Kategoria: Filmy

  • Spider-Man: Brand New Day – pierwszy fragment filmu ujawniony, zwiastun jutro

    Spider-Man: Brand New Day – pierwszy fragment filmu ujawniony, zwiastun jutro

    Tom Holland opublikował w mediach społecznościowych pierwszy, dwusekundowy fragment filmu Spider-Man: Brand New Day, który jest czwartą częścią przygód Pajączka w Marvel Cinematic Universe. Oficjalny zwiastun produkcji zadebiutuje jutro, co potwierdził aktor. Krótkie nagranie przedstawia Spider-Mana bujającego się na pajęczynie i trzymającego mężczyznę w garniturze, co nawiązuje do pierwszego numeru komiksu Amazing Fantasy, w którym superbohater zadebiutował w 1962 roku.

    • Tom Holland potwierdził, że pełny zwiastun filmu zobaczymy już jutro
    • Dwusekundowy fragment nawiązuje do okładki Amazing Fantasy #15 z 1962 roku
    • Reżyserią zajął się Destin Daniel Cretton, twórca Shang-Chi i legendy dziesięciu pierścieni
    • Premiera Spider-Man: Brand New Day zaplanowana jest na 31 lipca tego roku
    • W obsadzie powrócą m.in. Zendaya jako MJ, Jon Bernthal jako Punisher oraz Mark Ruffalo jako Hulk

    Powrót do komiksowych korzeni

    W filmie widoczne jest nawiązanie do historii. Spider-Man dźwigający na pajęczynie mężczyznę w garniturze to niemal identyczne odwzorowanie kadru z okładki Amazing Fantasy #15, w którym po raz pierwszy pojawił się Peter Parker.

    Sony i Marvel podkreślają, że Brand New Day będzie hołdem dla klasycznych opowieści o Pajączku. Tytuł nawiązuje do wątku z 2008 roku, który resetował status quo Petera Parkera po kontrowersyjnej historii One More Day.

    Reżyser Destin Daniel Cretton ma doświadczenie w Marvelu. Jego Shang-Chi zebrał pozytywne recenzje i pokazał, że potrafi łączyć akcję z charakterem postaci. Scenariusz ponownie napisali Chris McKenna i Erik Sommers, którzy pracowali nad poprzednimi częściami z Hollandem.

    Obsada, która robi wrażenie

    Lista aktorów w filmie jest imponująca. Tom Holland powraca jako Peter Parker, a Zendaya znów zagra MJ. Do obsady dołączają Jacob Batalon jako Ned Leeds oraz nowe twarze. Jon Bernthal wcieli się w Punishera, a Mark Ruffalo pojawi się jako Hulk. Fani uniwersum zobaczą także powrót Florence Pugh jako Yeleny Belovej, znanej z Black Widow i Hawkeye.

    W filmie wystąpią również Sadie Sink, Michaela Mando jako Scorpiona, Tramella Tillmana oraz Marvina Jonesa III w roli Tombstone’a. Taki zestaw zapowiada złożoną historię.

    Czego spodziewać się po zwiastunie

    Jutrzejszy trailer powinien odpowiedzieć na kilka pytań. Co stało się z Peterem po wydarzeniach z Spider-Man: Brand New Day? Jak dużą rolę odegra Punisher? Czy Hulk będzie miał więcej niż gościnny epizod?

    Pierwszy, kilkusekundowy urywek nie zdradza wiele, ale to było zamierzone. Sony buduje napięcie. Krótkie spojrzenie na Spider-Mana w klasycznej pozie wystarczyło, aby wzbudzić zainteresowanie w internecie.

    Film wchodzi do kin 31 lipca, więc kampania promocyjna startuje w odpowiednim momencie – na tyle wcześnie, by rozgrzać oczekiwania, ale i wystarczająco blisko premiery, by utrzymać tempo. Jeśli jutrzejszy zwiastun utrzyma poziom poprzednich materiałów z serii, możemy spodziewać się solidnego widowiska.


    Źródła

  • Pierwsze zdjęcie z Diuny 3 ujawnia Paula Atrydę po latach – zwiastun już jutro

    Pierwsze zdjęcie z Diuny 3 ujawnia Paula Atrydę po latach – zwiastun już jutro

    Timothée Chalamet opublikował pierwsze oficjalne zdjęcie z planu trzeciej części "Diuny", na którym widać radykalnie zmienionego Paula Atrydę. Aktor ogłosił również, że zwiastun filmu zadebiutuje w sieci już jutro, co rozpoczyna kampanię promocyjną jednego z najbardziej oczekiwanych filmów science fiction tego roku.

    Co już wiemy o Diunie 3

    • Timothée Chalamet udostępnił zdjęcie przedstawiające Paula Atrydę z ogoloną głową i surowszym wyglądem.
    • Zwiastun filmu ma być dostępny w sieci prawdopodobnie już jutro, co potwierdzają wcześniejsze informacje.
    • Akcja trzeciej części rozegra się od 15 do 20 lat po wydarzeniach z poprzedniego filmu.
    • Premiera Diuny 3 zaplanowana jest na 18 grudnia, w tym samym dniu co "Avengers: Doomsday".
    • Denis Villeneuve powrócił na stanowisko reżysera i współautora scenariusza.

    Paul Atryda po latach – co pokazuje pierwszy kadr

    Zdjęcie ukazuje Paula Atrydę w pustynnym stroju, z podniesionymi goglami i maską. Jego charakterystyczne niebieskie oczy, będące efektem kontaktu z przyprawą, pozostały niezmienione, ale reszta wyglądu wskazuje na upływ czasu i trudne życie na Arrakis.

    Skóra bohatera jest zniszczona i pokryta bliznami. Zniknęły długie włosy, które były znakiem rozpoznawczym postaci w poprzednich częściach. Chalamet ogolił głowę specjalnie na potrzeby produkcji, co podkreśla upływ czasu między drugą a trzecią odsłoną cyklu.

    Aktor przyznał, że powrót do tej roli był dla niego wyjątkowym wyzwaniem. Zapowiedział, że doświadczenie będzie znacznie intensywniejsze niż w przypadku poprzednich filmów i że podszedł do niego z dużą powagą.

