne nakłady inwestycyjne (CAPEX) na centra danych i zakupy procesorów GPU. Z drugiej strony, analitycy wskazują na krytyczne oceny rosnącego zadłużenia i kosztów związanych z rozbudową AI.

    To stworzyło trudną sytuację: aby utrzymać tempo w wyścigu AI i zrealizować lukratywne kontrakty, Oracle potrzebuje dużego kapitału. Tradycyjne finansowanie staje się coraz trudniejsze, więc firma sięga po najbardziej bezpośrednie źródło oszczędności – koszty osobowe. Redukcje mają dotyczyć głównie działów, w których zadania można zautomatyzować lub przenieść na systemy sztucznej inteligencji. Ironią jest, że technologia, która ma przynieść przyszłe zyski, przyczynia się do utraty miejsc pracy dla tysięcy osób.

    Szerszy kontekst branżowy: AI jako uzasadnienie zwolnień

    Szerszy kontekst branżowy: AI jako uzasadnienie zwolnień
    Źródło: images.gram.pl

    Strategia Oracle wpisuje się w szerszy trend w Dolinie Krzemowej, gdzie sztuczna inteligencja jest często używana jako uzasadnienie dla restrukturyzacji i cięć zatrudnienia. Podobne działania można zauważyć u innych gigantów. Microsoft ogłosił, że dzięki wdrożeniom AI zaoszczędził 500 milionów dolarów w działach obsługi klienta, co również wiązało się z optymalizacją zatrudnienia.

    Różnica polega na skali. Proponowane zwolnienia w Oracle są jednymi z największych w ostatnich latach w sektorze technologicznym. Pokazują one, że dla zarządów firm „inwestycja w przyszłość” staje się grą o sumie zerowej, gdzie każdy dolar przeznaczony na serwery i układy NVIDIA musi pochodzić z innego obszaru działalności, którym są pensje i etaty.

    Oracle promuje również niestandardowy model biznesowy, aby ograniczyć własne wydatki kapitałowe. Firma zachęca klientów do dostarczania własnych procesorów GPU do centrów danych Oracle, oferując w zamian infrastrukturę i zarządzanie. To kolejny krok w celu kontrolowania kosztów związanych z ekspansją AI.

    Co dalej z pracownikami i czy to się zwróci?

    Oficjalne potwierdzenie skali planowanych działań może nastąpić wkrótce, przy okazji ogłoszenia wyników finansowych. Decyzja zarządu wiąże się jednak z ryzykiem, zarówno z perspektywy społecznej, jak i biznesowej.

    Zarzuty o krótkowzroczność są oczywiste. Zwalniając tysiące doświadczonych pracowników, firma traci cenny kapitał wiedzy i operacyjnej sprawności. Choć AI może automatyzować pewne procesy, wciąż wymaga nadzoru, integracji i utrzymania przez wyspecjalizowane osoby. Istnieje ryzyko, że pozostali pracownicy będą musieli przejąć obowiązki zwolnionych kolegów, a także nadzorować systemy AI, co może prowadzić do wypalenia i spadku efektywności.

    Pytanie o zwrot z inwestycji również pozostaje otwarte. Aby ogromny wydatek na AI przyniósł zyski, technologia ta musi wygenerować znaczną wartość. Cały sektor opiera się na obietnicach, a nie pewnych zyskach.

    Podsumowanie: Wysoka cena postępu

    Historia Oracle ilustruje nową rzeczywistość gospodarczą, w której sztuczna inteligencja nie jest już tylko narzędziem zwiększającym efektywność, ale także siłą napędzającą głębokie restrukturyzacje i trudne wybory strategiczne.


    Źródła

  • Nowe anime Dragon Ball Super: Beerus może wreszcie wyjaśnić miejsce Super Saiyana 4 w kanonie

    Nowe anime Dragon Ball Super: Beerus może wreszcie wyjaśnić miejsce Super Saiyana 4 w kanonie

    Z okazji 40-lecia serii pojawiły się spekulacje dotyczące nowej produkcji zatytułowanej Dragon Ball Super: Beerus, która mogłaby odświeżyć pierwszą sagę z Bogiem Zniszczenia. Według niepotwierdzonych informacji projekt może liczyć sześć odcinków. Jeśli powstanie, ma na celu poprawę jakości animacji w porównaniu do krytykowanych początków oryginalnego anime oraz umożliwienie twórcom rozwiązania jednej z największych nieścisłości fabularnych w uniwersum. Chodzi o status i umiejscowienie potężnej transformacji Super Saiyan 4, której użycie powróciło niedawno w Dragon Ball Super: Beerus.

