Autor: WesołyRoman

  • Watchmen. Strażnicy – 17 lat po premierze ambitna ekranizacja, która zmieniła kinowy świat superbohaterów

    Watchmen. Strażnicy – 17 lat po premierze ambitna ekranizacja, która zmieniła kinowy świat superbohaterów

    Dokładnie 17 lat temu, 6 marca 2009 roku, do polskich kin trafił film „Watchmen. Strażnicy” w reżyserii Zacka Snydera. Ta adaptacja kultowej powieści graficznej autorstwa Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa pokazała, że nawet najbardziej złożone i mroczne komiksy mogą być odważnie i dojrzało przeniesione na ekran, wykraczając poza standardowe blockbusterowe produkcje. Film, który przez wiele lat uchodził za niemożliwy do sfilmowania, na stałe wpisał się w historię gatunku, otwierając drogę dla bardziej autorskich i ambitnych projektów komiksowych.

    Kluczowe fakty o filmie

    • Premiera i adaptacja: Film „Watchmen. Strażnicy” zadebiutował 6 marca 2009 roku jako ekranizacja legendarnej, dwunastoczęściowej powieści graficznej z 1986 roku, przedstawiającej alternatywną, mroczną wizję świata z superbohaterami.
    • Wpływ na gatunek: Produkcja przyczyniła się do rozwoju dojrzałych filmów superbohaterskich, pokazując, że gatunek może poruszać złożone tematy moralne i polityczne. Często porównuje się ją do trylogii Christophera Nolana o Batmanie.
    • Dziedzictwo Zacka Snydera: Dla reżysera Zacka Snydera „Watchmen. Strażnicy” stał się projektem, który umocnił jego pozycję w Hollywood i otworzył mu drogę do stworzenia uniwersum filmowego DC, zaczynającego się od „Człowieka ze stali”.

    Adaptacja „Watchmen. Strażnicy” była wyzwaniem, z którym mierzyli się różni twórcy przez niemal dwie dekady. Złożona, nielinearna narracja komiksu, pełna dygresji, fikcyjnych artykułów prasowych i „komiksu w komiksie” („Opowieści kapitana Morsa”), wydawała się trudna do przeniesienia na język filmu. Snyder, świeżo po sukcesie „300”, podjął się tego zadania z charakterystycznym podejściem. Jego film stał się wizualnym hołdem dla oryginału, celowo odtwarzając słynne kadry z komiksu Dave’a Gibbonsa, w tym kultową scenę otwierającą z „The Times They Are a-Changin’” Boba Dylana.

    Wierność wizualna szła jednak w parze ze zmianami w scenariuszu. Najgłośniejsza dotyczyła samego sedna spisku Adriana Veidta, czyli Ozymandiasa. W komiksie jego plan zakładał stworzenie iluzji inwazji pozaziemskiego potwora na Nowy Jork, aby zjednoczyć ludzkość. Snyder i scenarzysta David Hayter zmienili to, czyniąc kozłem ofiarnym Doktora Manhattana. Ta decyzja wciąż budzi kontrowersje wśród fanów – niektórzy uważają ją za uproszczenie, inni za bardziej spójną z filmową konstrukcją postaci niebieskiego boga.

    Walka z wiatrakami, czyli jak „Watchmen. Strażnicy” podważał ideały gatunku

    Sednem „Watchmen. Strażnicy” jest dekonstrukcja pojęcia superbohaterstwa. Snyder, wierny duchowi komiksu Moore’a, ukazał bohaterów jako zbiorowisko neurotyków, sfrustrowanych dewiantów i oderwanych od rzeczywistości demiurgów. Rorschach to fanatyk o czarno-białym postrzeganiu świata, Nite Owl – zakompleksiony życiowy nieudacznik, a Doktor Manhattan – istota tak potężna, że utraciła jakikolwiek związek z ludzką moralnością.

    Film różnił się od komiksowego realizmu w jednym kluczowym aspekcie: scenach akcji. Tam, gdzie oryginał przedstawiał walkę jako brzydką i krótką, adaptacja Snydera uczyniła z niej widowiskowy balet, pełen spowolnień i efektownych ciosów. Ucieczka Rorschacha z więzienia czy starcie Komedianta z zabójcą to sekwencje, które bardziej przypominają popis kunsztu choreograficznego niż brutalną prawdę o przemocy. Ta estetyzacja była jednym z głównych zarzutów purystów wobec filmu.

    Mimo mieszanych reakcji w momencie premiery i umiarkowanego sukcesu kasowego, czas okazał się łaskawy dla „Watchmen. Strażnicy”. Dziś film uznawany jest za kamień milowy, który poszerzył granice tego, co możliwe w kinie komiksowym. Udowodnił, że publiczność jest gotowa na fabuły bez jednoznacznych bohaterów, na opowieści o polityce, strachu przed zagładą atomową i upadku ideałów. Umożliwił powstanie psychologicznych i wizualnych narracji w późniejszych produkcjach, które nie bały się mrocznego tonu.

    Dziedzictwo Strażników – więcej niż tylko film

    Wpływ „Watchmen. Strażnicy” widoczny jest nie tylko w bezpośrednich kontynuacjach czy prequelach (jak serial HBO z 2019 roku), ale także w zmianie podejścia studiów do adaptacji materiałów źródłowych. Film Snydera przyczynił się do traktowania powieści graficznych z powagą równą literackim adaptacjom. Pokazał, że można zachować esencję trudnego źródła, nawet dokonując koniecznych zmian.

    Dla samego Snydera był to projekt definiujący. Styl wizualny, operowanie spowolnieniami i ikonicznymi ujęciami, a także chęć mierzenia się z mitologią i psychologią bohaterów – wszystko to, dopracowane w „Watchmen. Strażnicy”, stało się jego artystycznym znakiem firmowym i przepustką do budowania własnej wizji uniwersum DC.

    Minęło 17 lat, a „Watchmen. Strażnicy” wciąż budzi żywe dyskusje, co jest najlepszym dowodem na to, że nie jest tylko kolejną ekranizacją komiksu.


    Źródła

  • W roli młodego Aragorna Leo Woodall? Aktor wskazany jako Obieżyświat w „The Hunt for Gollum”

    W roli młodego Aragorna Leo Woodall? Aktor wskazany jako Obieżyświat w „The Hunt for Gollum”

    Fani trylogii Petera Jacksona mogą się szykować na nową interpretację kultowego Obieżyświata. Według informacji z branży, rolę młodego Aragorna w filmie "The Hunt for Gollum" ma zagrać brytyjski aktor Leo Woodall. Choć Warner Bros. jeszcze nie potwierdziło tej informacji, źródła związane z produkcją wskazują na niego jako głównego kandydata do zastąpienia Viggo Mortensena.

