Tag: Disney

  • Disney spróbował rozkręcić nową franczyzę science fiction. „Pułapka czasu” stała się jego kosztowną porażką

    Disney spróbował rozkręcić nową franczyzę science fiction. „Pułapka czasu” stała się jego kosztowną porażką

    Osiem lat temu, w 2018 roku, Walt Disney Pictures wydało film „Pułapka czasu” („A Wrinkle in Time”), który miał być początkiem nowej franczyzy science fiction dla rodzin. Mimo budżetu szacowanego na 100-130 milionów dolarów, znakomitej obsady z Oprah Winfrey oraz reżyserii Avy DuVernay, projekt zakończył się jako jedna z największych finansowych porażek studia w tamtym okresie. Film zarobił jedynie 132,6 miliona dolarów na całym świecie, co przy uwzględnieniu kosztów produkcji i marketingu przyniosło Disneyowi stratę przekraczającą 100 milionów dolarów.

    Pułapka czasu

    Kluczowe fakty o porażce „Pułapki czasu”

    • Cel Disneya to uruchomienie nowej familijnej franczyzy science fiction na podstawie cenionej powieści.
    • Budżet produkcji filmu szacuje się na od 100 do 130 milionów dolarów, nie wliczając kosztów marketingu.
    • Weekend otwarcia w USA przyniósł rozczarowujące 33,1 miliona dolarów, co już sygnalizowało kłopoty.
    • Końcowy wynik box office to 132,6 miliona dolarów wpływów globalnych, co oznaczało dużą stratę.
    • Skutek finansowy to szacunkowa strata ponad 100 milionów dolarów, która pogrzebała plany kontynuacji.

    Ambitne plany i trudny materiał źródłowy

    „Pułapka czasu” była adaptacją powieści Madeleine L’Engle z 1962 roku, która łączyła elementy science fiction z motywami teologicznymi i filozoficznymi. Książka była uznawana za trudną do sfilmowania ze względu na swoją złożoność. Disney podjął się tego wyzwania, widząc w historii o nastolatce Meg Murry, która podróżuje przez czas i przestrzeń, potencjał na nowy hit dla rodzin.

    Studio zaangażowało silny zespół. Reżyserią zajęła się Ava DuVernay, co było istotnym wydarzeniem, ponieważ była pierwszą czarnoskórą kobietą, która kierowała hollywoodzkim filmem z budżetem przekraczającym 100 milionów dolarów. W rolach trzech tajemniczych przewodniczek – Pani Która, Pani Jaka i Pani Taka – wystąpiły znane postacie: Oprah Winfrey, Reese Witherspoon i Mindy Kaling. Kampania promocyjna kreowała film jako barwne, epickie widowisko.

    Rozczarowanie krytyków i widzów

    Rozczarowanie krytyków i widzów
    Źródło: images.gram.pl

    Po premierze film spotkał się z chłodnym przyjęciem krytyków, którzy chwalili wizualną stronę oraz intencje, ale krytykowali narrację. Wiele recenzji wskazywało, że „Pułapka czasu” nie zdołała znaleźć równowagi między wiernością skomplikowanemu źródłu a przystępnością dla widzów. Skomplikowane idee książki zostały uproszczone, a fabuła często opierała się na bezpośrednich wyjaśnieniach dialogowych, zamiast na naturalnie budowanym napięciu.

    Widzowie również nie byli zachwyceni. Weekend otwarcia w marcu 2018 roku, z wynikiem 33,1 mln dolarów w USA, był rozczarowujący jak na film o takim budżecie. Dodatkowo, w tym okresie dominował w kinach film „Czarna Pantera”, który przyciągał dużą publiczność. „Pułapka czasu” szybko zniknęła z ekranów, a jej ostateczny globalny dochód wyniósł jedynie 132,6 miliona dolarów.