    Mesjasz Diuny na wielkim ekranie

    Mesjasz Diuny na wielkim ekranie

    Trzecia część cyklu luźno opiera się na powieści Franka Herberta "Mesjasz Diuny" z 1969 roku. Historia zaczyna się kilkanaście lat po tym, jak Paul Atryda przejął władzę nad Imperium, został cesarzem i przyjął rolę mesjasza dla Fremenów. Polityczne małżeństwo z księżniczką Irulan oraz przygotowania do religijnej wojny przeciwko Wielkim Rodom to tylko część skomplikowanej układanki, z którą będzie musiał się zmierzyć.

    Denis Villeneuve ponownie stanął za kamerą, a Hans Zimmer odpowiada za muzykę. W obsadzie powracają Zendaya jako Chani, Rebecca Ferguson jako Lady Jessica oraz Florence Pugh w roli księżniczki Irulan. W filmie wystąpią także Jason Momoa jako Duncan Idaho i Josh Brolin jako Gurney Halleck.

    Wśród nowych postaci znajdzie się Robert Pattinson, który zagra antagonistę Scytale’a, a także Nakoa Wolf-Momoa jako Leto II Atryda i Ida Brooke jako Ghanima Atryda. Taka obsada zapowiada epicką skalę widowiska.

    Starcie tytanów w box office

    Premierę "Diuny 3" zaplanowano na 18 grudnia. To odważna data, ponieważ tego samego dnia do kin wejdzie "Avengers: Doomsday". Obie produkcje będą rywalizować o uwagę widzów w okresie świątecznym, co może prowadzić do ciekawego starcia w historii box office’u.

    Fani uniwersum Herberta z niecierpliwością czekają na premierę. Pierwszy zwiastun ma pojawić się jutro, a wszystko wskazuje na to, że Warner Bros. przygotowało mocny materiał. Po sukcesie dwóch poprzednich części oczekiwania są ogromne, a to dopiero początek promocji.


    Źródła

  • Tajny agent – brazylijski kandydat do Oscara, który miesza thriller z nostalgią

    Tajny agent – brazylijski kandydat do Oscara, który miesza thriller z nostalgią

    Brazylijski dramat polityczny Tajny agent, wyreżyserowany przez Klebera Mendonçy Filho, zadebiutował w polskich kinach 27 marca 2026 roku. Film, który zdobył dwie nagrody na Festiwalu Filmowym w Cannes, przenosi widzów do Recife w 1977 roku – miasta, które zmaga się z wojskową dyktaturą, a jednocześnie żyje karnawałowym rytmem. Mimo że tytuł sugeruje klasyczny thriller szpiegowski, Mendonça Filho przedstawia osobistą opowieść, przefiltrowaną przez dziecięcą pamięć i przepełnioną groteskowym humorem, który momentami przybiera formę horroru.

    Kluczowe fakty o filmie

    • Tajny agent to thriller polityczny osadzony w Brazylii lat 70., w realiach wojskowej dyktatury i cenzury.
    • Główny bohater, Armando (czasami nazywany Marcelo), ukrywa się przed reżimem i stara się chronić swojego syna przed niebezpieczeństwem.
    • Reżyser Kleber Mendonça Filho nawiązuje w filmie do własnych wspomnień z dzieciństwa spędzonego w Recife.
    • Film zdobył dwie nagrody w Cannes oraz cztery nominacje do Oscarów, a Wagner Moura otrzymał nominację do Oscara dla Najlepszego Aktora Pierwszoplanowego.
    • Polska premiera miała miejsce 27 marca 2026.

    Dyktatura w karnawałowej masce

    Akcja rozgrywa się w czasie karnawału – okresie, gdy Brazylia zalewa się kolorami, muzyką i tańcem. Kontrast między radosnym świętowaniem a politycznym terrorem nadaje filmowi szczególny, niepokojący ton. Władze kontrolują każdy aspekt życia obywateli, cenzura knebluje prasę, a opozycjoniści znikają bez śladu. Armando, grany przez Wagnera Mourę, znajduje się na liście osób do eliminacji.

    Zamiast jednak uciekać w panice, mężczyzna wydaje się niemal obojętny wobec zagrożenia. Jego priorytetem jest odnalezienie syna – chłopca, którego bliskość do ojca może narazić na represje. Ta podróż prowadzi Armanda przez świat innych ukrywających się opozycjonistów. Reżyser celowo rozprasza napięcie, pokazując, że nawet w cieniu dyktatury życie toczy się dalej – ludzie rozmawiają, chodzą do kina, zakochują się.

    Pamięć jak seans filmowy

    Pamięć jak seans filmowy

    Tajny agent operuje na dwóch planach czasowych. Z jednej strony śledzimy losy Armanda w latach 70., z drugiej – obserwujemy kobietę, która po latach kataloguje ślady przeszłości: wycinki prasowe, nagrania, dokumenty. Ten zabieg sprawia, że wiele scen wygląda jednocześnie jak wspomnienie i jego reinterpretacja. Przykładem jest motyw „nogi” – prasowego kodu, którym gazety opisywały zbrodnie władzy, nie mogąc nazwać ich wprost.

    Scena znalezienia ludzkiej kończyny w brzuchu rekina to jeden z najbardziej surrealistycznych momentów filmu. Metafora zderza się z rzeczywistością tak mocno, że widz przestaje być pewien, co jest prawdą, a co plotką. W tle przewija się cień Szczęk Spielberga – jakby fikcja filmowa pomagała bohaterom oswoić własne lęki. Syn Armanda boi się filmu o rekinie, dopóki go nie zobaczy. Podobnie jest z historią ojca: dopóki pozostaje zbiorem artykułów i taśm, można ją obserwować z bezpiecznego dystansu.

    Rola, która niknie w cieniu

    Rola, która niknie w cieniu

    Wagner Moura, znany z Narcos, gra Armanda w sposób zaskakująco powściągliwy. Jego bohater jest jak zanikające wspomnienie – kontury postaci pozostają rozmyte, ekspresja ograniczona do minimum. Nie jest to wada, lecz świadomy zabieg reżyserski. Armando funkcjonuje przede wszystkim jako cień w pamięci syna, nie jako pełnokrwisty protagonista.

