Kategoria: Wiadomości filmowe

  • Ubisoft radykalnie tnie koszty. Legendarni twórcy Rainbow Six tracą pracę

    Ubisoft radykalnie tnie koszty. Legendarni twórcy Rainbow Six tracą pracę

    Ubisoft zakończył działalność deweloperską w Red Storm Entertainment, studiu, które 30 lat temu stworzyło serię Rainbow Six. W wyniku tej decyzji 105 osób straciło pracę, a studio przekształci się w zaplecze techniczne. To kolejny etap restrukturyzacji francuskiego giganta, która trwa od miesięcy.

    Decyzja ta była zaskoczeniem dla wielu. Red Storm, założone w 1996 roku z udziałem Toma Clancy’ego, przez lata było kluczowym studiem dla taktycznych strzelanek, takich jak Rainbow Six i Ghost Recon. Teraz Ubisoft uznał, że era samodzielnego tworzenia gier przez to studio dobiegła końca.

    Kluczowe fakty

    • Red Storm Entertainment zwalnia 105 osób – wszyscy pracownicy związani z produkcją gier tracą etaty.
    • Studio nie zostanie zamknięte, ale przejdzie do roli wsparcia technicznego dla IT i silnika Snowdrop.
    • Marka Rainbow Six ma trafić pod skrzydła nowego Vantage Studios w ramach reorganizacji Ubisoftu.
    • To część większego planu – Ubisoft chce w ciągu dwóch lat obciąć koszty stałe o 200 milionów dolarów.
    • Rainbow Six Siege pozostaje dostępne na konsolach Xbox Series X|S i Xbox One.

    Historia, która właśnie się kończy

    Red Storm to znaczące studio, w którym powstały dwie flagowe marki Toma Clancy’ego – Rainbow Six oraz Ghost Recon. Deweloperzy z Karoliny Północnej stworzyli cztery pierwsze odsłony Rainbow Six, a nad Ghost Recon pracowali aż do wydania Future Soldier. Po tym etapie, odpowiedzialność za te marki przejęły oddziały Ubisoftu w Montrealu, Singapurze i Mediolanie.

    Studio nie próżnowało, pracując nad wersją VR Splinter Cell oraz darmowym The Division Heartland, ale oba projekty zostały anulowane. To wskazuje na problemy decyzyjne w Ubisofcie, gdzie projekty były przerywane bez wcześniejszego ostrzeżenia.

    Obecnie nie będą już tworzone nowe gry pod marką Red Storm. Pozostali pracownicy, którzy nie zostali zwolnieni, będą zajmować się wsparciem globalnych struktur IT oraz rozwojem silnika Snowdrop.

    Co to oznacza dla graczy na Xbox

    Co to oznacza dla graczy na Xbox
    Źródło: images.gram.pl

    Dla posiadaczy konsol Microsoftu sytuacja pozostaje stabilna. Rainbow Six Siege wciąż działa na Xbox Series X|S oraz Xbox One, a Ubisoft regularnie aktualizuje grę. Firma potwierdziła też wersje na konsole nowej generacji, co oznacza, że tytuł nie zniknie z platformy.

    Siege to ważny tytuł dla Ubisoftu, z dużą bazą graczy i stabilnymi przychodami. Dlatego firma nie planuje rezygnacji z tego filaru, nawet przy tak dużych cięciach w innych obszarach.

    Warto również zauważyć, że Xbox i Ubisoft rozwijają wspólne programy cross-platformowe. Rainbow Six Tactics, taktyczna gra w trybie turowym, została zapowiedziana jako tytuł na Xbox Series X|S i PC. Te projekty są zgodne z nową strategią „creative houses”, w ramach której marki mają być efektywniej zarządzane.

