To miała być opowieść o powrocie legend. Notorious Studios, założone przez weteranów z zespołu World of Warcraft, w styczniu wypuściło swój debiutancki tytuł – Eldegarde. Zaledwie miesiąc później ogłoszono jego zamknięcie. Serwery przestaną działać 31 marca 2026 roku, kończąc żywot gry, która nie przetrwała nawet jednego sezonu. To jedna z najszybszych porażek w ostatnich latach.
Szybki rozkwit i nagły zmierzch
- Eldegarde weszło na rynek po niemal rocznym okresie wczesnego dostępu na Steam. Oficjalna, pełna premiera wersji 1.0 miała miejsce 21 stycznia 2026 roku. Studio liczyło, że to właśnie ten moment przyciągnie masową publikę. Dane z SteamDB pokazują jednak, że szczyt liczby jednoczesnych graczy po premierze 1.0 wyniósł zaledwie 1164 osoby, z jedynie kilkoma krótkimi skokami powyżej kilkuset użytkowników. To liczba, która dla gry typu live-service o ambicjach mini-MMO jest po prostu zbyt niska, by projekt mógł się utrzymać.
Decyzja o zamknięciu zapadła zaskakująco szybko. Na początku marca, czyli nieco ponad dwa miesiące po premierze, dyrektor generalny Notorious Studios, Chris Kaleiki, ogłosił koniec projektu w oficjalnym wpisie na Steam. Gra została natychmiast wycofana ze sprzedaży, a osobom, które dokonały zakupu w ostatnich dwóch tygodniach, zaoferowano zwroty kosztów. Gracze, którzy już zdążyli wejść do świata Eldegarde, mogą w nim pozostać do końca marca.
„Brak wystarczającego zainteresowania” – oficjalna diagnoza
Powód zamknięcia jest brutalnie prosty i ma podłoże ekonomiczne. W swoim oświadczeniu Chris Kaleiki stwierdził: „Choć nasz zespół w Notorious jest niezwykle dumny z jakości, doświadczenia i pasjonującej społeczności, którą zbudowaliśmy wokół Eldegarde, niestety gra nie zyskała wystarczającej trakcji, aby utrzymać studio finansowo w dłuższej perspektywie”.
To szczera, choć gorzka diagnoza współczesnego rynku gier. Nawet pozytywny odbiór w wąskich kręgach, pochwały od streamerów czy dobre opinie graczy nie przełożyły się na masę krytyczną aktywnych użytkowników. Bez niej utrzymanie kosztownych serwerów i dalszy rozwój gry-usługi staje się niemożliwe. Notorious Studios, mimo doświadczenia swoich twórców, stanęło przed fundamentalnym wyzwaniem: w zatłoczonym ekosystemie gier live-service przyciągnięcie i utrzymanie uwagi graczy jest niezwykle trudne.
Szerszy trend i kosztowna lekcja dla branży
Upadek Eldegarde nie jest odosobnionym przypadkiem. To część niepokojącego trendu z początku 2026 roku, kiedy to kolejne gry-usługi ogłaszają zakończenie wsparcia krótko po premierze. W podobnym czasie swoją drogę kończył hero-shooter Highguard. Obie historie układają się w jedną opowieść: rynek jest przesycony, a konkurencja o czas gracza – bezlitosna.
Dla Notorious Studios to bolesna, choć prawdopodobnie cenna lekcja. Zespół złożony z uznanych deweloperów musiał zmierzyć się z rzeczywistością, w której znane nazwiska w CV nie gwarantują komercyjnego sukcesu nowej marki. Porażka ich pierwszego dzieła stawia pod znakiem zapytania przyszłość samego studia i zmusza do zastanowienia się nad modelem produkcji. Być może mniejszy, zamknięty projekt miałby większe szanse niż kolejna gra-usługa rzucająca wyzwanie gigantom.
Co zostaje po Eldegarde?
Gdy 31 marca serwery zgasną na dobre, Eldegarde przejdzie do historii jako ciekawostka – projekt o wielkim potencjale, który nie znalazł swojej publiczności. Jego krótka historia to ostrzeżenie dla innych małych i średnich studiów marzących o własnym, trwałym świecie. Pokazuje, jak krucha jest granica między ambicją a stabilnością finansową i jak kluczowy jest ten pierwszy, masowy impuls graczy po pełnym launchu. W erze gier-usług sukces to nie sprint, lecz maraton, do którego trzeba mieć nie tylko świetny pomysł, ale także ogromne zapasy wytrwałości – i graczy. Eldegarde zabrakło tego ostatniego.