    Jednak jeden moment pozostaje w pamięci na długo po seansie: scena konfrontacji z człowiekiem, który wkrótce odbierze bohaterowi pracę, a potem będzie chciał odebrać mu życie. Cicha, pozbawiona patosu, ale gęsta od napięcia. To rola wielka w swej małości – kluczowa dla narracji, choć celowo schowana za kurtyną niedopowiedzenia. Ciekawostką jest epizod Udo Kiera, legendarnego niemieckiego aktora, który w swoim ostatnim filmowym występie wciela się w ukrywającego się w Brazylii nazistę. To jeden z wielu barwnych portretów przewijających się przez tę opowieść.

    To nie jest kino o triumfie dobra

    Największą siłą Tajnego agenta jest jego wieloznaczność. Mendonça Filho nie opowiada historii o spektakularnym zwycięstwie nad systemem. Pokazuje raczej, że obok zła toczy się zwyczajne życie – ludzie pracują, śmieją się, idą na randkę, a historia przemyka gdzieś obok, czasem niemal niezauważona. Jak ciało przy stacji benzynowej, które przez chwilę przyciąga spojrzenia, po czym staje się elementem krajobrazu.

    Film hipnotyzuje swoim pozornym spokojem, który przez cały seans każe czekać na gwałtowną woltę. To kino szkatułkowe, które aż prosi się o powtórny seans – nie tylko po to, by tropić ukryte sensy, ale też by na nowo zanurzyć się w tym niemal sielankowym, a jednak przesiąkniętym grozą obrazie Brazylii. Mendonça Filho co chwilę wykonuje zaskakujące ruchy fabularne i jeśli wydaje się, że historia zmierza w jednym kierunku, nagle zaskakuje nowym zwrotem akcji.


    Źródła

  • Kontynuacja kultowego horroru w końcu trafi na ekrany. Maika Monroe wraca do roli, która zdefiniowała jej karierę

    Kontynuacja kultowego horroru w końcu trafi na ekrany. Maika Monroe wraca do roli, która zdefiniowała jej karierę

    Po ponad dekadzie niepewności, plotek i przesuwanych terminów fani horroru Coś za mną chodzi (oryginalny tytuł It Follows) wreszcie mają pewność. Maika Monroe podczas spotkania z widzami potwierdziła, że zdjęcia do sequela They Follow rozpoczną się latem tego roku. Scenariusz, jak określiła aktorka, jest „niesamowity”, a projekt jest obecnie w fazie rozwoju.

    Reżyser David Robert Mitchell wraca za kamerę, co jest istotne dla fanów oryginału. Jego wizja uczyniła z niskobudżetowego horroru z 2014 roku jedno z najbardziej niepokojących doświadczeń współczesnego kina grozy. Teraz, dekadę później, widzowie wrócą do świata, w którym zagrożenie nigdy nie śpi, a dystans nie daje bezpieczeństwa.

    • Zdjęcia do They Follow mają ruszyć latem po okresie przesunięć
    • Akcja sequela rozegra się dziesięć lat po wydarzeniach z pierwszej części, a tytuł sugeruje intensyfikację zagrożenia
    • Maika Monroe wraca jako Jay – to jej pierwsza pełnoprawna kontynuacja roli od czasu oryginału
    • David Robert Mitchell ponownie reżyseruje i pisze scenariusz, zachowując ciągłość wizji artystycznej
    • Projekt jest w fazie rozwoju, a szczegóły finansowania nie zostały niezależnie potwierdzone

    Ponad dziesięć lat czekania – droga do sequela

    Coś za mną chodzi trafiło do kin w 2014 roku i od razu podzieliło widownię. Jedni uznali film za arcydzieło minimalizmu, inni narzekali na powolne tempo. Dziś nikt już nie dyskutuje – to pozycja kultowa, która doczekała się analiz akademickich i dziesiątek naśladowców.

    Mitchell stworzył świat rządzony prostą, przerażającą zasadą. Po zbliżeniu intymnym ofiara zostaje naznaczona – istota, mogąca przybrać dowolną postać, nieustannie podąża w jej kierunku. Nie biegnie, nie chowa się. Po prostu idzie. Jedynym ratunkiem jest przekazanie klątwy kolejnej osobie. Problem w tym, że jeśli nowy nosiciel zginie, zagrożenie wraca do poprzedniego ogniwa łańcucha.

    Pierwsze doniesienia o sequelu pojawiły się w 2023 roku i od razu wzbudziły zainteresowanie wśród fanów. Niestety, realizacja szybko utknęła. Zdjęcia planowano na 2024 rok, później pojawiły się informacje o dalszych opóźnieniach, aż w końcu zapadła cisza. Dopiero teraz, w 2026, produkcja nabrała realnych kształtów.

    Monroe, która od premiery oryginału wystąpiła w kilkunastu filmach (między innymi w thrillerze Obserwator czy Greta), podkreślała wielokrotnie, że Jay to rola jej życia. Jej powrót do uniwersum Mitchella nie jest więc zaskoczeniem. Zaskakuje za to fakt, że sequel w ogóle powstaje – w branży przyzwyczailiśmy się, że zapowiedzi kontynuacji kultowych horrorów rzadko wychodzą poza etap plotek.

    Co zmieni się w They Follow

    Sam tytuł zdradza wiele i jednocześnie nie zdradza nic. They Follow – „Oni podążają” – sugeruje, że tym razem ścigających będzie więcej. Być może klątwa ewoluowała, a może Jay musi zmierzyć się z konsekwencjami łańcucha przekazań, który ciągnie się od dekady.

    Mitchell znany jest z tego, że nie wyjaśnia wszystkiego. W oryginale nie poznaliśmy pochodzenia istoty ani mechaniki działania klątwy – i właśnie ta tajemnica budowała napięcie. Sequel prawdopodobnie utrzyma podobną filozofię, choć fani liczą na rozwinięcie mitologii.