    "Informacje o Leo Woodallu jako nowym Aragornie pojawiły się w branżowych publikacjach. Choć nie są one oficjalnie potwierdzone, krążą w hollywoodzkich kręgach od kilku dni. To zaskakujący, ale interesujący wybór" – komentują specjaliści. Film, którego premiera zaplanowana jest na 17 grudnia 2027 roku, opowie o misji Aragorna, zleconej przez Gandalfa, polegającej na polowaniu na Golluma, zanim ten zdradzi lokalizację Jednego Pierścienia. Akcja rozgrywa się między wydarzeniami z "Hobbita" a "Drużyną Pierścienia".

    Najważniejsze informacje w pigułce

    • Główny kandydat: Niespełna 30-letni Leo Woodall jest najczęściej wymieniany jako nowy Aragorn, według informatora Daniela Richtmana.
    • Brak powrotu Mortensena: Producentka Philippa Boyens wcześniej sugerowała, że powrót Viggo Mortensena nie jest pewny, a plotki wskazują na jego odmowę ze względu na wiek i niechęć do cyfrowego odmładzania.
    • Kontekst fabularny: Film "The Hunt for Gollum" w reżyserii Andy'ego Serkisa skupi się na misji Aragorna, który na zlecenie Gandalfa ma schwytać Golluma, by ten nie ujawnił tajemnicy Pierścienia.
    • Data premiery: Oficjalna data premiery filmu to 17 grudnia 2027 roku. Zdjęcia mają rozpocząć się w maju.

    Kim jest Leo Woodall, potencjalny następca Mortensena?

    Dla wielu widzów, w tym w Polsce, nazwisko Leo Woodall może być mało znane. Aktor ma jednak na koncie kilka znaczących ról, które przyniosły mu rozpoznawalność. Szerokiej publiczności dał się poznać przede wszystkim dzięki roli Jacka w drugim sezonie popularnego serialu HBO "Biały lotos". W tym roku zagrał także główną rolę w netflixowej adaptacji bestsellera "Jeden dzień" obok Ambiki Mod, a także wystąpił w filmach takich jak "Cel numer jeden", "Bridget Jones: Szalejąc za facetem" oraz w miniserialu "Norymberga". Jego najnowszym projektem jest serial "Vladimir" na Netflixie, gdzie występuje u boku Rachel Weisz.

    Wybór tak młodego aktora, który dopiero buduje swoją karierę, na tak ikoniczną postać jest odważny. Twórcy, w tym reżyser Andy Serkis oraz scenarzystki Philippa Boyens i Phoebe Gittins, szukali kogoś, kto odda ducha młodego Aragorna z czasów, gdy ten wędrował po Śródziemiu, tropiąc sługi Ciemności i zdobywając doświadczenie przed objęciem przywództwa w Drużynie Pierścienia. Wiek Woodalla – urodził się w 1996 roku – dobrze pasuje do wizji młodego Obieżyświata sprzed wydarzeń znanych z trylogii.

    Dlaczego Viggo Mortensen nie wróci jako Aragorn?

    Dlaczego Viggo Mortensen nie wróci jako Aragorn?

    Wielu fanów miało nadzieję, że Viggo Mortensen ponownie wcieli się w Aragorna. Niestety, taki scenariusz wydaje się mało prawdopodobny. Producentka Philippa Boyens w wywiadach sugerowała, że decyzja należy do aktora i że "trudno jej sobie wyobrazić kogokolwiek innego", ale trzeba być przygotowanym na różne opcje.

    Główną przeszkodą jest wiek Mortensena, który w momencie kręcenia filmu miałby prawie 70 lat. Fabuła "The Hunt for Gollum" wymaga przedstawienia Aragorna jako aktywnego fizycznie tropiciela. Mimo zaawansowanych technologii CGI, które były użyte w "Indiana Jonesie i artefakcie przeznaczenia", cyfrowe odmładzanie na dużą skalę jest kosztowne, czasochłonne i nie zawsze daje idealny efekt. Plotki wskazują, że Mortensen nie był zainteresowany takim procesem, woli przekazać rolę nowemu pokoleniu.

    Co wiemy o samym filmie "The Hunt for Gollum"?

    Film nie będzie typową przygodą z wielką bitwą i podróżą do Góry Przeznaczenia. Scenariusz, oparty na notatkach J.R.R. Tolkiena, skupi się na mniejszej, ale kluczowej dla losów Śródziemia misji. Kiedy Gandalf zaczyna podejrzewać, że magiczny pierścień Bilba to Jedyny Pierścień, potrzebuje dowodu. Wie, że jedyną istotą, która go widziała i dotknęła, jest Gollum. Zleca więc Aragornowi, najznamienitszemu tropicielowi swoich czasów, zadanie odnalezienia i schwytania tej istoty przed wydostaniem się z Morii. To opowieść o wyścigu z czasem, podstępach i mrocznej stronie świata.

    Reżyserię powierzono Andy'emu Serkisowi, który nie tylko genialnie odtwarzał rolę Golluma w technologii motion-capture, ale także ma doświadczenie reżyserskie ("Mowgli: Legenda dżungli").


    Źródła

  • Fani serii Oddworld mogą zgarnąć antologię 4 gier za mniej niż 60 zł

    Fani serii Oddworld mogą zgarnąć antologię 4 gier za mniej niż 60 zł

    Na platformie Allegro trwa promocja na fizyczną antologię czterech gier z uniwersum Oddworld, przeznaczoną na konsolę Nintendo Switch. Pakiet Oddworld Anthology: The Unlikely Heroes Collection można obecnie nabyć za 59,99 zł. To dobra okazja dla tych, którzy chcą poznać lub wzbogacić swoją kolekcję o kultowe tytuły. Oferta dotyczy nowego, zapieczętowanego egzemplarza i jest dostępna w sklepie Ultragames.

    Cena jest atrakcyjna, zwłaszcza gdy pojedyncze tytuły z tej serii, nawet w wersjach cyfrowych, często kosztują więcej. Pakiet podsumowuje historię franczyzy, która w 2027 roku obchodzi 30-lecie. Choć promocja dotyczy wersji na Switcha, fani konsol Microsoftu mogą być zawiedzeni, ponieważ brak informacji o fizycznych wydaniach lub podobnych pakietach na Xbox One czy Xbox Series X/S.