    Restrukturyzacja, która boli

    Ubisoft przechodzi przez trudny okres cięć. Anulowano już sześć gier, w tym remake Prince of Persia: The Sands of Time. Siedem kolejnych projektów zostało przesuniętych w harmonogramie. Zamknięto dwa studia, a zwolnienia dotknęły wiele innych zespołów. Celem jest zredukowanie kosztów o 200 milionów dolarów w ciągu dwóch lat.

    Red Storm to kolejna ofiara tej restrukturyzacji. Firma woli utrzymać markę niż ludzi, którzy ją stworzyli. Technicznie Rainbow Six przetrwa, przenosząc się do Vantage Studios, nowej struktury w ramach reorganizacji. Jednak duch serii, ten taktyczny styl z lat 90., stracił swój ostatni dom.

    Dla społeczności graczy na Xbox to sygnał, że Ubisoft zmienia priorytety. Mniej sentymentu, więcej chłodnej kalkulacji. Na szczęście Rainbow Six Siege ma się dobrze i nic nie wskazuje na to, by miało zniknąć z konsol Microsoftu. Jednak fani pierwszych odsłon Rainbow Six z 1998 roku mogą odczuwać nostalgię, ponieważ zamyka się pewien rozdział w historii gier.


    Źródła

  • Oszustwo w esporcie zakończone wyrokiem – tajska zawodniczka i jej chłopak trafią do ośrodka detencyjnego

    Oszustwo w esporcie zakończone wyrokiem – tajska zawodniczka i jej chłopak trafią do ośrodka detencyjnego

    Warasin „Tokyogurl” Naraphat, profesjonalna zawodniczka esportowa z Tajlandii, została skazana na trzy miesiące w ośrodku detencyjnym za oszustwo podczas turnieju Arena of Valor na 33. SEA Games, który odbył się 15 grudnia 2025 roku w Tajlandii. Sąd stwierdził, że jej działania zaszkodziły wizerunkowi esportu oraz całego kraju. Wraz z nią karę poniesie jej chłopak, Cheerio (Kong), który grał w jej imieniu zdalnie.

    Kluczowe fakty sprawy

    • Warasin Naraphat została zdyskwalifikowana podczas turnieju Arena of Valor po tym, jak odmówiła przekazania telefonu administratorom do kontroli.
    • Udostępnianie ekranu przez Discorda umożliwiło jej chłopakowi śledzenie meczu i zdalne granie – mimo tych działań zespół przegrał 0–3 z Wietnamem.
    • Sąd zasądził trzy miesiące pobytu w ośrodku detencyjnym.
    • Garena, wydawca gry, zablokowała Tokyogurl w turniejach i wydarzeniach Arena of Valor, a Tajska Federacja Esportowa dożywotnio wykluczyła ją ze swoich struktur.

    Jak doszło do wykrycia oszustwa

    Oszustwo zostało ujawnione podczas rutynowej inspekcji sprzętu. Tokyogurl zabrała służbowy telefon dostarczony przez organizatorów w nieznane miejsce przed meczem. Po powrocie wielokrotnie przełączała ekran i próbowała zasłonić go kartką papieru. Administratorzy turnieju zaczęli podejrzewać, że coś jest nie tak, ale zawodniczka stanowczo odmawiała oddania urządzenia do kontroli.

    Podczas inspekcji technicy odkryli na telefonie dwa jednocześnie zalogowane konta Discord. Włączono także funkcję udostępniania ekranu, dzięki której Cheerio mógł obserwować mecz w czasie rzeczywistym i przejmować kontrolę nad grą. To był wyraźny przypadek naruszenia zasad rywalizacji.

    Konsekwencje prawne i środowiskowe

    Konsekwencje prawne i środowiskowe

    Sprawa nie zakończyła się na dyskwalifikacji. Tajska prokuratura postawiła parze zarzuty związane z przestępczością komputerową, a sąd uznał, że działania Tokyogurl zaszkodziły reputacji krajowego esportu. Prezydent Tajskiej Federacji Esportowej, Santi Lothong, wyraził swoje oburzenie, podkreślając, że „oszukiwanie i przegrywanie mimo to jest jeszcze bardziej haniebne”.