    Warto też pamiętać, że kino grozy ostatnich lat zmieniło się. Gdy Coś za mną chodzi wchodziło do kin, horrory artystyczne, oparte na powolnym budowaniu niepokoju, były niszą. Dziś, po sukcesie takich tytułów jak Dziedzictwo. Hereditary, Midsommar czy Men, publiczność jest gotowa na więcej.

    Horror, który wyprzedził swoje czasy

    Renesans ambitnego horroru, który obserwujemy od kilku lat, rozpoczął się właśnie około 2014 roku. Coś za mną chodzi było jednym z jego sygnałów. Sequel wchodzi więc na grunt dobrze przygotowany – widzowie są spragnieni oryginalnych pomysłów, a nie kolejnych odgrzewanych franczyz.

    Czy They Follow spełni oczekiwania, które rosły przez ponad dekadę? Trudno powiedzieć. Sam fakt, że projekt przetrwał trudności rozwoju i jest w aktywnej fazie przygotowań, świadczy o determinacji twórców. To nie jest skok na kasę. To powrót do świata, który wciąż ma coś do powiedzenia – i wciąż potrafi przestraszyć.


    Źródła

  • Disney spróbował rozkręcić nową franczyzę science fiction. „Pułapka czasu” stała się jego kosztowną porażką

    Disney spróbował rozkręcić nową franczyzę science fiction. „Pułapka czasu” stała się jego kosztowną porażką

    Osiem lat temu, w 2018 roku, Walt Disney Pictures wydało film „Pułapka czasu” („A Wrinkle in Time”), który miał być początkiem nowej franczyzy science fiction dla rodzin. Mimo budżetu szacowanego na 100-130 milionów dolarów, znakomitej obsady z Oprah Winfrey oraz reżyserii Avy DuVernay, projekt zakończył się jako jedna z największych finansowych porażek studia w tamtym okresie. Film zarobił jedynie 132,6 miliona dolarów na całym świecie, co przy uwzględnieniu kosztów produkcji i marketingu przyniosło Disneyowi stratę przekraczającą 100 milionów dolarów.

    Pułapka czasu

    Kluczowe fakty o porażce „Pułapki czasu”

    • Cel Disneya to uruchomienie nowej familijnej franczyzy science fiction na podstawie cenionej powieści.
    • Budżet produkcji filmu szacuje się na od 100 do 130 milionów dolarów, nie wliczając kosztów marketingu.
    • Weekend otwarcia w USA przyniósł rozczarowujące 33,1 miliona dolarów, co już sygnalizowało kłopoty.
    • Końcowy wynik box office to 132,6 miliona dolarów wpływów globalnych, co oznaczało dużą stratę.
    • Skutek finansowy to szacunkowa strata ponad 100 milionów dolarów, która pogrzebała plany kontynuacji.

    Ambitne plany i trudny materiał źródłowy

    „Pułapka czasu” była adaptacją powieści Madeleine L’Engle z 1962 roku, która łączyła elementy science fiction z motywami teologicznymi i filozoficznymi. Książka była uznawana za trudną do sfilmowania ze względu na swoją złożoność. Disney podjął się tego wyzwania, widząc w historii o nastolatce Meg Murry, która podróżuje przez czas i przestrzeń, potencjał na nowy hit dla rodzin.

    Studio zaangażowało silny zespół. Reżyserią zajęła się Ava DuVernay, co było istotnym wydarzeniem, ponieważ była pierwszą czarnoskórą kobietą, która kierowała hollywoodzkim filmem z budżetem przekraczającym 100 milionów dolarów. W rolach trzech tajemniczych przewodniczek – Pani Która, Pani Jaka i Pani Taka – wystąpiły znane postacie: Oprah Winfrey, Reese Witherspoon i Mindy Kaling. Kampania promocyjna kreowała film jako barwne, epickie widowisko.

    Rozczarowanie krytyków i widzów

    Rozczarowanie krytyków i widzów
    Źródło: images.gram.pl

    Po premierze film spotkał się z chłodnym przyjęciem krytyków, którzy chwalili wizualną stronę oraz intencje, ale krytykowali narrację. Wiele recenzji wskazywało, że „Pułapka czasu” nie zdołała znaleźć równowagi między wiernością skomplikowanemu źródłu a przystępnością dla widzów. Skomplikowane idee książki zostały uproszczone, a fabuła często opierała się na bezpośrednich wyjaśnieniach dialogowych, zamiast na naturalnie budowanym napięciu.

    Widzowie również nie byli zachwyceni. Weekend otwarcia w marcu 2018 roku, z wynikiem 33,1 mln dolarów w USA, był rozczarowujący jak na film o takim budżecie. Dodatkowo, w tym okresie dominował w kinach film „Czarna Pantera”, który przyciągał dużą publiczność. „Pułapka czasu” szybko zniknęła z ekranów, a jej ostateczny globalny dochód wyniósł jedynie 132,6 miliona dolarów.

    Kosztowna lekcja dla imperium Disneya

    Finansowy wymiar tej porażki był znaczący. Przy budżecie produkcji oraz dodatkowych wydatkach na marketing, wynik poniżej 150 milionów dolarów globalnie oznaczał klęskę. Szacuje się, że studio straciło na tym projekcie ponad 100 milionów dolarów. Dla Disneya, który w drugiej dekadzie XXI wieku odnosił sukcesy dzięki serii Marvela, „Gwiezdnym Wojnom” i dochodowym remakom animacji, była to bolesna porażka.

    Plany na rozwinięcie „Pułapki czasu” w pełnoprawną franczyzę legły w gruzach. Film, który miał otworzyć drzwi do kolejnych opowieści z uniwersum Madeleine L’Engle, pozostał pojedynczym projektem. Pokazał, że nawet największe studio, dysponujące ogromnymi środkami i talentem, może ponieść spektakularną klęskę, gdy ambicje nie idą w parze z wykonaniem i odbiorem publiczności. „Pułapka czasu” pozostaje przykładem kosztownej, choć wizualnie efektownej, pomyłki w kalendarzu premier Disneya.