    Kluczowe informacje o promocji

    • Atrakcyjna cena pakietu: Cała antologia Oddworld Anthology: The Unlikely Heroes Collection jest oferowana za 59,99 zł.
    • Zawartość fizycznego wydania: W pudełku znajduje się kartridż z grą Oddworld: Soulstorm, a pozostałe trzy tytuły są dostępne w formie kodu do pobrania.
    • Gry wchodzące w skład antologii: W pakiecie znajdują się Oddworld: New ‘n’ Tasty (remake Abe’s Oddysee), Oddworld: Soulstorm (remake Abe’s Exoddus), Oddworld: Munch’s Oddysee oraz Oddworld: Stranger’s Wrath HD.
    • Okazja limitowana: Promocja jest prowadzona przez konkretny sklep na Allegro i może być czasowo ograniczona. W innych miejscach cena tego wydania może sięgać nawet około 180 zł.

    Co znajdziemy w antologii Oddworld?

    Kompilacja The Unlikely Heroes Collection to starannie dobrane gry, które definiują serię. Przenosi graczy do charakterystycznego, industrialno-organicznego świata Oddworld, pełnego czarnego humoru, satyry i wymagających zadań. Seria łączy elementy platformowe, przygodowe i logiczne, osadzone w mrocznym, dystopijnym uniwersum.

    Pierwszymi tytułami są dwa remaki klasycznych gier z Abe’em w roli głównej. Oddworld: New ‘n’ Tasty to odświeżona wersja legendarnej platformówki Abe’s Oddysee, natomiast Oddworld: Soulstorm to mroczniejsza kontynuacja z bardziej złożoną mechaniką i narracją. Uzupełniają je dwie inne kluczowe odsłony serii: Munch’s Oddysee, która wprowadza nowego bohatera i perspektywę 3D, oraz Stranger’s Wrath HD – hybryda FPS-a i gry przygodowej z unikalnym systemem walki.

    Dlaczego to dobra okazja dla graczy?

    Dlaczego to dobra okazja dla graczy?
    Źródło: images.gram.pl

    Cena poniżej 60 zł za cztery pełnoprawne gry to oferta, której nie można przegapić. Tytuły te mają duży bagaż kulturowy, przeszły modernizacje (remaki, wersje HD), więc nadal dobrze się prezentują i zapewniają przyjemność z rozgrywki. Dla nowych fanów to idealny punkt startowy, aby zanurzyć się w nietypowe uniwersum. Dla starszych graczy to możliwość posiadania fizycznej wersji na półce w atrakcyjnej cenie.

    Franczyza Oddworld ma silny kultowy status, a jej twórcy są uznawani za konsekwentną wizję i dbałość o szczegóły. Zakup całej antologii za taką kwotę to znacznie lepsza propozycja niż nabywanie każdej z gier osobno, nawet podczas wyprzedaży cyfrowych.

    Podsumowanie

    Promocja na Oddworld Anthology: The Unlikely Heroes Collection to doskonała oferta dla miłośników gier. Za niespełna 60 zł otrzymujemy cztery gry, które oferują dziesiątki godzin zabawy w jednym z najbardziej oryginalnych światów w historii gier wideo. Choć oferta dotyczy wyłącznie Nintendo Switch, stanowi przykład wartościowych pakietów, które pozwalają nowym pokoleniom graczy odkrywać klasyki. Dla każdego fana platformówek z naciskiem na atmosferę i fabułę, to wydanie jest po prostu niezbędne.


    Źródła

  • The Division 2 przeżywa historyczny renesans. Rekord na Steamie pobity po siedmiu latach

    The Division 2 przeżywa historyczny renesans. Rekord na Steamie pobity po siedmiu latach

    Tom Clancy's The Division 2, wydana w 2019 roku gra, przeżywa znaczący wzrost popularności. W miniony weekend na platformie Steam odnotowano rekordową liczbę ponad 27 tysięcy graczy jednocześnie, co stanowi najwyższy wynik w historii tytułu na tej platformie. Ten wzrost, spowodowany ogłoszeniem długoterminowego planu rozwoju z okazji 10-lecia serii, wskazuje, że The Division 2 zyskała nową dynamikę i jest obecnie w lepszej formie niż kiedykolwiek wcześniej.

    Kluczowe fakty dotyczące renesansu gry

    • Nowy rekord na Steamie: Szczytowa liczba jednoczesnych graczy w miniony weekend wyniosła 27 482, bijąc poprzedni rekord o prawie 50%.
    • Przyczyna wzrostu: Publikacja szczegółowej mapy drogowej z okazji 10-lecia serii, określanej jako „strzał w dziesiątkę”, była bezpośrednim impulsem.
    • Stan gry: Dyrektor kreatywny Yannick Banchereau potwierdził, że The Division 2 nigdy nie było w lepszej formie. Studio nie planuje przejścia na model free-to-play.
    • Szeroka społeczność: Liczby na Steamie to tylko część obrazu – większość graczy korzysta z launchera Ubisoft Connect, a crossplay łączy graczy na Xbox One, Xbox Series X/S, PlayStation i PC.

    Co napędza powrót tysięcy agentów do Waszyngtonu?

    W ostatnich miesiącach aktywność The Division 2 na Steamie była stabilna, ale niezbyt wysoka. Nagły wzrost do rekordowych 27,5 tysiąca graczy jednocześnie to zjawisko bezprecedensowe, zwłaszcza dla tytułu, który zadebiutował niemal siedem lat temu. Kluczowym czynnikiem okazało się strategiczne ogłoszenie przez Ubisoft planów na przyszłość.

    Zamiast pojedynczej, dużej aktualizacji, deweloperzy przedstawili kompleksową wizję dalszego rozwoju gry. To dało społeczności pewność, że ich ulubiony świat nie zostanie porzucony i wciąż będzie ewoluował. Gracze, nawet ci, którzy odeszli jakiś czas temu, otrzymali wyraźny sygnał, że warto wrócić, bo nadchodzą istotne zmiany i nowa zawartość.

    Mapa drogowa i nowy sezon „Rise Up” jako magnes dla graczy

    Mapa drogowa i nowy sezon „Rise Up” jako magnes dla graczy

    Co dokładnie znalazło się w tej zapowiedzi, która przyciągnęła tłumy? Plan rozwoju na najbliższe miesiące jest bogaty i dotyka różnych aspektów rozgrywki. Serce nowej oferty stanowi sezon „Rise Up”, który koncentruje się na konfrontacji z frakcją Black Tusk.