    Oboje oskarżeni trafią do ośrodka detencyjnego, co wynika z przepisów tajskiego prawa. Oprócz wymiaru sprawiedliwości, zadziałały również mechanizmy branżowe – Garena zablokowała Tokyogurl w turniejach i wydarzeniach Arena of Valor, federacja wykluczyła ją na zawsze, a organizacja TALON, jej dotychczasowy pracodawca, natychmiast zerwała kontrakt. Powrót do profesjonalnej sceny Arena of Valor w tej sytuacji jest praktycznie niemożliwy.

    Kontekst dla graczy na Xbox

    Kontekst dla graczy na Xbox

    Choć sprawa dotyczy mobilnej gry Arena of Valor i tajskiego wymiaru sprawiedliwości, historia Tokyogurl stanowi ważny sygnał również dla użytkowników konsol. Microsoft w swoich zasadach społeczności Xbox jasno określa, że oszustwa, manipulowanie oprogramowaniem i wykorzystywanie exploitów są „absolutnie niedopuszczalne” w środowisku Xbox.

    Firma stosuje system kar w postaci strike'ów, które pozostają na koncie przez sześć miesięcy. Poważne lub powtarzające się naruszenia mogą prowadzić do trwałego zawieszenia profilu, a nawet całego urządzenia. W przypadku trwałego zawieszenia gracz traci licencje na zakupione gry, aktywne subskrypcje oraz środki zgromadzone na koncie Microsoft.

    Warto również zauważyć, że Xbox aktywnie monitoruje zachowania w sieci i współpracuje z wydawcami w celu egzekwowania zasad fair play. Mechanizmy automatyczne oraz zgłoszenia od innych graczy regularnie prowadzą do blokad – choć nie tak spektakularnych jak aresztowanie w Bangkoku, skutki finansowe dla posiadacza zablokowanej konsoli mogą być równie dotkliwe.

    Rekordowo szybki wyrok i co z tego wynika

    Trzy miesiące w ośrodku detencyjnym za oszustwo w grze mobilnej to sytuacja, która jeszcze kilka lat temu wydawałaby się nieprawdopodobna. Dziś pokazuje, że władze niektórych krajów traktują esport z podobną powagą jak tradycyjne dyscypliny sportowe. Gdy na szali leży reputacja narodowa i wizerunek państwa, konsekwencje mogą wykraczać daleko poza ban na serwerze.

    Dla profesjonalnych graczy to istotne ostrzeżenie, ale także przeciętny posiadacz Xbox Series X czy Series S powinien z tej historii wyciągnąć ważny wniosek – oszukiwanie w grach przestało być jedynie kwestią złamania regulaminu platformy. Granica między wirtualnym wykroczeniem a realnymi problemami staje się coraz cieńsza.


    Źródła

  • Sean Penn z trzecim Oscarem, ale nie na gali – aktor wolał spotkanie z Zełenskim

    Sean Penn z trzecim Oscarem, ale nie na gali – aktor wolał spotkanie z Zełenskim

    1. ceremonia wręczenia Oscarów przyniosła ważny moment dla Seana Penna – aktor zdobył swoją trzecią statuetkę, tym razem za rolę drugoplanową w filmie „Jedna bitwa po drugiej”. Dołączył tym samym do elitarnego grona rekordzistów, w którym znajdują się takie legendy jak Jack Nicholson czy Daniel Day-Lewis. Problem w tym, że samego laureata na scenie nie było.

    Najważniejsze fakty

    • Sean Penn zdobył trzeciego Oscara w karierze i został rekordzistą wśród aktorów.
    • Podczas gali przebywał w Ukrainie, gdzie spotkał się z prezydentem Wołodymirem Zełenskim.
    • Statuetkę w jego imieniu miał odebrać Kieran Culkin, ale do przekazania nie doszło.
    • To nie pierwsza nieobecność Penna na oscarowych ceremoniach – wcześniej pomijał gale w 1996, 2000 i 2002 roku.
    • Kiedy jednak wygrywał, zawsze pojawiał się osobiście – aż do teraz.