    Źródła

  • Rotta Hutt wraca w nowej formie – syn Jabby stanie się gladiatorową gwiazdą w „Mandalorian & Grogu”

    Rotta Hutt wraca w nowej formie – syn Jabby stanie się gladiatorową gwiazdą w „Mandalorian & Grogu”

    Lucasfilm oficjalnie zaprezentował nową wersję Rotta Hutta, syna Jabby Hutta, w nadchodzącym filmie "Mandalorian & Grogu". Postać, znana z "Gwiezdnych Wojen: Wojny Klonów" jako bezbronne dziecko, teraz występuje jako starsza i silniejsza wersja. Reżyser Jon Favreau opisał ją jako "w świetnej formie, jak gladiator". Jeremy Allen White, aktor znany z serialu "The Bear", użyczył mu głosu. Akcja filmu rozgrywa się po wydarzeniach z "Powrotu Jedi", co daje Rotta Huttowi czas na zbudowanie własnej reputacji w galaktyce.

    Kluczowe fakty o nowej postaci Rotta Hutta

    • Rotta Hutt to syn Jabby Hutta, który wcześniej pojawił się w animacji "Wojny Klonów".
    • W filmie "Mandalorian & Grogu" Rotta Hutt jest znacznie starszy, silniejszy i bardziej rozwinięty fizycznie.
    • Postać ma muskularną budowę, z wyraźnie zarysowanymi mięśniami ramion i brzucha, co sugeruje przygotowanie do trudnych wyzwań.
    • Akcja filmu dzieje się po wydarzeniach z "Powrotu Jedi", co pozwala Rotta Huttowi na wyrobienie własnej pozycji w świecie przestępczym.
    • Rotta Hutt będzie mówił częściowo w języku Huttese, co dodaje autentyczności jego pochodzeniu.

    Przemiana z dziecka w silną postać

    Fani "Gwiezdnych Wojen" pamiętają Rotta Hutta jako małego, bezbronnego Hutta, który potrzebował ochrony. W "Mandalorian & Grogu" jego transformacja jest znacząca. Jon Favreau opisuje go jako postać "w świetnej formie, walczącą w arenach, jak gladiator". To zmiana nie tylko fizyczna, ale również symboliczna – Rotta Hutt przechodzi od bycia synem władcy do samodzielnego gracza.

    Wizualizacja przedstawia Hutta z imponującym sześciopakiem i silnymi ramionami. Taka metamorfoza wymagała czasu, który zgodnie z chronologią filmu – Rotta Hutt miał kilka lat od śmierci ojca. To wystarczający okres, aby nie tylko dorosnąć, ale także zdobyć doświadczenie w brutalnym świecie galaktycznych aren.

    Znaczenie Rotta Hutta dla rozszerzenia uniwersum

    Powrót Rotta Hutta nie jest przypadkowy. Lucasfilm celowo przywraca postacie z animowanej części uniwersum, integrując je z główną narracją. Rotta Hutt ilustruje tę strategię – jego obecność w filmie łączy "Mandalorian & Grogu" nie tylko z serialem "The Mandalorian", ale także z historią "Clone Wars".

    Język Huttese, użyty w dialogach Rotta Hutta, to kolejny element pogłębiający lore. To język rodziny Huttów, którym mówił Jabba, więc jego zastosowanie buduje ciągłość i autentyczność. Jeremy Allen White, jako aktor głosowy, musi opanować nie tylko emocje postaci, ale także tę specyficzną formę mówienia.

    "Mandalorian & Grogu" – powrót Star Wars na wielki ekran

    Premiera filmu "Mandalorian & Grogu" zaplanowana jest na maj 2026 roku, co oznacza powrót "Gwiezdnych Wojen" na wielki ekran po kilkuletniej przerwie, podczas której Disney koncentrował się na produkcjach serialowych. "Mandalorian & Grogu" to nie tylko przeniesienie serialowej formy – to pełnometrażowa produkcja z budżetem i skalą typową dla kinowych hitów.

    Film ma również na celu konsolidację różnych elementów uniwersum. Rotta Hutt jako silna postać może ukazać część galaktyki niezwiązaną z Imperium czy Rebelią – świat przestępczy, areny walk i lokalne władze. To obszar rzadziej eksplorowany w głównych filmach, co może wprowadzić nowy ton narracji.

    Co przemiana Rotta Hutta mówi o przyszłości Star Wars?

    Przywrócenie Rotta Hutta jako dorosłej postaci pokazuje, że Lucasfilm chce wykorzystać pełną historię uniwersum, nie ograniczając się do najbardziej znanych elementów. To sygnał dla fanów, że nawet mniej prominentne postacie mogą zyskać nowe życie w odpowiednich kontekstach.

    Potencjalna rola Rotta Hutta jako gladiatora otwiera możliwości dla akcji – walki na arenach mogą wprowadzić dynamiczne sekwencje, różniące się od typowych bitew kosmicznych czy potyczek na miecze świetlne. To szansa na urozmaicenie formy filmu, co jest istotne po latach dominacji serialowego formatu.

    Wnioski

    Rotta Hutt w "Mandalorian & Grogu" ilustruje ewolucję podejścia Lucasfilm do rozwijania uniwersum "Gwiezdnych Wojen". Zamiast tworzyć całkowicie nowe postaci, studio przekształca istniejące elementy, nadając im nowe życie i funkcje. Starszy i silniejszy Rotta Hutt nie tylko zaskakuje wizualnie, ale także pogłębia świat przestępczy galaktyki, który był tłem dla wielu historii, lecz rzadziej stanowił centrum narracji.

    Premiera w 2026 roku będzie testem nie tylko dla samego filmu, ale także dla strategii integracji animowanych lore z kinową serią. Jeśli Rotta Hutt zostanie dobrze przyjęty, może otworzyć drogę dla innych "zapomnianych" postaci, które czekają na swoją drugą szansę w nowym kontekście.