    Do gry wraca popularny tryb Classified Assignments z dodatkowymi misjami fabularnymi. W trybie Incursion pojawi się nowa lokacja – Steel Creek. Deweloperzy pracują również nad znaczącymi zmianami w balansie rozgrywki PvP oraz w strefach Dark Zone, które od zawsze były kluczowym elementem ekosystemu Division. Zapowiedziano także prace nad crossplayem między wszystkimi platformami, co ma zjednoczyć społeczność.

    Warto podkreślić, że to nie są puste obietnice. Pierwsze elementy tej mapy są już wdrażane, a gra, według twórców, znajduje się w „najlepszej formie” w swojej historii, oferując dużą ilość dopracowanej zawartości dla nowych i powracających agentów.

    Perspektywy dla społeczności konsolowej Xbox

    Chociaż rekord padł na Steamie, renesans The Division 2 ma ogromne znaczenie dla graczy na konsolach Microsoftu. Gra, dostępna na Xbox One i zoptymalizowana dla Xbox Series X|S, jest jedną z flagowych pozycji w portfolio Ubisoftu.

    Działa płynnie, oferuje rozbudowany kooperacyjny świat i wkrótce zyska funkcję crossplay. Dla posiadaczy konsoli Xbox oznacza to nie tylko odświeżoną społeczność, ale także przedłużenie żywotności tytułu, w który być może już zainwestowali dziesiątki godzin. Zapowiedź dalszego wsparcia rozwoju zamiast przejścia na model free-to-play jest kluczowym sygnałem o jakości wsparcia.

    • Wniosek jest jeden: The Division 2 przeżywa drugą młodość. To rzadki przypadek, gdy studio poprzez konsekwentne wsparcie i przejrzystą komunikację potrafi wzbudzić zainteresowanie dojrzałym tytułem. Rekord na Steamie to dowód, że gracze wciąż chcą angażować się w ten świat, jeśli widzą za nim przyszłość. Dla fanów taktycznej rozgrywki w postapokaliptycznym Waszyngtonie nadszedł doskonały moment, by ponownie założyć plecak SHD i wrócić do akcji.

    Źródła

  • Control Resonant to sequel z własną tożsamością. Remedy nie idzie na łatwiznę

    Control Resonant to sequel z własną tożsamością. Remedy nie idzie na łatwiznę

    Po siedmiu latach od wydania kultowego Control, studio Remedy Entertainment ogłosiło prace nad kontynuacją zatytułowaną Control Resonant. Gra, która ma zadebiutować w 2026 roku, ma być czymś więcej niż tylko rozwinięciem formuły swojego poprzednika. Twórcy podkreślają, że ich celem jest zaspokojenie oczekiwań fanów oryginału, jednocześnie oferując niezależną historię dla nowych graczy.

    Pierwszy trailer został zaprezentowany podczas The Game Awards w grudniu 2025 roku, a projekt, wcześniej znany jako "Heron", nabiera realnych kształtów. Zmiana głównego bohatera na Dylana Fadena, młodszego brata Jesse z pierwszej części, wskazuje na istotne zmiany narracyjne. Akcja toczyć się będzie w zdeformowanym Manhattanie, zagrożonym nadprzyrodzoną katastrofą, co oznacza odejście od muru Starego Domu (Oldest House).

    Kluczowe fakty o Control Resonant

    • Premiera i platformy: Gra ukaże się w 2026 roku na PlayStation 5, Xbox Series X|S oraz PC (Steam, Epic Games Store).
    • Nowy protagonista: Gracze wcielą się w Dylana Fadena, który po latach izolacji w Federalnym Biurze Kontroli (FBC) musi odnaleźć się w zewnętrznym świecie i odnaleźć zaginioną siostrę.
    • Filozofia projektu: Twórcy zaznaczają, że to sequel i niezależny tytuł jednocześnie. Mają być jak rodzeństwo – połączone mitologią, ale z odrębną tożsamością.
    • Świat Remedy Connected Universe: Akcja wpisze się w szersze uniwersum, łącząc wątki z Alan Wake II, przy współfinansowaniu przez Annapurna Pictures.

    Sequel, który nie boi się nowego początku

    Dyrektor kreatywny Remedy, Mikael Kasurinen, w wywiadach podkreśla, że Control Resonant nie będzie przewidywalną kontynuacją. Studio świadomie odchodzi od schematu Jesse Faden, proponując zupełnie inne doświadczenie. Dylan, który całe swoje świadome życie spędził w zamknięciu, będzie musiał zmierzyć się z zewnętrznym światem, który dla graczy wydaje się normalny, ale dla niego będzie obcy.

    To odwrócenie ról stanowi solidną podstawę do budowania emocji. Gracze, którzy znają pierwszą część, będą odkrywać świat oczami kogoś, kto jest z nim zupełnie nieobeznany. Remedy zapowiada, że kluczowe elementy mitologii Control – takie jak Broń Służbowa (Service Weapon), Syczenie (Hiss) czy Przedmioty Mocy (Altered Items) – zostaną wytłumaczone od podstaw, aby nowi gracze nie czuli się zagubieni.

    Połączenie z RCU i nowe zagrożenia

    Połączenie z RCU i nowe zagrożenia

    Control Resonant to nie tylko sequel Control, ale także kolejny element w rozbudowywanym Remedy Connected Universe (RCU). Choć szczegóły fabularnych powiązań pozostają tajemnicą, sama lokalizacja – Manhattan – oraz atmosfera nadciągającej katastrofy paranormalnej przypominają mroczne siły znane z Alan Wake II. To połączenie uniwersów stwarza wiele możliwości dla scenarzystów.

    Dylan będzie musiał opanować nowe moce, aby stawić czoła zagrożeniom w mieście. Choć Remedy nie ujawnili jeszcze szczegółów rozgrywki, można się spodziewać rozwinięcia uznanej formuły z pierwowzoru: dynamicznej walki trzeciej osoby, łączącej broń palną z nadprzyrodzonymi zdolnościami, takimi jak telekineza. Kontekst Manhattanu obiecuje także bardziej otwartą przestrzeń do eksploracji.