    Kosztowna lekcja dla imperium Disneya

    Finansowy wymiar tej porażki był znaczący. Przy budżecie produkcji oraz dodatkowych wydatkach na marketing, wynik poniżej 150 milionów dolarów globalnie oznaczał klęskę. Szacuje się, że studio straciło na tym projekcie ponad 100 milionów dolarów. Dla Disneya, który w drugiej dekadzie XXI wieku odnosił sukcesy dzięki serii Marvela, „Gwiezdnym Wojnom” i dochodowym remakom animacji, była to bolesna porażka.

    Plany na rozwinięcie „Pułapki czasu” w pełnoprawną franczyzę legły w gruzach. Film, który miał otworzyć drzwi do kolejnych opowieści z uniwersum Madeleine L’Engle, pozostał pojedynczym projektem. Pokazał, że nawet największe studio, dysponujące ogromnymi środkami i talentem, może ponieść spektakularną klęskę, gdy ambicje nie idą w parze z wykonaniem i odbiorem publiczności. „Pułapka czasu” pozostaje przykładem kosztownej, choć wizualnie efektownej, pomyłki w kalendarzu premier Disneya.


    Źródła

  • Pixar wraca do klasyki: Potwory i spółka 3 oraz Iniemamocni 3 w drodze

    Pixar wraca do klasyki: Potwory i spółka 3 oraz Iniemamocni 3 w drodze

    Studio Pixar oficjalnie ogłosiło, że pracuje nad nowymi sequelami swoich popularnych filmów. Wśród nich znajduje się długo oczekiwany Iniemamocni 3, którego premierę zaplanowano na 16 czerwca 2028 roku, oraz trzeci film z serii Potwory i spółka, który jest w fazie produkcji. Informacje te zostały ujawnione podczas ostatnich wydarzeń dla akcjonariuszy, a strategia studia wskazuje na chęć korzystania z dobrze znanych marek po mniej pewnym okresie dla oryginalnych produkcji.

    Po sukcesie ostatnich oryginalnych filmów, studio stara się znaleźć równowagę między nowymi pomysłami a kontynuacjami sprawdzonych tytułów. Powrót do uniwersum Potworów i spółki następuje po wielu latach od wydania Uniwersytetu Potwornego w 2013 roku, który zarobił 743 miliony dolarów na całym świecie. Pixar planuje także inne powroty, co sugeruje, że era sequelów w studiu nadal trwa.

    Kluczowe fakty o nadchodzących sequelach Pixara

    • Data premiery Iniemamocni 3: Pixar potwierdził, że trzeci film o rodzinie superbohaterów Parrów zadebiutuje 16 czerwca 2028 roku. Projekt ogłoszono w sierpniu 2024 roku na D23.
    • Reżyseria Iniemamocnych: Brad Bird, reżyser dwóch poprzednich części, powróci do pracy nad Iniemamocni 3.
    • Powrót Potworów i spółka 3: Trzecia część przygód Sulleya i Mike’a, zatytułowana Potwory i spółka 3, jest w produkcji, a premiera planowana jest na przyszłe lata.
    • Szersze plany sequeli: Oprócz Iniemamocni 3 i Potworów i spółka 3, studio planuje również Coco 2, która ma się ukazać w 2029 roku.

    Strategia Pixara, mimo że może nie zadowalać purystów czekających na nowe pomysły, ma sens z perspektywy biznesowej. Filmy takie jak Iniemamocni 2 z 2018 roku oraz Uniwersytet Potworny zapewniają duże zainteresowanie i stabilne zyski na niepewnym rynku filmowym. Fani tych konkretnych światów czekali na kontynuacje przez wiele lat, więc ogłoszenie Iniemamocni 3 i Potworów i spółka 3 było raczej oczekiwane niż zaskakujące.

    Powrót Brada Birda do reżyserii Iniemamocni 3 zapewnia spójność z wizją dwóch poprzednich części. Jego styl i zrozumienie dynamiki rodzinnej w świecie superbohaterów są kluczowe dla sukcesu tej serii.