    Źródła

  • Zabawny kubełek na popcorn ujawnia, kto zagości w filmie Super Mario Galaxy

    Zabawny kubełek na popcorn ujawnia, kto zagości w filmie Super Mario Galaxy

    Oficjalny gadżet kinowy ujawnia jednego z bohaterów długo oczekiwanego sequela. Kubełek na popcorn w kształcie zielonego Yoshi’ego, promujący nadchodzący film Super Mario Galaxy, potwierdza powrót kultowego dinozaura na wielki ekran. Ten kolekcjonerski pojemnik, w którym Yoshi siedzi i trzyma duże jajo otwierające się na popcorn, jest już dostępny w sieciach kinowych, takich jak AMC. W ramach promocji powstał także najmniejszy funkcjonalny pojemnik na popcorn w historii, z wizerunkiem Bowsera.

    Film, którego premiera zaplanowana jest na kwiecień 2026 roku, jest kontynuacją niezwykle udanego The Super Mario Bros. Movie z 2023 roku. Twórcy sięgnęli po inspiracje z gier Super Mario Galaxy (2007) i Super Mario Galaxy 2 (2010), które niedawno doczekały się odświeżonych wydań na Nintendo Switch. Oprócz Yoshi’ego, doniesienia wskazują, że po raz pierwszy w kinowej adaptacji pojawi się także Rosalina.

    Kluczowe fakty

    • Nadchodzący film Super Mario Galaxy ma premierę zaplanowaną na kwiecień 2026 roku.
    • Oficjalnym gadżetem promocyjnym jest kubełek na popcorn w kształcie Yoshi’ego, który potwierdza udział tej postaci w filmie.
    • Produkcja czerpie z klimatu i lokacji znanych z gier Super Mario Galaxy oraz Super Mario Galaxy 2.
    • W filmie, obok Yoshi’ego, zadebiutować ma także Rosalina.
    • W ramach kampanii powstał rekordowo mały pojemnik na popcorn z Bowserem, mający zaledwie 6,6 cm szerokości.

    Kolekcjonerskie gadżety budują hype

    Kubełek z Yoshim wpisuje się w rosnący trend premium'owych, kolekcjonerskich akcesoriów kinowych. Tego typu gadżety, często sprzedawane w limitowanych edycjach, stały się istotnym elementem marketingu dużych filmowych hitów, zwłaszcza tych skierowanych do fanów konkretnych uniwersów. W Polsce podobne zestawy, zawierające np. kubki czy figurki, będą dostępne w sieci Multikino.

    Sam pojemnik prezentuje się efektownie. Zielony Yoshi został uchwycony w charakterystycznej, siedzącej pozie, a jego głównym atrybutem jest duże jajo, które służy jako schowek na przekąski. Tego typu przedmioty nie są już tylko zwykłymi naczyniami, ale pełnoprawnymi elementami kolekcji fanowskiej, które często zyskują na wartości po zakończeniu promocji.

    Nie tylko Yoshi: Bowser bije rekord

    Nie tylko Yoshi: Bowser bije rekord
    Źródło: images.gram.pl

    Yoshi nie jest jedynym bohaterem Mario, który doczekał się własnego naczynia na popcorn w tej kampanii. W sieci AMC w USA dostępny jest także gadżet z Bowserem. Ten pojemnik został uznany przez Guinness World Records za "najmniejszy funkcjonalny pojemnik na popcorn w historii". Ma on zaledwie 6,6 centymetra szerokości i został stworzony jako atrakcja dla fanów. Ten miniaturowy kubełek stanowi ciekawy kontrast dla dużego kubełka z Yoshim, pokazując różnorodność pomysłów marketingowych.

    Co gadżety mówią o filmie?

    Obecność Yoshi’ego, potwierdzona przez oficjalny merchandising, to istotna wiadomość dla fanów. Jego postać, choć ikoniczna, nie pojawiła się w pierwszym filmie, więc jej wprowadzenie rozszerza galerię bohaterów. Doniesienia o Rosalinie sugerują, że twórcy naprawdę zagłębią się w kosmiczną tematykę gier Galaxy, gdzie postać opiekunki Obserwatorium odgrywała kluczową rolę. To wskazuje, że sequel nie będzie po prostu powieleniem schematu z pierwszej części, ale przeniesie akcję w nowe, bardziej fantastyczne rejony.

    Sukces pierwszego filmu o Mario otworzył furtkę dla dalszych adaptacji uniwersum Nintendo. Super Mario Galaxy, wspierane przez przemyślaną kampanię merchandisingową, ma szansę powtórzyć tamten komercyjny sukces. Jeśli i ten film odniesie sukces, droga do kolejnych projektów – na które czekają fani Donkey Konga – stanie otworem. Fani mogą szykować się nie tylko na seans, ale także na polowanie na limitowane gadżety, które już teraz rozpalają wyobraźnię.


    Źródła

  • „Maszyna do zabijania” od Netflixa to niebezpieczny akcyjny kosmiczny poligon

    „Maszyna do zabijania” od Netflixa to niebezpieczny akcyjny kosmiczny poligon

    Netflix wprowadził nowy tytuł w gatunku science fiction akcji. Film "Maszyna do zabijania" zadebiutował na platformie 6 marca i od razu przyciągnął uwagę widzów. To pełnometrażowy debiut, który przedstawia starcie amerykańskich żołnierzy z obcą technologią. Reżyserią i scenariuszem zajął się Patrick Hughes, a w głównej roli występuje Alan Ritchson, znany z serialu "Reacher". Produkcja łączy militarne dramaty z motywami inwazji kosmicznej, co zapewnia dużą dawkę emocji, choć nie zawsze z głęboką fabułą.

    Kluczowe fakty o filmie "Maszyna do zabijania"

    • Platforma i data premiery: Film zadebiutował na Netflixie 6 marca i trwa około 100 minut.
    • Główny wątek: Elitarna jednostka Rangersów podczas ćwiczeń w górach natrafia na rozbitą kosmiczną maszynę, która aktywuje się i rozpoczyna polowanie na żołnierzy.
    • Gatunkowe inspiracje: Producenci nawiązują do klasyków, a projekt określany jest jako wariacja na temat "Predatora", z elementami znanymi z "Wojny światów".
    • Główna siła filmu: Recenzenci chwalą dynamiczne sceny akcji, dobrze zrealizowane walki oraz charyzmatyczną rolę Alana Richtsona.
    • Główna słabość: Krytycy wskazują na płaskie postaci drugoplanowe oraz dość prostą fabułę, pełną niedopowiedzeń.