    Kluczowe informacje

    • Spekulacje o Dragon Ball Super: Beerus mówią o potencjalnym remasterze lub krótkiej reedycji pierwszej sagi z anime Dragon Ball Super, skupionej na wątku z Bogiem Zniszczenia.
    • Główny cel takiego projektu, jeśli zostałby zrealizowany, to poprawa jakości wizualnej wczesnych odcinków, które były krytykowane przez fanów.
    • Potencjalny efekt uboczny to możliwość skorygowania problemu kanonicznego związanego z formą Super Saiyan 4.
    • Źródło problemu leży w powrocie SSJ4 w Dragon Ball Super: Beerus, którego akcja dzieje się przed wydarzeniami z Super. To stawia pod znakiem zapytania, dlaczego Goku nie użył tej formy przeciwko Beerusowi w późniejszej chronologii.

    Problem wykluczonej transformacji

    Super Saiyan 4 to ikoniczna forma, która zadebiutowała w niekanonicznej serii Dragon Ball GT. Mimo to zdobyła ogromną sympatię fanów dzięki swojemu unikalnemu wyglądowi i ogromnej mocy, często uważanej za szczytową poza boskimi transformacjami. Jej mechanika jest ściśle powiązana z saiyańskim ogonem i mocą Ōzaru, czyli Wielkiej Małpy.

    Przez lata forma ta funkcjonowała głównie poza głównym ciągiem wydarzeń. Sytuacja skomplikowała się jednak wraz z premierą Dragon Ball Super: Beerus. W tej serii, osadzonej chronologicznie między końcem Dragon Ball Z a początkiem Dragon Ball Super, Goku ponownie używa transformacji SSJ4, by walczyć z królem demonów. To umiejscowienie rodzi poważne pytanie o ciągłość logiczną, ponieważ kanoniczny status tej formy w głównym uniwersum nie został oficjalnie potwierdzony.

    Dlaczego Goku nie użył SSJ4 przeciwko Beerusowi?

    W pierwszych odcinkach Dragon Ball Super, podczas adaptacji filmu Battle of Gods i pierwszego starcia z Beerusem, Bóg Zniszczenia prosi Goku, by pokazał swoją najpotężniejszą formę. Bohater w odpowiedzi przechodzi w Super Saiyana 3, znaną z ogromnego poboru energii i małej praktyczności w długich walkach. Dla widzów zawsze był to po prostu kolejny etap fabuły.

    Jednak jeśli uznać wydarzenia z Dragon Ball Super: Beerus za część kanonu, logika staje się problematyczna. Skoro Goku tuż przed spotkaniem z Beerusem potrafił i użył znacznie potężniejszej, bardziej kontrolowanej formy Super Saiyan 4, dlaczego w kluczowym starciu o losy Ziemi sięgnął po gorszy, przestarzały wariant? Ta luka w narracji jest głównym problemem.

    Szansa na retcon i uporządkowanie kanonu

    Szansa na retcon i uporządkowanie kanonu
    Źródło: images.gram.pl

    Potencjalny projekt Dragon Ball Super: Beerus dałby studio Toei Animation wyjątkową okazję. Remasterując i być może delikatnie modyfikując opowieść o początkach konfliktu z Beerusem, twórcy mogliby wpleść wyjaśnienie tej nieścisłości. Nie musi to być drastyczna zmiana polegająca na wstawieniu walki w SSJ4. Wystarczyłoby krótkie wspomnienie, aluzja dialogowa lub logiczne wytłumaczenie, dlaczego Goku tym razem nie może (lub nie chce) sięgnąć po tę konkretną transformację.

    Franczyza Dragon Ball, rozwijana przez dekady przez różnych twórców, jest pełna drobnych retconów i zmian. Projekty takie jak ten remaster są idealnym momentem, by poprawić spójność narracji bez naruszania głównych wątków. Niektóre zmiany w anime Super, jak redesign Future Trunksa, były przez część fanów postrzegane jako późniejsze korekty.

    Czy to w ogóle konieczne?