    Czy to koniec oryginalnych pomysłów w Pixarze?

    Nie do końca. Mimo wyraźnego nacisku na sequele, studio równolegle rozwija kilka nowych, oryginalnych projektów. W produkcji jest między innymi Gatto, ręcznie malowany film o kocie w Wenecji, planowany na 2027 rok. Pixar pracuje także nad innymi nowymi pomysłami.

    Widać tu podział: duże, kosztowne kontynuacje znanych marek mają finansować ryzyko związane z nowymi, eksperymentalnymi tytułami. Taki model sprawdzał się w przeszłości. Złoty okres studia (1995-2010) przyniósł zarówno przełomowe oryginały (WALL-E, Odlot), jak i udane sequele (Toy Story 3). Kluczowe zawsze było utrzymanie wysokiej jakości narracji, niezależnie od tego, czy historia była nowa, czy znana.

    Perspektywy dla fanów gier i konsoli

    Choć informacje o Iniemamocni 3 i Potworach i spółka 3 nie wspominają o powiązaniach z grami, historia współpracy Disneya i Pixara z branżą gamingową daje pewne wskazówki. Adaptacje filmów animowanych, zwłaszcza tych ikonicznych, często trafiają na platformy takie jak Xbox Game Pass w formie gier lub dodatków.

    W przeszłości pojawiały się tytuły inspirowane uniwersum Pixara, a duże premiery filmowe często idą w parze z wydaniami gier rodzinnych na konsolach, w tym na Xbox Series X|S. Choć nie ma jeszcze oficjalnych zapowiedzi, powrót tak silnych marek do kin prawdopodobnie wzbudzi zainteresowanie wydawców gier. Fani grający na konsolach Microsoftu mogą zatem oczekiwać w przyszłości jakiejś formy digital entertainment związanej z tymi hitami.

    Pixar wkracza w kolejną dekadę z wyraźną strategią opartą na dwóch filarach: komercyjnych sequelach swoich największych hitów oraz bardziej niszowych, oryginalnych projektach. Dla fanów to dobra wiadomość – otrzymają zarówno długo oczekiwane kontynuacje, jak i nadzieję na nowe, magiczne światy.


    Źródła

  • Osiem lat temu Gwiezdne wojny odpowiedziały na palące pytanie z Przebudzenia Mocy. Potem ciągle zmieniano tę wersję

    Osiem lat temu Gwiezdne wojny odpowiedziały na palące pytanie z Przebudzenia Mocy. Potem ciągle zmieniano tę wersję

    Kiedy w 2015 roku na ekrany kin weszły siły Najwyższego Porządku w „Przebudzeniu Mocy”, fani z radością powitali powrót do odległej galaktyki. Film J.J. Abramsa stawiał jednak nie mniej pytań, niż dawał odpowiedzi. Jedno z kluczowych dotyczyło tego, co właściwie wydarzyło się przez 30 lat od „Powrotu Jedi” i jak doszło do powstania nowego Imperium. Początkowo Lucasfilm dał na to konkretną odpowiedź, ale, jak to często bywa w uniwersum Star Wars, nie była to odpowiedź ostateczna.

    Przez lata, z dala od głównej osi fabularnej filmów, rozwijało się tak zwane Expanded Universe – morze książek, komiksów i gier, które tworzyły bogatą historię. Disney, przejmując franczyzę, nadał tym opowieściom status „Legend”, otwierając przestrzeń dla nowego, spójnego kanonu. To w jego ramach, w 2017 roku, pojawiło się pierwsze głębsze wyjaśnienie przełomowego momentu: bitwy o Jakku.

    Jak Imperium przetrwało? Narodziny Najwyższego Porządku

    W „Przebudzeniu Mocy” wspomina się, że upadek Imperium przypieczętowała wielka bitwa. Szczegóły jednak pominięto. Odpowiedź przyszła z literatury, konkretnie z trylogii Chucka Wendiga „Star Wars: Koniec i początek”. Kulminacyjny tom, „Kres Imperium”, szczegółowo opisał właśnie bitwę o Jakku.