    Dlaczego aktor wybrał Kijów zamiast Hollywood?

    Gdy w Los Angeles trwała najbardziej prestiżowa noc w branży filmowej, Penn był tysiące kilometrów dalej. Spotkał się z Wołodymirem Zełenskim, który podziękował mu za wsparcie, nazywając go „prawdziwym przyjacielem Ukrainy”. Aktor od początku rosyjskiej inwazji regularnie odwiedza ten kraj, realizował tam dokument o wojnie i wielokrotnie apelował o pomoc międzynarodową.

    Decyzja Penna nie jest zaskakująca. Od lat angażuje się w działalność humanitarną i polityczną, często stawiając aktywizm ponad branżowe wydarzenia. Tym razem wybrał symboliczną obecność w Kijowie, rezygnując z osobistego odbioru nagrody, która i tak przejdzie do historii kina.

    Co ciekawe, wcześniej aktor miał już kilka nieobecności na oscarowych galach – ale zawsze wtedy, gdy był tylko nominowany. Gdy wygrywał, pojawiał się na scenie. Rok 2026 przełamał tę zasadę.

    Trzeci Oscar i rekordowe grono

    Trzeci Oscar i rekordowe grono

    Nagroda za „Jedną bitwę po drugiej” to dla Penna trzecia statuetka w karierze. Wcześniej triumfował za role w „Rzece tajemnic” (2004) i „Obywatelu Milku” (2009). Dzięki temu dołączył do grupy aktorów z trzema Oscarami na koncie – osiągnięcia, którymi może pochwalić się niewielu.

    W tym elitarnym klubie są między innymi Jack Nicholson, Daniel Day-Lewis, Meryl Streep czy Robert Downey Jr. Penn stał się częścią historii Hollywood, nawet jeśli fizycznie był wtedy daleko od czerwonego dywanu.

    Zaangażowanie w Ukrainę ważniejsze od ceremonii

    Zaangażowanie w Ukrainę ważniejsze od ceremonii

    Wybór Penna pokazuje, że dla niektórych gwiazd nagrody schodzą na dalszy plan, gdy w grę wchodzą realne problemy świata. Jego obecność w Kijowie akurat w noc oscarową to mocny gest – może nawet mocniejszy niż samo przemówienie ze sceny Dolby Theatre.

    Aktor nie pierwszy raz udowadnia, że nie zależy mu na blichtrze. Wcześniej krytykował Akademię Filmową za brak różnorodności i polityczne decyzje. Teraz dołożył do tego nieobecność w momencie własnego triumfu.

    Podsumowanie

    Sean Penn przeszedł do historii oscarowych rekordzistów, ale zrobił to na własnych warunkach. Zamiast świętować w Hollywood, wybrał spotkanie z prezydentem Ukrainy i kolejny wyraz solidarności z walczącym krajem. To decyzja, która pasuje do jego wizerunku – aktora, który nie boi się stawiać wartości ponad karierę. I choć widzowie nie zobaczyli go na scenie, jego nazwisko i tak zapisało się w annałach kina.


    Źródła

  • Gracze LoL-a i VALORANTA poniżej 18 lat stracą dostęp do kont w Brazylii

    Gracze LoL-a i VALORANTA poniżej 18 lat stracą dostęp do kont w Brazylii

    Riot Games ogłosił, że od 18 marca 2026 roku niektóre z jego najpopularniejszych gier nie będą dostępne dla graczy poniżej 18. roku życia w Brazylii. Powodem są nowe przepisy wprowadzane przez tamtejszy Statut Dziecka i Nastolatka (ECA), które wymagają zaostrzenia kontroli wieku oraz zgody rodziców. Zmiany są tymczasowe, ale dla młodych fanów League of Legends i VALORANT-a oznaczają utratę dostępu do kont.