    Część fanów może twierdzić, że skoro Dragon Ball GT nie jest kanoniczne, to problem nie istnieje. Jednak powrót SSJ4 w Dragon Ball Super: Beerus, serii powstającej przy udziale spuścizny Akiry Toriyamy, wymusza ponowne przemyślenie statusu tej formy. Albo zostanie ona ostatecznie włączona do głównego kanonu z odpowiednimi wyjaśnieniami, albo jej użycie w Dragon Ball Super: Beerus pozostanie ciekawostką bez wpływu na linię czasu Super.

    Potencjalna nowa produkcja o Beerusie staje się więc poligonem doświadczalnym. Jeśli twórcy wykorzystają ją do zasypania tej luki, wyślą jasny sygnał o dbałości o spójność rozrastającego się uniwersum. Jeśli ją zignorują, utwierdzą przekonanie, że SSJ4 pozostaje formą "alternatywną", a jego pojawienia należy traktować odrębnie.

    Perspektywy na przyszłość

    Spekulacje dotyczące Dragon Ball Super: Beerus, niezależnie od ostatecznego zakresu zmian, są interesującym eksperymentem myślowym. Pokazują, że producenci są świadomi zarówno technicznych niedociągnięć pierwszego anime, jak i narastających zawiłości fabularnych. Dla wieloletnich fanów najciekawszym aspektem może być nie to, jak będą wyglądały odświeżone walki, ale czy twórcy podejmą wyzwanie i spróbują zszyć ze sobą różne, niegdyś odległe, elementy ogromnego świata Dragon Ball. Rozwiązanie kwestii Super Saiyana 4 byłoby mocnym sygnałem.


    Źródła

  • The Mound: Omen of Cthulhu zapowiada się na wakacyjny horror kooperacyjny dla Xbox Series

    The Mound: Omen of Cthulhu zapowiada się na wakacyjny horror kooperacyjny dla Xbox Series

    ACE Team oraz wydawca Nacon ogłosili datę premiery swojej kooperacyjnej gry przygodowej osadzonej w klimacie Lovecraftowskiego horroru. The Mound: Omen of Cthulhu zadebiutuje 15 lipca 2026 roku na PC, PlayStation 5 oraz Xbox Series, zapewniając jednoczesny dostęp dla graczy na wszystkich platformach. To kolejny tytuł w segmencie multiplayer horroru, który może zainteresować posiadaczy konsoli Xbox, szukających wspólnych, mrocznych doświadczeń.

    Gra ma zaoferować wciągające, choć pełne paranoi doświadczenie dla maksymalnie czterech graczy. W trakcie rozgrywki drużyna eksploratorów przemierza przeklętą dżunglę, gdzie zagrożenie pochodzi zarówno od potworów, jak i od samego, zniekształcającego rzeczywistość otoczenia. Gracze będą musieli przygotować się na wyprawę na pokładzie galeonu, wybierając odpowiednią broń i ekwipunek, a ich celem jest dotarcie do bram legendarnego świata podziemi i niewyobrażalnych bogactw.

    Najważniejsze fakty o The Mound: Omen of Cthulhu

    • Data premiery: gra oficjalnie zadebiutuje 15 lipca 2026 roku.
    • Platformy: zostanie wydana jednocześnie na PC, PlayStation 5 oraz Xbox Series, bez opóźnienia dla konkretnych platform.
    • Tryb gry: to kooperacyjna gra akcji/przygodowa (co-op) dla do 4 osób, z możliwością gry solo.
    • Klimat: produkcja jest inspirowana twórczością H.P. Lovecrafta, stawiając na psychologiczny niepokój i zniekształcanie percepcji.
    • Fabuła: gracze wcielają się w eksploratorów szukających skarbu w przeklętej dżungli, gdzie chaos i narastająca paranoja są częścią doświadczenia.

    Horror kooperacyjny z dawką Lovecraftowskiego chaosu

    The Mound: Omen of Cthulhu nie będzie typową strzelanką survivalową. Deweloperzy z ACE Team, znani z serii Zeno Clash oraz Rock of Ages, podkreślają, że kluczowym elementem jest atmosfera psychologicznego horroru. Otoczenie dżungli ma być nie tylko pełne potworów, ale także aktywnie „zniekształcać rzeczywistość”, wpływając na postrzeganie świata przez graczy.