    Strategia wydawnicza: samodzielne publikowanie

    Ciekawym aspektem projektu jest strategia wydawnicza. W przeciwieństwie do Alan Wake II, które było wydane wyłącznie przez Epic Games, Control Resonant będzie samodzielnie publikowane przez Remedy Entertainment (zaznaczone na Steam), przy współfinansowaniu przez Annapurna Pictures. Oznacza to, że premiera na PC nie będzie ograniczona do jednego sklepu, co powinno ucieszyć szersze grono graczy.

    Kasurinen wskazuje, że studio wykorzystuje tę twórczą swobodę, by eksperymentować i wkraczać w nowe obszary, zamiast powielać sprawdzone rozwiązania.

    Podsumowanie

    Control Resonant kształtuje się jako jeden z najbardziej oczekiwanych tytułów nadchodzącej dekady. Ambicja Remedy, by stworzyć grę będącą zarówno godną kontynuacją, jak i samodzielną opowieścią, jest wyraźna. Przejście na bohatera Dylana Fadena, zmiana scenerii na zdeformowany Manhattan oraz integracja z większym uniwersum RCU to odważne kroki.

    Jeśli studio zdoła połączyć głębię narracyjną, charakterystyczny klimat i satysfakcjonującą rozgrywkę z pierwowzoru z nową perspektywą, może powstać coś wyjątkowego. Fani, którzy czekają od 2019 roku na powrót do świata Federalnego Biura Kontroli, mają powody do ostrożnego optymizmu. Premiera w 2026 roku na konsolach nowej generacji i komputerach rozstrzygnie, czy ambitna deklaracja "sequelu i niezależnego tytułu" znajdzie swoje pełne odzwierciedlenie w gotowym produkcie.


    Źródła

  • Silos na Apple TV+: drugi sezon zachwyca, lecz wymaga cierpliwości

    Silos na Apple TV+: drugi sezon zachwyca, lecz wymaga cierpliwości

    Drugi sezon serialu „Silos” (oryg. „Silo”) na Apple TV+ zdobył pozytywne recenzje, osiągając wysokie oceny na Rotten Tomatoes. Jednak jego tygodniowy harmonogram premiery wymagał od fanów sporej cierpliwości. Serial, uznawany za jeden z najlepszych w gatunku science fiction ostatnich lat, powrócił z 10 odcinkami, które jeszcze głębiej eksplorują dystopijną wizję świata.

    Premiera sezonu miała miejsce w listopadzie 2024 roku, a odcinki publikowano co tydzień, aż do zakończenia emisji w styczniu 2025 roku. Oznaczało to, że widzowie musieli czekać kilka tygodni na pełną opowieść, co mogło być wyzwaniem dla tych, którzy wolą binge-watching. Choć serial nie jest dostępny w ekosystemie Xbox (np. na konsolach Xbox Series X/S jako aplikacja Apple TV+), jego postapokaliptyczne tematy mogą zainteresować fanów gier takich jak „Fallout” czy „The Last of Us”.

    Najważniejsze fakty o drugim sezonie „Silos”

    • Harmonogram emisji: Premiera w listopadzie 2024, z odcinkami publikowanymi co tydzień aż do stycznia 2025 roku. Łącznie 10 części.
    • Oceny krytyków: Serial otrzymał pozytywne recenzje, utrzymując wysokie noty podobne do pierwszej odsłony.
    • Tematyka: Serial dodaje nową warstwę, pokazując, jak destrukcyjne idee mogą niszczyć populację niczym wirus.
    • Opinia krytyków: Leila Latif z The Guardian zauważa, że ten element dodaje fascynującą warstwę do już pomysłowej opowieści SF.

    Dlaczego drugi sezon jest oceniany tak wysoko?

    Recenzje wskazują, że drugi sezon nie tylko utrzymuje klimat pierwszej części, ale także go rozwija. Alberto Carlos z Espinof, który miał „kilka problemów z pierwszym sezonem”, przyznał, że jest „całkowicie uzależniony od drugiego”. To pokazuje, że twórcy skutecznie odpowiedzieli na oczekiwania i rozwinęli świat przedstawiony.

    Dystopijna wizja silosów, w których ludzkość chroni się przed toksycznym światem zewnętrznym, pozostaje podstawą. Nowa odsłona wprowadza analizę ideologii i jej wpływu na społeczeństwo, co czyni opowieść bardziej uniwersalną i refleksyjną. Serial nie koncentruje się tylko na fizycznej przestrzeni, ale także na psychologicznych i społecznych więzach, które mogą być zarówno ochroną, jak i zagrożeniem.

    Fan musiał być cierpliwy – tygodniowa emisja i jej konsekwencje

    Apple TV+ często umożliwia obejrzenie premierowego odcinka od razu, jednak reszta sezonu „Silos” była rozłożona na tygodnie. Ta strategia budowała napięcie i pozwalała na dłuższe życie serialu w dyskusjach fanów i mediach. Mogła też być frustrująca dla części widzów, którzy chcieli szybko poznać całą historię.

    „Silos” pozostaje ekskluzywny dla Apple TV+. Nie ma obecnie informacji o jego dostępności na innych usługach, co oznacza, że osoby chcące go obejrzeć muszą mieć subskrypcję tej platformy. To istotne dla fanów SF, którzy często przeglądają różne serwisy w poszukiwaniu treści.

    Jak „Silos” wpisuje się w rynek seriali science fiction?

    Jak „Silos” wpisuje się w rynek seriali science fiction?
    Źródło: images.gram.pl

    W ostatnich latach pojawiło się kilka wybitnych seriali SF, które konkurują z „Silosem”. Apple TV+ ma również „Rozdzielenie” (oryg. „Severance”), którego drugi sezon zdobył perfekcyjne 100% na Rotten Tomatoes. Na platformie Max dostępny jest drugi sezon „The Last of Us”, osadzony w postapokaliptycznym świecie.

    „Silos” wyróżnia się konsekwentną i głęboką eksploracją jednego, zamkniętego środowiska. To serial o konsekwencjach izolacji, władzy i pamięci, który nawiązuje do klasycznych motywów SF, ale przedstawia je w nowoczesny sposób. Jego sukces pokazuje, że widzowie są gotowi na długie, rozłożone opowieści, jeśli są one dobrze wykonane.

    Co oznacza ten sukces dla przyszłości gatunku?

    Wysokie oceny i entuzjazm krytyków dla drugiego sezonu „Silos” są pozytywnym sygnałem dla całego gatunku science fiction. Pokazują, że seriale mogą być nie tylko rozrywką, ale także medium dla ambitnych, społecznych refleksji. To może inspirować kolejne produkcje do podobnego podejścia.