    Kosmiczny "Predator" kontra amerykańscy Rangersi

    Fabuła "Maszyny do zabijania" jest prosta, ale skuteczna. Pierwsze pół godziny to film wojenny, skupiony na brutalnym szkoleniu rekrutów do elitarnej jednostki. Żołnierze, pozbawieni tożsamości, mają stać się idealnymi żołnierzami. Ten segment przypomina filmy Michaela Baya. Sytuacja zmienia się, gdy żołnierze odkrywają katastrofę nieznanego obiektu.

    Okazuje się, że jest to pozaziemska maszyna bojowa, która przetrwała upadek z orbity. Jej pojawienie się oznacza początek globalnej inwazji. Dla grupy Rangersów kosmiczna technologia staje się śmiertelnym przeciwnikiem. Film szybko zamienia się w opowieść o przetrwaniu, w której żołnierze, odcięci od wsparcia, muszą użyć wszystkiego, co mają, aby przeżyć.

    Bezwzględny przeciwnik i klasyczne metody walki

    Bezwzględny przeciwnik i klasyczne metody walki
    Źródło: images.gram.pl

    Antagonista jest jednym z mocniejszych punktów produkcji. Kosmiczna maszyna to potężny, opancerzony kolos, uzbrojony w broń plazmową i laserową. Jej projekt graficzny oraz integracja z obrazem robią dobre wrażenie, choć CGI utrzymane jest w średniej jakości. Ważnym elementem budującym napięcie jest dźwięk skanera, który maszyna emituje przed atakiem – nawiązanie do mechaniki znanej z "Predatora".

    Twórcy zdecydowali, że zaawansowana technologia musi zostać pokonana "klasycznymi" metodami. Maszyna jest odporna na materiały wybuchowe i pociski, co zmusza bohaterów do użycia strategii i współpracy. Sceny walk są dynamiczne i dobrze zmontowane, co ułatwia śledzenie akcji. Efekty specjalne, w tym realistycznie przedstawione obrażenia, są na przyzwoitym poziomie.

    Mocny protagonista wśród papierowych postaci

    Mocny protagonista wśród papierowych postaci
    Źródło: images.gram.pl

    Niestety, poza głównym bohaterem, granym przez Alana Richtsona, reszta drużyny nie ma wiele do zagrania. Ritchson, jako "najtrzeźwiej myślący" żołnierz o pseudonimie "81", udowadnia, że dobrze sprawdza się w rolach twardzieli z traumatyczną przeszłością. Jego postać ma zarysowaną historię, związaną z braterską obietnicą.

    Pozostali żołnierze są jednowymiarowi, służą głównie jako tło dla akcji i cele dla maszyny. Również Jai Courtney i Dennis Quaid nie dostają scen, które pozwoliłyby im się wyróżnić. To jeden z głównych zarzutów wobec filmu – płaskie postaci, które trudno obchodzą widza.

    Czy warto obejrzeć "Maszynę do zabijania"?

    "Maszyna do zabijania" to typowy przedstawiciel gatunku akcji. Film nie jest zły, ale nie jest też szczególnie dobry. Hughesowi udało się stworzyć widowisko, które skutecznie angażuje i dostarcza rozrywki fanom kina akcji z elementami sci-fi. Dynamiczne potyczki, groźny przeciwnik i solowa kreacja Richtsona to atuty, które pozwalają zapomnieć o naiwnościach w fabule i słabo rozwiniętych postaciach drugoplanowych.

    To produkcja, która nie rewolucjonizuje gatunku, ale solidnie wykonuje swoją robotę. Jeśli szukasz filmu, który dostarczy emocji i akcji, "Maszyna do zabijania" może być odpowiednim wyborem.


    Źródła

  • Watchmen. Strażnicy – 17 lat po premierze ambitna ekranizacja, która zmieniła kinowy świat superbohaterów

    Watchmen. Strażnicy – 17 lat po premierze ambitna ekranizacja, która zmieniła kinowy świat superbohaterów

    Dokładnie 17 lat temu, 6 marca 2009 roku, do polskich kin trafił film „Watchmen. Strażnicy” w reżyserii Zacka Snydera. Ta adaptacja kultowej powieści graficznej autorstwa Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa pokazała, że nawet najbardziej złożone i mroczne komiksy mogą być odważnie i dojrzało przeniesione na ekran, wykraczając poza standardowe blockbusterowe produkcje. Film, który przez wiele lat uchodził za niemożliwy do sfilmowania, na stałe wpisał się w historię gatunku, otwierając drogę dla bardziej autorskich i ambitnych projektów komiksowych.

    Kluczowe fakty o filmie

    • Premiera i adaptacja: Film „Watchmen. Strażnicy” zadebiutował 6 marca 2009 roku jako ekranizacja legendarnej, dwunastoczęściowej powieści graficznej z 1986 roku, przedstawiającej alternatywną, mroczną wizję świata z superbohaterami.
    • Wpływ na gatunek: Produkcja przyczyniła się do rozwoju dojrzałych filmów superbohaterskich, pokazując, że gatunek może poruszać złożone tematy moralne i polityczne. Często porównuje się ją do trylogii Christophera Nolana o Batmanie.
    • Dziedzictwo Zacka Snydera: Dla reżysera Zacka Snydera „Watchmen. Strażnicy” stał się projektem, który umocnił jego pozycję w Hollywood i otworzył mu drogę do stworzenia uniwersum filmowego DC, zaczynającego się od „Człowieka ze stali”.