    Jak wskazuje opis gry, „przeklęta dżungla” jest miejscem, gdzie „zagrożenie jest wszędzie, a monstrualne stworzenia zmieniają rzeczywistość”. To sugeruje, że mechaniki gry mogą obejmować elementy iluzji, zmiany środowiska oraz zaburzeń percepcyjnych, które wymagają od drużyny nie tylko współpracy, ale także utrzymania „jasnego umysłu” w obliczu narastającego chaosu.

    Premierowy trailer i próba z twórcami internetowymi

    Premierowy trailer i próba z twórcami internetowym

    Informacja o dacie premiery została opublikowana wraz z nowym trailerem, który przyciąga uwagę. ACE Team zdecydowało się na nietypowe podejście marketingowe, „przekazując klucze do dżungli” czterem twórcom internetowym. Najnowszy materiał zawiera fragmenty ich pierwszej próby eksploracji przeklętego świata.

    Takie działanie pozwoliło pokazać rozgrywkę w kooperacji w sposób bardziej naturalny i autentyczny, z perspektywy osób, które rzeczywiście testują mechaniki. Widzimy nie tylko sekwencje sterowane przez studio, ale także próbę realnego, wspólnego radzenia sobie z zagrożeniami i zniekształconym środowiskiem.

    Dlaczego to istotna premiera dla graczy Xbox?

    Dlaczego to istotna premiera dla graczy Xbox?

    Dla społeczności Xbox Series ważne jest, że gra zadebiutuje jednocześnie na wszystkich platformach. Brak opóźnienia czy ekskluzywności czasowej oznacza, że gracze Microsoftu będą mogli rozpocząć swoją wyprawę w przeklętą dżunglę w tym samym dniu, co użytkownicy PC i PS5.

    The Mound: Omen of Cthulhu wpisuje się w segment kooperacyjnego horroru i survivalu, który cieszy się stabilnym zainteresowaniem na Xboxie. Gry takie jak It Takes Two czy różne survivalowe tytuły często znajdują tu swoją bazę fanów. Lovecraftowskie klimaty dodatkowo przyciągną uwagę graczy ceniących mroczne, atmosferyczne produkcje z naciskiem na psychologiczny niepokój.

    Warto również zauważyć, że gra otrzyma pełną polską lokalizację w postaci napisów, co ułatwi dostępność dla polskich graczy.

    Wakacje 2026 z przeklętą dżunglą

    Premiera 15 lipca 2026 roku celowo wpisuje się w okres wakacyjny. To czas, gdy wielu graczy może mieć więcej wolnego na wspólne sesje kooperacyjne. ACE Team i Nacon liczą, że grupy znajomych wybiorą się na tę wspólną, pełną chaosu wyprawę.

    Choć data jest jeszcze odległa, już teraz można zauważyć wyraźny kierunek produkcji. To nie tylko kolejna kooperacyjna strzelanka, ale ambitna próba stworzenia doświadczenia, które poprzez zniekształcenia rzeczywistości i narastający niepokój przeniesie drużynę graczy w świat inspirowany najgłębszymi koszmarami Lovecrafta.


    Źródła

  • Legenda Star Trek Jonathan Frakes broni Akademii Gwiezdnej Floty przed krytyką

    Legenda Star Trek Jonathan Frakes broni Akademii Gwiezdnej Floty przed krytyką

    Jonathan Frakes, znany z roli komandora Williama Rikera oraz jako doświadczony reżyser w uniwersum Star Trek, broni najnowszego serialu – Star Trek: Akademia Gwiezdnej Floty. W rozmowie z portalem Den of Geek wyraził zdziwienie wobec negatywnych opinii, twierdząc, że produkcja jest „naprawdę dobra” i pokazuje kierunek, w którym zmierza całe uniwersum. Jego komentarze pojawiają się w czasie, gdy pierwszy sezon serialu, emitowany w Polsce na platformie SkyShowtime, budzi kontrowersje wśród fanów i krytyków, prowadząc do intensywnej dyskusji o przyszłości franczyzy.

    Serial opowiada o grupie młodych kadetów, którzy rozpoczynają szkolenie w prestiżowej Akademii Gwiezdnej Floty, w okresie po kryzysie, który wstrząsnął fundamentami Federacji. Mimo że jest to już dwunasta produkcja telewizyjna w rozległym kanonie, jej świeże podejście skierowane do młodszej widowni nie spotkało się z jednoznacznie pozytywnym przyjęciem. Frakes, jako reżyser, przypomina, że podobna krytyka towarzyszyła również jego serialowi – Star Trek: Akademia Gwiezdnej Floty.