    Co dokładnie się zmienia?

    • League of Legends, Teamfight Tactics, Wild Rift, 2XKO i Legends of Runeterra będą miały w Brazylii klasyfikację 18+, co oznacza, że młodsi gracze nie będą mogli w nie grać.
    • VALORANT pozostanie dostępny dla osób w wieku 12-17 lat, ale tylko po uzyskaniu zgody rodzica przez portal kontroli rodzicielskiej Riotu.
    • Konta nieletnich nie zostaną usunięte – Riot nałoży tymczasową blokadę, a postępy oraz przedmioty zostaną zachowane.
    • Od 16 marca 2026 wszyscy gracze powyżej 18. roku życia będą musieli przejść weryfikację wieku przy logowaniu.
    • Zmiany mają obowiązywać do początku 2027 roku, kiedy Riot przewiduje powrót do wcześniejszych klasyfikacji wiekowych.

    Dlaczego tylko Brazylia?

    Nowe przepisy ECA wprowadzają jeden z najsurowszych systemów weryfikacji wieku w branży gier. Brazylijscy gracze będą musieli potwierdzić swoją tożsamość, używając numeru identyfikacji podatkowej (CPF), karty płatniczej, skanu dokumentu lub biometrycznego skanowania twarzy. To nie są jedynie proste checkboxy, ale rzeczywista weryfikacja.

    Riot musiał dostosować się do lokalnych przepisów, aby uniknąć poważnych konsekwencji. Dlatego zdecydowano o tymczasowym podniesieniu klasyfikacji wiekowej dla pięciu tytułów. Firma zaznacza, że konta nieletnich nie będą kasowane. Blokada jest tymczasowa, a gracze odzyskają wszystkie skiny, rangi i postępy, gdy osiągną wymagany wiek lub gdy przepisy się zmienią.

    To podejście jest dość nietypowe – wiele firm w podobnych sytuacjach po prostu wyłącza dostęp bez gwarancji powrotu. Riot daje jasny sygnał, że czeka na powrót młodych graczy.

    Wyjątek dla VALORANTA

    Wyjątek dla VALORANTA

    VALORANT został potraktowany łagodniej, ponieważ od premiery ma klasyfikację PEGI 16 w Europie, co oznacza, że była uznawana za grę dla starszej młodzieży. W Brazylii Riot zdecydował, że w przypadku tego taktycznego shootera możliwe jest wprowadzenie zgody rodzicielskiej zamiast całkowitej blokady.

    Rodzic lub opiekun prawny musi podać swój adres e-mail, a następnie przez portal kontroli rodzicielskiej Riotu wyrazić zgodę na grę dziecka. To dodatkowy krok, który ma spełnić wymogi ECA, nie odcinając całkowicie nastolatków od VALORANTA. Nie wiadomo, czy podobny model zostanie wprowadzony w innych regionach – na razie to eksperyment ograniczony do Brazylii.

    A co z graczami na konsolach?

    W dostępnych źródłach zmiany omówiono głównie w kontekście ekosystemu PC i urządzeń mobilnych. Nie potwierdzono osobnych ograniczeń ani wyjątków dla wersji konsolowych gier Riotu. Brazylijskie przepisy dotyczą głównie platform, na których Riot ma największą bazę graczy.

    Jednak właściciele konsol nie mogą być pewni, że unikną podobnych regulacji w innych krajach. Jeśli takie przepisy zostaną wprowadzone, Riot będzie musiał dostosować swoje polityki również na konsolach. Na razie jednak w oficjalnych materiałach nie wskazano, że użytkownicy konsol w Brazylii będą objęci opisanymi ograniczeniami.

    Co dalej?

    Riot planuje przywrócenie wcześniejszych klasyfikacji wiekowych na początku 2027 roku. W tym czasie firma będzie oceniać swoje gry pod kątem zgodności z ECA. Jeśli przepisy się nie zmienią, blokady na kontach nieletnich będą obowiązywać do momentu, aż gracze osiągną 18 lat.