    Fani gatunku, którzy często są też graczami (np. na Xbox Series X), mogą znajdować w takich serialach podobne motywy do tych z gier postapokaliptycznych. Choć nie ma bezpośredniego powiązania, światy takie jak „Silos” i „Fallout” operują na podobnych pytaniach o przetrwanie, władzę i prawdę. To czyni serial wartościowym nie tylko jako samodzielną opowieść, ale także jako część większej kultury SF.

    Podsumowanie

    Drugi sezon „Silos” na Apple TV+ potwierdził wysoką jakość serialu, zdobywając pozytywne recenzje. Jego tygodniowy harmonogram emisji wymagał od fanów cierpliwości, ale rozłożenie odcinków pozwalało na głębszą dyskusję i analizę każdej części. Serial pozostaje ekskluzywny dla platformy Apple, nie pojawiając się w ekosystemie Xbox, lecz jego tematyka jest bliska wielu fanom gier postapokaliptycznych. Wysoki sukces „Silos” i podobnych produkcji jak „Rozdzielenie” wskazuje na rosnącą rolę ambitnego science fiction w ofertach streamingowych.


    Źródła

  • Nintendo wchodzi na wojenną ścieżkę z amerykańskim rządem

    Nintendo wchodzi na wojenną ścieżkę z amerykańskim rządem

    Japoński gigant Nintendo złożył pozew sądowy przeciwko rządowi Stanów Zjednoczonych, domagając się zwrotu milionów dolarów zapłaconych ceł, które uznała za nielegalne po lutowym wyroku Sądu Najwyższego USA. Sprawa, wniesiona 6 marca 2026 roku do U.S. Court of International Trade, może mieć istotne znaczenie dla wielu importerów na całym świecie i jest wynikiem polityki handlowej byłego prezydenta Donalda Trumpa.

    Spór dotyczy wysokich ceł nałożonych na towary importowane z Chin, Meksyku i innych krajów. Administracja Trumpa wprowadziła te cła, powołując się na International Emergency Economic Powers Act (IEEPA) z 1977 roku. Sąd Najwyższy w lutym 2026 roku orzekł, że użycie tego aktu prawnego do nałożenia ceł przekroczyło uprawnienia prezydenta, uznając je za nielegalne. Ten wyrok dał Nintendo oraz innym firmom podstawę do walki o zwrot pieniędzy.

    Kluczowe fakty sprawy

    • Strony procesu: Pozywanym jest rząd USA oraz konkretni urzędnicy byłej administracji Trumpa.
    • Żądania Nintendo: Firma domaga się zwrotu wszystkich ceł zapłaconych od 2025 roku wraz z odsetkami oraz zakazu ostatecznego rozliczania zgłoszeń celnych.
    • Wysokość ceł: W szczytowym momencie, w kwietniu 2025 roku, stawki celne wobec towarów z Chin sięgały aż 145%.
    • Skutki dla Nintendo: Cła zmusiły firmę do podwyżek cen akcesoriów i kontrolerów do konsoli Nintendo Switch 2 oraz spowodowały znaczące straty finansowe.
    • Szerszy kontekst: Nintendo dołącza do tysięcy importerów oraz koalicji firm, wśród których są FedEx, Costco, Toyota i Prada, pozywających rząd o zwrot tych samych ceł.

    Finansowy cios i "nieodwracalne szkody"

    W pozwie Nintendo of America, amerykańska filia japońskiego koncernu, wskazuje na poniesione straty. Jako importer towarów objętych kontrowersyjnymi cłami IEEPA, firma ponosiła ich finansowy ciężar. Prawnicy Nintendo argumentują, że mają pełną legitymację procesową, by domagać się zwrotu.

    Dokładna kwota, jaką Nintendo chce odzyskać, nie została ujawniona. W swoim wniosku firma ostrzega, że każda decyzja sądu odmawiająca zwrotu lub pozwalająca na ostateczne rozliczenie należności spowodowałaby "nieodwracalne szkody" dla jej interesów. Domaga się również ponownego rozliczenia wszystkich już zamkniętych spraw celnych.

    Switch 2 w centrum burzy

    Choć sama konsola Nintendo Switch 2 utrzymała swoją cenę premiery na poziomie 449 dolarów, to akcesoria odczuły pełną siłę nałożonych opłat. W obliczu ceł na poziomie 145% dla komponentów z Chin, Nintendo podniosło ceny kontrolerów oraz innych dodatków. Firma wskazuje, że cła przyczyniły się do opóźnień w organizacji przedsprzedaży Switcha 2 na rynku amerykańskim.

    Problemy cenowe dla konsoli mogą się w 2026 roku jeszcze pogłębić, ale z innego powodu. Pozew do rządu USA to tylko jeden z frontów walki o stabilność finansową w tym okresie.

    Precedens na skalę globalną

    Sprawa Nintendo jest częścią znacznie większej układanki. Po unieważniającym wyroku Sądu Najwyższego, administracja Trumpa wprowadziła tymczasowe, globalne cło w wysokości 10%. Ma ono obowiązywać maksymalnie 150 dni, dając czas na wypracowanie nowych zasad.

    Tysiące importerów na całym świecie czeka teraz na decyzje sądów i działania amerykańskiej administracji celnej. Proces Nintendo będzie bacznie obserwowany, ponieważ jego wynik może utorować drogę lub zamknąć ją dla podobnych roszczeń innych firm.

    Co dalej z pozwem?

    Nintendo ogranicza komentarze do niezbędnego minimum, potwierdzając jedynie złożenie pozwu. Cała strategia prawna opiera się na argumentacji dotyczącej przekroczenia uprawnień wykonawczych przez prezydenta.

    Sprawa toczy się w U.S. Court of International Trade, co oznacza, że jej rozstrzygnięcie może zająć miesiące, a nawet lata. Niezależnie od wyniku, pozew Nintendo zapisze się w historii jako przykład starcia między gigantem branży gier a rządem USA w sporze o politykę celną. Walka o zwrot milionów dolarów właśnie się rozpoczęła.


    Źródła

  • Gwiazda „The Orville” zdradza: Scenariusze czwartego sezonu są gotowe

    Gwiazda „The Orville” zdradza: Scenariusze czwartego sezonu są gotowe

    Aktor Scott Grimes, który gra porucznika Gordona Malloya w serialu „The Orville”, ujawnił podczas niedawnego wywiadu, że scenariusze na potencjalny czwarty sezon są już napisane. Ta informacja budzi nadzieje fanów po czterech latach niepewności. Mimo braku oficjalnego zatwierdzenia od Disneya, wiadomość ta sugeruje, że projekt wciąż jest w planach twórcy Setha MacFarlane’a.