    Kluczowe fakty w pigułce

    • Jonathan Frakes, znany z roli Williama Rikera, broni serialu, mówiąc: „Co z tymi hejterami? Ten serial jest naprawdę dobry”.
    • Star Trek: Akademia Gwiezdnej Floty to dwunasty serial telewizyjny w uniwersum, skupiony na losach młodych kadetów w Akademii.
    • Reakcje na premierę są skrajnie podzielone: krytycy są zachwyceni, widzowie są bardziej sceptyczni.
    • Produkcja ma za sobą pierwszy sezon.

    Rozdźwięk między krytykami a widzami

    Wyniki odbioru Star Trek: Akademia Gwiezdnej Floty pokazują wyraźny rozdźwięk między ocenami profesjonalnych recenzentów a opiniami widzów. Wysokie oceny na niektórych agregatorach sugerują, że serial został dobrze przyjęty pod względem warsztatowym i narracyjnym, jako godny spadkobierca idei Gene'a Roddenberry'ego. Inny obraz wyłania się jednak z głosów publiczności, gdzie średnia ocen jest znacznie niższa.

    Ten rozdźwięk odzwierciedla szerszy konflikt w społeczności fanów science fiction, a szczególnie Star Treka. Z jednej strony są widzowie i krytycy, którzy doceniają optymistyczny ton, różnorodność postaci i próbę przyciągnięcia nowego pokolenia. Z drugiej strony tradycjonaliści, dla których kluczowe są pewne stałe elementy gatunku, takie jak eksploracja kosmosu, moralne dylematy załóg statków czy technologiczny podziw. Młode kadety w szkolnych korytarzach mogą nie oddawać esencji kosmicznej przygody dla części odbiorców.

    Perspektywa Frakesa: doświadczenie i historia

    Perspektywa Frakesa: doświadczenie i historia

    Odpowiedź Jonathana Frakesa na krytykę nie jest jedynie osobistą opinią aktora czy reżysera. To głos kogoś, kto obserwował ewolucję franczyzy przez prawie cztery dekady. Jego spojrzenie jest ukształtowane świadomością, że każda nowa odsłona Star Treka początkowo budziła kontrowersje.

    „Kiedy prawie 40 lat temu startowało Star Trek: Akademia Gwiezdnej Floty, też byliśmy krytykowani. To było jeszcze przed internetem” – przypomina Frakes. Jego zdaniem, istota sporu nie zmieniła się, zmieniły się jedynie narzędzia, które sprawiły, że głosy niezadowolenia są głośniejsze i bardziej widoczne. To ważna perspektywa, która skłania do refleksji, czy obecna fala krytyki to rzeczywiście ocena jakości, czy może lęk przed zmianą i naturalny opór wobec nowego.

    Frakes podkreśla, że serial ma nieść optymizm, oferując coś zarówno dla wytrawnych fanów, jak i dla nowych widzów. Jego obrona wskazuje na strategiczny kierunek, jaki Paramount i twórcy obrali dla marki – ma ona rozwijać się, a nie tylko pielęgnować przeszłość.

    Co dalej z Akademią Gwiezdnej Floty?

    Mimo mieszanych reakcji widowni, przyszłość serialu wydaje się stabilna. To wyraźny sygnał, że studio ma zaufanie do koncepcji i widzi w niej potencjał na dłuższą opowieść, być może licząc na to, że seria – podobnie jak niegdyś Star Trek: Akademia Gwiezdnej Floty – „zapuści brodę” i z czasem zdobędzie serca niedowiarków.

    Finał pierwszego sezonu ma szansę stać się momentem zwrotnym, który przekona część sceptyków. Zaangażowanie doświadczonych twórców, takich jak Frakes, jest mocnym sygnałem wiary w projekt.


    Źródła

  • Zabawny kubełek na popcorn ujawnia, kto zagości w filmie Super Mario Galaxy

    Zabawny kubełek na popcorn ujawnia, kto zagości w filmie Super Mario Galaxy

    Oficjalny gadżet kinowy ujawnia jednego z bohaterów długo oczekiwanego sequela. Kubełek na popcorn w kształcie zielonego Yoshi’ego, promujący nadchodzący film Super Mario Galaxy, potwierdza powrót kultowego dinozaura na wielki ekran. Ten kolekcjonerski pojemnik, w którym Yoshi siedzi i trzyma duże jajo otwierające się na popcorn, jest już dostępny w sieciach kinowych, takich jak AMC. W ramach promocji powstał także najmniejszy funkcjonalny pojemnik na popcorn w historii, z wizerunkiem Bowsera.