    Młodzi Brazylijczycy muszą pogodzić się z tym, że ich ulubione gry Riotu będą niedostępne. Dobrą wiadomością jest to, że konta przetrwają ten okres, a gracze będą mogli wrócić na Summoner’s Rift, gdy tylko osiągną odpowiedni wiek.


    Źródła

  • Zwolnienia w studiach Battlefielda. EA nazywa to reorganizacją

    Zwolnienia w studiach Battlefielda. EA nazywa to reorganizacją

    Electronic Arts przeprowadziło redukcję zatrudnienia w kluczowych zespołach pracujących nad serią Battlefield, określając ten ruch jako strategiczną reorganizację. Zmiany objęły cztery główne studia związane z franczyzą: Criterion, DICE, Ripple Effect oraz Motive Studios. Chociaż firma nie podała dokładnej liczby zwolnionych pracowników, zapewniła, że Battlefield pozostaje jednym z jej największych priorytetów, a inwestycje w markę będą kontynuowane.

    W oficjalnym komunikacie rzecznik EA stwierdził, że zmiany mają na celu lepsze dopasowanie zespołów do potrzeb społeczności graczy. Decyzja ta zapada w kluczowym momencie dla serii, która po rekordowym starcie najnowszej odsłony, potocznie nazywanej Battlefield, boryka się z problemami związanymi z długoterminowym zaangażowaniem graczy. Mimo cięć, prace nad bieżącym wsparciem gry w modelu live-service oraz przyszłą zawartością mają być kontynuowane.

    Kluczowe fakty

    • Cztery studia – redukcje objęły zespoły Criterion, DICE, Ripple Effect i Motive Studios.
    • Nieujawniona skala – Electronic Arts nie podało liczby zwolnionych osób, określając działania jako reorganizację.
    • Deklaracja kontynuacji – EA zapewnia, że Battlefield pozostaje priorytetem i firma dalej inwestuje w rozwój franczyzy.
    • Kontekst przejęcia – decyzja zapada w czasie, gdy trwa proces przejęcia EA przez konsorcjum inwestorów za kwotę 55 miliardów dolarów.

    Co kryje się za terminem „reorganizacja”?

    Termin „reorganizacja” w branży gier wideo często oznacza zwolnienia grupowe, które następują po konsolidacji projektów lub zmianach strategicznych kierunku firmy. W tym przypadku EA podkreśla chęć lepszego zestrojenia struktur z oczekiwaniami graczy, co może sugerować przeniesienie środków i zasobów ludzkich na inne, uznane za bardziej kluczowe obszary.

    Dla społeczności grających na konsolach Xbox, w tym na Xbox Series X|S, istotne jest, że wydawca zapewnia o nieprzerwanym wsparciu dla Battlefielda. Oznacza to, że aktualizacje, poprawki i nowa zawartość sezonowa powinny nadal docierać do graczy. Niemniej jednak każda redukcja w zespołach developerskich budzi obawy o tempo i zakres przyszłych aktualizacji, co jest kluczowe dla żywotności gier typu live-service.

    Sukces premiery a problem z retencją graczy

    Sukces premiery a problem z retencją graczy
    Źródło: images.gram.pl

    Zwolnienia następują po okresie, który można uznać za bardzo udany pod względem komercyjnym. Ostatnia główna odsłona serii odnotowała rekordową sprzedaż, dostarczając 7 milionów kopii w zaledwie trzy dni od premiery, co stanowi najlepszy debiut w historii marki Battlefield.

    Jednak ten początkowy impet szybko osłabł. Publicznie dostępne dane wskazują, że liczba graczy aktywnie śledzących grę na platformie Steam spadła dziesięciokrotnie w stosunku do szczytu w dniu premiery. Na ten spadek mogły wpłynąć kontrowersje dotyczące agresywnej monetyzacji, problemy techniczne oraz ogólne wyzwania związane z utrzymaniem długoterminowego zainteresowania w zatłoczonej przestrzeni strzelanin pierwszoosobowych.