    Okazało się, że klęska Imperium nie była przypadkowa, lecz zaplanowana przez tajemniczego doradcę Palpatine’a, Galliusa Raxa. Jego „Plan Kontyngencji” zakładał nie obronę, lecz celową zagładę większości sił imperialnych. Chodziło o pozbycie się słabych i niezdecydowanych, by z najlepszych kadr oraz… porwanych i poddanych indoktrynacji dzieci… zbudować w ukryciu nową, czystszą potęgę.

    To właśnie te dzieci, szkolone przez oficera Brendola Huxa, miały stać się zalążkiem armii Najwyższego Porządku. Kluczową rolę odegrała też imperialna admirał Rae Sloane, która w finale bitwy zabiła Raxa, przejęła kontrolę nad planem i wraz z Huxem oraz elitarnymi oddziałami uciekła w Nieznane Regiony galaktyki. Tam, z dala od oczu Nowej Republiki, rozpoczęła się budowa First Order.

    Nieustanna ewolucja kanonu

    Choć powieść Wendiga dała solidną podstawę, historia narodzin Najwyższego Porządku nie została zamknięta. Nowy kanon Star Wars to żywy organizm, a kolejne dzieła – późniejsze książki, komiksy, a zwłaszcza film „Skywalker. Odrodzenie” – zaczęły dodawać do tej układanki nowe elementy.

    Najważniejszą modyfikacją było powiązanie tych wydarzeń bezpośrednio z odrodzonym Imperatorem Palpatine’em. Pojawiły się sugestie, że to on, działając przez swojego marionetkowego przywódcę Snoke’a, od samego początku pociągał za sznurki. Plan ucieczki w Nieznane Regiony i budowa potęgi militarnej na Exegol lub w jego pobliżu przestały być samodzielnym przedsięwzięciem Sloane i Huxów, a stały się częścią większego, wielopokoleniowego planu Sithów.

    Takie retkony (czyli wsteczne zmiany w ciągłości fabularnej) budzą mieszane uczucia wśród fanów. Z jednej strony wzbogacają mitologię i spajają trylogię sequeli w całość. Z drugiej – odbierają nieco autonomii i znaczenia postaciom takim jak Rae Sloane, której desperacka walka i strategiczny geniusz mogłyby stanowić wystarczające wyjaśnienie przetrwania Imperium.

    W poszukiwaniu spójnej historii

    Ciągłe doprecyzowywanie i rozszerzanie historii bitwy o Jakku pokazuje wyzwanie, przed jakim stoi Lucasfilm. Z jednej strony chce zaspokoić ciekawość fanów, oferując głębię poza ekranem kinowym. Z drugiej – musi zachować elastyczność dla przyszłych twórców filmów i seriali, którzy mogą wnieść nowe pomysły.

    W efekcie opowieść o upadku Imperium i narodzinach Najwyższego Porządku przypomina nieco holokron – starożytny nośnik wiedzy Jedi, którego zawartość może się zmieniać w zależności od tego, kto i w jakim momencie po niego sięga. Dla jednych to dowód na żywotność galaktyki, w której historia jest wciąż pisana. Dla innych – źródło lekkiej frustracji, ponieważ ulubione elementy opowieści mogą nagle zostać przepisane.

    Dziś, dzięki serialom takim jak „The Mandalorian” czy „Ahsoka”, które bezpośrednio eksplorują okres po „Powrocie Jedi”, mamy szansę zobaczyć te kluczowe wydarzenia nie tylko na kartach książek, ale także na ekranie. Być może któregoś dnia doczekamy się pełnometrażowej lub serialowej adaptacji samej bitwy o Jakku, która na dobre ustali ostateczną wersję tej historii. Póki co kanon wciąż powstaje, a każda nowa opowieść może przynieść kolejne niespodziewane odkrycie.


    Źródła