    Film, którego premiera zaplanowana jest na kwiecień 2026 roku, jest kontynuacją niezwykle udanego The Super Mario Bros. Movie z 2023 roku. Twórcy sięgnęli po inspiracje z gier Super Mario Galaxy (2007) i Super Mario Galaxy 2 (2010), które niedawno doczekały się odświeżonych wydań na Nintendo Switch. Oprócz Yoshi’ego, doniesienia wskazują, że po raz pierwszy w kinowej adaptacji pojawi się także Rosalina.

    Kluczowe fakty

    • Nadchodzący film Super Mario Galaxy ma premierę zaplanowaną na kwiecień 2026 roku.
    • Oficjalnym gadżetem promocyjnym jest kubełek na popcorn w kształcie Yoshi’ego, który potwierdza udział tej postaci w filmie.
    • Produkcja czerpie z klimatu i lokacji znanych z gier Super Mario Galaxy oraz Super Mario Galaxy 2.
    • W filmie, obok Yoshi’ego, zadebiutować ma także Rosalina.
    • W ramach kampanii powstał rekordowo mały pojemnik na popcorn z Bowserem, mający zaledwie 6,6 cm szerokości.

    Kolekcjonerskie gadżety budują hype

    Kubełek z Yoshim wpisuje się w rosnący trend premium'owych, kolekcjonerskich akcesoriów kinowych. Tego typu gadżety, często sprzedawane w limitowanych edycjach, stały się istotnym elementem marketingu dużych filmowych hitów, zwłaszcza tych skierowanych do fanów konkretnych uniwersów. W Polsce podobne zestawy, zawierające np. kubki czy figurki, będą dostępne w sieci Multikino.

    Sam pojemnik prezentuje się efektownie. Zielony Yoshi został uchwycony w charakterystycznej, siedzącej pozie, a jego głównym atrybutem jest duże jajo, które służy jako schowek na przekąski. Tego typu przedmioty nie są już tylko zwykłymi naczyniami, ale pełnoprawnymi elementami kolekcji fanowskiej, które często zyskują na wartości po zakończeniu promocji.

    Nie tylko Yoshi: Bowser bije rekord

    Nie tylko Yoshi: Bowser bije rekord
    Źródło: images.gram.pl

    Yoshi nie jest jedynym bohaterem Mario, który doczekał się własnego naczynia na popcorn w tej kampanii. W sieci AMC w USA dostępny jest także gadżet z Bowserem. Ten pojemnik został uznany przez Guinness World Records za "najmniejszy funkcjonalny pojemnik na popcorn w historii". Ma on zaledwie 6,6 centymetra szerokości i został stworzony jako atrakcja dla fanów. Ten miniaturowy kubełek stanowi ciekawy kontrast dla dużego kubełka z Yoshim, pokazując różnorodność pomysłów marketingowych.

    Co gadżety mówią o filmie?

    Obecność Yoshi’ego, potwierdzona przez oficjalny merchandising, to istotna wiadomość dla fanów. Jego postać, choć ikoniczna, nie pojawiła się w pierwszym filmie, więc jej wprowadzenie rozszerza galerię bohaterów. Doniesienia o Rosalinie sugerują, że twórcy naprawdę zagłębią się w kosmiczną tematykę gier Galaxy, gdzie postać opiekunki Obserwatorium odgrywała kluczową rolę. To wskazuje, że sequel nie będzie po prostu powieleniem schematu z pierwszej części, ale przeniesie akcję w nowe, bardziej fantastyczne rejony.

    Sukces pierwszego filmu o Mario otworzył furtkę dla dalszych adaptacji uniwersum Nintendo. Super Mario Galaxy, wspierane przez przemyślaną kampanię merchandisingową, ma szansę powtórzyć tamten komercyjny sukces. Jeśli i ten film odniesie sukces, droga do kolejnych projektów – na które czekają fani Donkey Konga – stanie otworem. Fani mogą szykować się nie tylko na seans, ale także na polowanie na limitowane gadżety, które już teraz rozpalają wyobraźnię.


    Źródła