    Przyszłość franczyzy w nowej strukturze

    Mimo obecnych cięć, długoterminowe plany EA wobec Battlefielda wydają się ambitne. Firma wielokrotnie wspominała o budowaniu połączonego ekosystemu i uniwersum dla tej marki, czego wyrazem było utworzenie Battlefield Studios. Inwestycje w inicjatywy takie jak Battlefield Labs, mające testować nowe pomysły bezpośrednio z graczami, wskazują na chęć odbudowywania relacji ze społecznością.

    Nadchodząca zmiana własnościowa również ma znaczenie. Zapowiedziane przejęcie Electronic Arts przez konsorcjum z udziałem saudyjskiego Public Investment Fund, Silver Lake i Affinity Partners, za rekordową kwotę 55 miliardów dolarów, niewątpliwie wpływa na wszystkie strategiczne decyzje firmy. Nowi właściciele mogą w przyszłości wymusić dalsze optymalizacje lub, przeciwnie, nakazać zwiększone inwestycje w flagowe marki.

    Podsumowanie

    Redukcje w studiach Battlefielda to bolesny, ale niestety coraz częstszy element rzeczywistości branży gier. Dla graczy na Xboxie najważniejszym komunikatem jest zapewnienie o kontynuacji wsparcia dla gry. Prawdziwym testem dla „zreorganizowanych” zespołów będzie jednak to, czy uda im się odzyskać zaufanie społeczności i wyprowadzić serię na prostą drogę, łącząc ambitne pomysły z płynną i satysfakcjonującą rozgrywką. Kolejne aktualizacje i sezony zawartości pokażą, czy obecne cięcia były bolesną, ale konieczną operacją, czy może sygnałem głębszych problemów.


    Źródła

  • W roli młodego Aragorna Leo Woodall? Aktor wskazany jako Obieżyświat w „The Hunt for Gollum”

    W roli młodego Aragorna Leo Woodall? Aktor wskazany jako Obieżyświat w „The Hunt for Gollum”

    Fani trylogii Petera Jacksona mogą się szykować na nową interpretację kultowego Obieżyświata. Według informacji z branży, rolę młodego Aragorna w filmie "The Hunt for Gollum" ma zagrać brytyjski aktor Leo Woodall. Choć Warner Bros. jeszcze nie potwierdziło tej informacji, źródła związane z produkcją wskazują na niego jako głównego kandydata do zastąpienia Viggo Mortensena.

    "Informacje o Leo Woodallu jako nowym Aragornie pojawiły się w branżowych publikacjach. Choć nie są one oficjalnie potwierdzone, krążą w hollywoodzkich kręgach od kilku dni. To zaskakujący, ale interesujący wybór" – komentują specjaliści. Film, którego premiera zaplanowana jest na 17 grudnia 2027 roku, opowie o misji Aragorna, zleconej przez Gandalfa, polegającej na polowaniu na Golluma, zanim ten zdradzi lokalizację Jednego Pierścienia. Akcja rozgrywa się między wydarzeniami z "Hobbita" a "Drużyną Pierścienia".

    Najważniejsze informacje w pigułce

    • Główny kandydat: Niespełna 30-letni Leo Woodall jest najczęściej wymieniany jako nowy Aragorn, według informatora Daniela Richtmana.
    • Brak powrotu Mortensena: Producentka Philippa Boyens wcześniej sugerowała, że powrót Viggo Mortensena nie jest pewny, a plotki wskazują na jego odmowę ze względu na wiek i niechęć do cyfrowego odmładzania.
    • Kontekst fabularny: Film "The Hunt for Gollum" w reżyserii Andy'ego Serkisa skupi się na misji Aragorna, który na zlecenie Gandalfa ma schwytać Golluma, by ten nie ujawnił tajemnicy Pierścienia.
    • Data premiery: Oficjalna data premiery filmu to 17 grudnia 2027 roku. Zdjęcia mają rozpocząć się w maju.