    Kluczowe informacje

    • Scenariusze gotowe: Seth MacFarlane i Scott Grimes potwierdzili, że dziesięć scenariuszy na czwarty sezon serialu „The Orville” jest już napisanych.
    • Entuzjazm obsady: Scott Grimes zadeklarował, że natychmiast rzuciłby inne zobowiązania, by wrócić na plan, gdyby ogłoszono kontynuację.
    • Główna przeszkoda: Największą barierą jest napięty harmonogram MacFarlane’a, który musi pogodzić pracę nad serialem z innymi projektami.
    • Cztery lata ciszy: Od premiery trzeciego sezonu w 2022 roku studio Disney nie podjęło oficjalnej decyzji ani o anulowaniu, ani o przedłużeniu serii.

    Po latach ciszy powraca nadzieja

    Od premiery trzeciego sezonu „The Orville” w 2022 roku przyszłość tego popularnego serialu była niepewna. Chociaż nie ogłoszono jego anulowania, nie było też informacji o kontynuacji. Ta czteroletnia niepewność sprawiła, że wielu uważało projekt za zamknięty rozdział.

    Sytuacja zmieniła się, gdy Scott Grimes, jedna z kluczowych postaci serii, poinformował, że niedawno rozmawiał z MacFarlanem i usłyszał pozytywne wieści. Zapytał twórcę o pewną wzmiankę, a ten odpowiedział: „możemy już o tym mówić”. Grimes potwierdził, że scenariusze istnieją, a cała ekipa jest gotowa do powrotu.

    Informacja ta po latach milczenia ze strony studia jest pozytywnym sygnałem. Wskazuje, że pomysł na dalsze losy załogi USS Orville wciąż jest aktualny.

    Harmonogram MacFarlane’a główną przeszkodą

    Głównym problemem nie jest brak woli Disneya ani pomysłów, lecz czas samego Setha MacFarlane’a. Twórca przyznał, że ma obecnie wiele projektów na głowie. Pracuje nad kolejnymi sezonami serialu „Ted”, kontynuuje pracę przy „Family Guy” i „American Dad!”, a także rozwija inne produkcje.

    „Problemem jestem ja” – stwierdził MacFarlane. „Chodzi o to, kiedy będę mógł poświęcić temu cały rok, biorąc pod uwagę wszystkie inne projekty. Kiedy jednak nadejdzie ten moment, będziemy mogli od razu ruszyć z produkcją”.

    To realistyczne, ale również frustrujące wyzwanie. Gotowe scenariusze oznaczają, że produkcja mogłaby ruszyć szybko, gdyby udało się zsynchronizować kalendarze. Serial ma wierną, choć niszową publikę, a trzeci sezon został przyjęty bardzo pozytywnie, często chwalony za dojrzałość i rozwój fabuły.

    Co dalej z „The Orville”?

    Chociaż informacje o gotowych scenariuszach są obiecujące, kluczowa decyzja nadal należy do Disneya. Studio musi zatwierdzić budżet na nowy sezon. W erze streamingu, gdzie platformy jak Disney+ analizują koszty produkcji w odniesieniu do widowni, nie jest to automatyczne.

    Jednak sam fakt, że MacFarlane i jego zespół inwestują czas w pisanie kolejnych historii, świadczy o ich zaangażowaniu. To nie jest projekt, który został porzucony. Wręcz przeciwnie – wciąż jest w fazie rozwoju, czekając na odpowiedni moment, by powrócić.

    Fani mogą z ostrożnym optymizmem oczekiwać kolejnych informacji. Po zakończeniu obecnych zobowiązań MacFarlane’a, co może nastąpić w ciągu najbliższych lat, „The Orville” ma szansę na powrót. Po czterech latach oczekiwania, powrót załogi Eda Mercera na ekrany byłby znaczącym wydarzeniem dla miłośników science fiction.


    Źródła

  • Biały Dom znów wykorzystuje Star Wars i inne hity w wojennej propagandzie

    Biały Dom znów wykorzystuje Star Wars i inne hity w wojennej propagandzie

    Administracja Donalda Trumpa stosuje nowe metody komunikacji, które budzą spore kontrowersje. 7 marca 2026 roku Biały Dom opublikował wideo propagandowe składające się z chaotycznie zmontowanych fragmentów hollywoodzkich hitów. Materiał spotkał się z krytyką opinii publicznej oraz samych filmowców, których praca została wykorzystana bez ich wiedzy.

    W krótkim filmie znalazły się sceny z takich produkcji jak Star Wars (z Adamem Driverem), Breaking Bad (z Bryanem Cranstonem), John Wick, Deadpool, Waleczne serce, Raport mniejszości oraz Transformers. Nagranie miało pokazywać działanie amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, jednak wielu odbiorców uznało je za niesmaczne i pozbawione empatii.

    Reakcje twórców i zjawisko slopagandy

    Hollywood zareagowało niemal natychmiast. Ben Stiller, reżyser i aktor grający w filmie Jaja w tropikach, opublikował wpis w serwisie X, w którym domagał się usunięcia fragmentu swojej produkcji. Podkreślił, że nikt nie pytał go o zgodę na użycie tych ujęć. Stiller stwierdził wprost, że wojna to nie film i odciął się od działań rządu.

    Komentatorzy i użytkownicy mediów społecznościowych nazwali ten styl komunikacji terminem slopaganda. Słowo to powstało z połączenia angielskiego "slop" (pomyje lub produkt niskiej jakości) oraz słowa propaganda. Określenie to odnosi się do niskiej jakości montaży, często tworzonych przy użyciu AI, które przypominają internetowy trolling bardziej niż oficjalne komunikaty państwowe. Krytycy zwracają uwagę na ignorowanie praw autorskich i próby przedstawiania działań wojennych w sposób nierealistyczny, zapożyczony z kina akcji.

    Star Wars Day i grafiki AI w polityce

    Opisane wideo to element większej strategii. 4 maja 2025 roku, podczas nieoficjalnego święta fanów Gwiezdnych Wojen, na profilach Białego Domu pojawiły się grafiki wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Przedstawiały one Donalda Trumpa jako rycerza Jedi, choć na niektórych obrazach trzymał on czerwony miecz świetlny, kojarzony z negatywnymi postaciami sagi. Posty zawierały hasła uderzające w przeciwników politycznych, których porównywano do Imperium, gangów MS-13 czy karteli narkotykowych. Jeden z wpisów parafrazował znane filmowe pozdrowienie, twierdząc, że to oponenci polityczni są "Imperium", a nie "Rebelią".

    Wcześniej w podobny sposób publikowano grafiki przedstawiające prezydenta w stroju papieskim. Administracja wykorzystuje symbole popkultury i nowe technologie, aby przyciągać uwagę młodszych wyborców i zwiększać zasięgi w mediach społecznościowych, nawet jeśli wiąże się to z wywoływaniem skandali.

    Kontekst konfliktów i wcześniejsze przypadki

    Nagranie z marca 2026 roku pojawiło się w konkretnym momencie politycznym. Kilka dni wcześniej Biały Dom oraz gubernator Teksasu użyli fragmentów gry Call of Duty w swoich materiałach. Gubernator opublikował nagranie z gry, twierdząc, że to autentyczne ujęcia z Iranu przedstawiające starcia zbrojne. Dzieje się to w czasie wysokiego napięcia w relacjach z rządem w Teheranie.

    Amerykańska administracja i wojsko już wcześniej bywały oskarżane o wykorzystywanie cudzej twórczości bez pozwolenia. Obecne działania Białego Domu wyróżniają się jednak dużą częstotliwością i bezpośrednim sposobem przekazu.

    Granica między komunikacją a nadużyciem

    Politycy od lat nawiązują do filmów czy gier, aby łatwiej dotrzeć do obywateli. Problem pojawia się w momencie, gdy dzieła chronione prawem są używane bez zgody autorów i w kontekście, który im nie odpowiada. Wykorzystywanie fikcji filmowej do łagodzenia obrazu konfliktów zbrojnych budzi wątpliwości etyczne.

    Działania ekipy Trumpa pokazują, jak sztuczna inteligencja zmienia propagandę. Tworzenie grafik i filmów jest teraz szybkie i tanie, co pozwala na masową produkcję treści. Choć "slopaganda" może wydawać się amatorska, jej głównym zadaniem jest narzucanie konkretnej narracji i walka o uwagę odbiorcy za wszelką cenę.


    Źródła

  • Czy PlayStation 6 opóźni się przez globalny kryzys pamięci RAM?

    Czy PlayStation 6 opóźni się przez globalny kryzys pamięci RAM?

    Branża gier mierzy się ze zjawiskiem określanym jako „RAMageddon”. Kryzys na rynku półprzewodników, wywołany gwałtownym rozwojem sztucznej inteligencji, stawia pod znakiem zapytania datę premiery nowej generacji konsol. Najwięcej emocji budzi PlayStation 6 – plotki o przesunięciu debiutu na rok 2028 lub 2029 wywołały spore poruszenie wśród graczy. Przed jakim wyborem stoi Sony?

    Przyczyny problemu: AI dominuje rynek

    Głównym powodem zamieszania są rosnące ceny podzespołów. Firmy technologiczne budujące centra danych dla AI potrzebują ogromnej liczby zaawansowanych chipów pamięci, co wyczerpuje moce produkcyjne fabryk. Skutkiem są braki towaru i wysokie koszty dla producentów elektroniki użytkowej, w tym sprzętu do grania.

    Liczby pokazują skalę problemu. Ceny pamięci DDR5 wzrosły w ostatnich miesiącach o kilkaset procent, a podobna sytuacja dotyczy kości NAND. PlayStation 6 ma przynieść duży skok wydajności, co wymaga sporej ilości pamięci, prawdopodobnie nowej generacji GDDR7. Nieoficjalne informacje mówią o zastosowaniu niemal dwukrotnie większej ilości RAM-u niż w PS5. Przy obecnych cenach rynkowych mogłoby to wywindować cenę konsoli powyżej 1000 dolarów, co dla większości kupujących byłoby kwotą zaporową.

    Strategia Sony: kontrakty i ryzyko finansowe

    Mimo trudnej sytuacji na rynku, Sony może nie zdecydować się na zmianę planów. Osoby zbliżone do firmy twierdzą, że producent chce trzymać się pierwotnego harmonogramu zakładającego premierę na przełomie 2027 i 2028 roku. Decydują o tym przede wszystkim pieniądze.

    Sony podpisało długoterminową umowę z TSMC na produkcję procesorów APU w technologii 3 nm. Rezygnacja z tego kontraktu lub jego przesunięcie oznaczałoby konieczność zapłacenia wysokich kar umownych. Dodatkowo firma mogłaby stracić miejsce na początku kolejki u dostawcy, co utrudniłoby produkcję sprzętu w przyszłości.

    Koszty wynikające z opóźnienia projektu i pogorszenia relacji z TSMC mogą okazać się wyższe niż dopłacenie do droższych modułów RAM. Z perspektywy biznesowej utrzymanie planu może być tańsze niż jego całkowita przebudowa.

    Przyszłość nowej generacji

    Ostateczny termin wydania PlayStation 6 nie jest jeszcze przesądzony. Sony podejmie wiążącą decyzję dopiero przed startem masowej produkcji, gdy będzie znało dokładne koszty każdego elementu.

    Istnieje kilka możliwych dróg. Jeśli ceny pamięci nie spadną, firma może opóźnić premierę o kilka miesięcy. W innym scenariuszu Sony mogłoby skupić się na promocji PlayStation 5 Pro jako głównego produktu przez najbliższe trzy lata, dając rynkowi czas na stabilizację.

    Problem ten dotyczy wszystkich producentów. Microsoft również planuje mocną konsolę z dużą ilością pamięci, a Nintendo musi uwzględnić wyższe ceny komponentów przy projektowaniu następcy Switcha. Nawet producenci podzespołów do komputerów PC wstrzymują niektóre projekty, ponieważ trudno im dziś oszacować ostateczne koszty produkcji.

    Podsumowanie

    Sytuacja na rynku jest niepewna. Producenci konsol muszą rywalizować o dostęp do półprzewodników z firmami rozwijającymi sztuczną inteligencję. Decyzja Sony w sprawie PlayStation 6 pokaże, jak branża gier zamierza radzić sobie z wysokimi kosztami technologii. To, czy firma postawi na dotrzymanie umów z TSMC kosztem droższych komponentów, czy wybierze czekanie na lepsze ceny, wyjaśni się w ciągu najbliższych lat.


    Źródła