    Kim jest Leo Woodall, potencjalny następca Mortensena?

    Dla wielu widzów, w tym w Polsce, nazwisko Leo Woodall może być mało znane. Aktor ma jednak na koncie kilka znaczących ról, które przyniosły mu rozpoznawalność. Szerokiej publiczności dał się poznać przede wszystkim dzięki roli Jacka w drugim sezonie popularnego serialu HBO "Biały lotos". W tym roku zagrał także główną rolę w netflixowej adaptacji bestsellera "Jeden dzień" obok Ambiki Mod, a także wystąpił w filmach takich jak "Cel numer jeden", "Bridget Jones: Szalejąc za facetem" oraz w miniserialu "Norymberga". Jego najnowszym projektem jest serial "Vladimir" na Netflixie, gdzie występuje u boku Rachel Weisz.

    Wybór tak młodego aktora, który dopiero buduje swoją karierę, na tak ikoniczną postać jest odważny. Twórcy, w tym reżyser Andy Serkis oraz scenarzystki Philippa Boyens i Phoebe Gittins, szukali kogoś, kto odda ducha młodego Aragorna z czasów, gdy ten wędrował po Śródziemiu, tropiąc sługi Ciemności i zdobywając doświadczenie przed objęciem przywództwa w Drużynie Pierścienia. Wiek Woodalla – urodził się w 1996 roku – dobrze pasuje do wizji młodego Obieżyświata sprzed wydarzeń znanych z trylogii.

    Dlaczego Viggo Mortensen nie wróci jako Aragorn?

    Dlaczego Viggo Mortensen nie wróci jako Aragorn?

    Wielu fanów miało nadzieję, że Viggo Mortensen ponownie wcieli się w Aragorna. Niestety, taki scenariusz wydaje się mało prawdopodobny. Producentka Philippa Boyens w wywiadach sugerowała, że decyzja należy do aktora i że "trudno jej sobie wyobrazić kogokolwiek innego", ale trzeba być przygotowanym na różne opcje.

    Główną przeszkodą jest wiek Mortensena, który w momencie kręcenia filmu miałby prawie 70 lat. Fabuła "The Hunt for Gollum" wymaga przedstawienia Aragorna jako aktywnego fizycznie tropiciela. Mimo zaawansowanych technologii CGI, które były użyte w "Indiana Jonesie i artefakcie przeznaczenia", cyfrowe odmładzanie na dużą skalę jest kosztowne, czasochłonne i nie zawsze daje idealny efekt. Plotki wskazują, że Mortensen nie był zainteresowany takim procesem, woli przekazać rolę nowemu pokoleniu.

    Co wiemy o samym filmie "The Hunt for Gollum"?

    Film nie będzie typową przygodą z wielką bitwą i podróżą do Góry Przeznaczenia. Scenariusz, oparty na notatkach J.R.R. Tolkiena, skupi się na mniejszej, ale kluczowej dla losów Śródziemia misji. Kiedy Gandalf zaczyna podejrzewać, że magiczny pierścień Bilba to Jedyny Pierścień, potrzebuje dowodu. Wie, że jedyną istotą, która go widziała i dotknęła, jest Gollum. Zleca więc Aragornowi, najznamienitszemu tropicielowi swoich czasów, zadanie odnalezienia i schwytania tej istoty przed wydostaniem się z Morii. To opowieść o wyścigu z czasem, podstępach i mrocznej stronie świata.

    Reżyserię powierzono Andy'emu Serkisowi, który nie tylko genialnie odtwarzał rolę Golluma w technologii motion-capture, ale także ma doświadczenie reżyserskie ("Mowgli: Legenda dżungli").


    Źródła