    Adaptacja „Watchmen. Strażnicy” była wyzwaniem, z którym mierzyli się różni twórcy przez niemal dwie dekady. Złożona, nielinearna narracja komiksu, pełna dygresji, fikcyjnych artykułów prasowych i „komiksu w komiksie” („Opowieści kapitana Morsa”), wydawała się trudna do przeniesienia na język filmu. Snyder, świeżo po sukcesie „300”, podjął się tego zadania z charakterystycznym podejściem. Jego film stał się wizualnym hołdem dla oryginału, celowo odtwarzając słynne kadry z komiksu Dave’a Gibbonsa, w tym kultową scenę otwierającą z „The Times They Are a-Changin’” Boba Dylana.

    Wierność wizualna szła jednak w parze ze zmianami w scenariuszu. Najgłośniejsza dotyczyła samego sedna spisku Adriana Veidta, czyli Ozymandiasa. W komiksie jego plan zakładał stworzenie iluzji inwazji pozaziemskiego potwora na Nowy Jork, aby zjednoczyć ludzkość. Snyder i scenarzysta David Hayter zmienili to, czyniąc kozłem ofiarnym Doktora Manhattana. Ta decyzja wciąż budzi kontrowersje wśród fanów – niektórzy uważają ją za uproszczenie, inni za bardziej spójną z filmową konstrukcją postaci niebieskiego boga.

    Walka z wiatrakami, czyli jak „Watchmen. Strażnicy” podważał ideały gatunku

    Sednem „Watchmen. Strażnicy” jest dekonstrukcja pojęcia superbohaterstwa. Snyder, wierny duchowi komiksu Moore’a, ukazał bohaterów jako zbiorowisko neurotyków, sfrustrowanych dewiantów i oderwanych od rzeczywistości demiurgów. Rorschach to fanatyk o czarno-białym postrzeganiu świata, Nite Owl – zakompleksiony życiowy nieudacznik, a Doktor Manhattan – istota tak potężna, że utraciła jakikolwiek związek z ludzką moralnością.

    Film różnił się od komiksowego realizmu w jednym kluczowym aspekcie: scenach akcji. Tam, gdzie oryginał przedstawiał walkę jako brzydką i krótką, adaptacja Snydera uczyniła z niej widowiskowy balet, pełen spowolnień i efektownych ciosów. Ucieczka Rorschacha z więzienia czy starcie Komedianta z zabójcą to sekwencje, które bardziej przypominają popis kunsztu choreograficznego niż brutalną prawdę o przemocy. Ta estetyzacja była jednym z głównych zarzutów purystów wobec filmu.

    Mimo mieszanych reakcji w momencie premiery i umiarkowanego sukcesu kasowego, czas okazał się łaskawy dla „Watchmen. Strażnicy”. Dziś film uznawany jest za kamień milowy, który poszerzył granice tego, co możliwe w kinie komiksowym. Udowodnił, że publiczność jest gotowa na fabuły bez jednoznacznych bohaterów, na opowieści o polityce, strachu przed zagładą atomową i upadku ideałów. Umożliwił powstanie psychologicznych i wizualnych narracji w późniejszych produkcjach, które nie bały się mrocznego tonu.

    Dziedzictwo Strażników – więcej niż tylko film

    Wpływ „Watchmen. Strażnicy” widoczny jest nie tylko w bezpośrednich kontynuacjach czy prequelach (jak serial HBO z 2019 roku), ale także w zmianie podejścia studiów do adaptacji materiałów źródłowych. Film Snydera przyczynił się do traktowania powieści graficznych z powagą równą literackim adaptacjom. Pokazał, że można zachować esencję trudnego źródła, nawet dokonując koniecznych zmian.

    Dla samego Snydera był to projekt definiujący. Styl wizualny, operowanie spowolnieniami i ikonicznymi ujęciami, a także chęć mierzenia się z mitologią i psychologią bohaterów – wszystko to, dopracowane w „Watchmen. Strażnicy”, stało się jego artystycznym znakiem firmowym i przepustką do budowania własnej wizji uniwersum DC.

    Minęło 17 lat, a „Watchmen. Strażnicy” wciąż budzi żywe dyskusje, co jest najlepszym dowodem na to, że nie jest tylko kolejną ekranizacją komiksu.


    Źródła

  • W roli młodego Aragorna Leo Woodall? Aktor wskazany jako Obieżyświat w „The Hunt for Gollum”

    W roli młodego Aragorna Leo Woodall? Aktor wskazany jako Obieżyświat w „The Hunt for Gollum”

    Fani trylogii Petera Jacksona mogą się szykować na nową interpretację kultowego Obieżyświata. Według informacji z branży, rolę młodego Aragorna w filmie "The Hunt for Gollum" ma zagrać brytyjski aktor Leo Woodall. Choć Warner Bros. jeszcze nie potwierdziło tej informacji, źródła związane z produkcją wskazują na niego jako głównego kandydata do zastąpienia Viggo Mortensena.

    "Informacje o Leo Woodallu jako nowym Aragornie pojawiły się w branżowych publikacjach. Choć nie są one oficjalnie potwierdzone, krążą w hollywoodzkich kręgach od kilku dni. To zaskakujący, ale interesujący wybór" – komentują specjaliści. Film, którego premiera zaplanowana jest na 17 grudnia 2027 roku, opowie o misji Aragorna, zleconej przez Gandalfa, polegającej na polowaniu na Golluma, zanim ten zdradzi lokalizację Jednego Pierścienia. Akcja rozgrywa się między wydarzeniami z "Hobbita" a "Drużyną Pierścienia".

    Najważniejsze informacje w pigułce

    • Główny kandydat: Niespełna 30-letni Leo Woodall jest najczęściej wymieniany jako nowy Aragorn, według informatora Daniela Richtmana.
    • Brak powrotu Mortensena: Producentka Philippa Boyens wcześniej sugerowała, że powrót Viggo Mortensena nie jest pewny, a plotki wskazują na jego odmowę ze względu na wiek i niechęć do cyfrowego odmładzania.
    • Kontekst fabularny: Film "The Hunt for Gollum" w reżyserii Andy'ego Serkisa skupi się na misji Aragorna, który na zlecenie Gandalfa ma schwytać Golluma, by ten nie ujawnił tajemnicy Pierścienia.
    • Data premiery: Oficjalna data premiery filmu to 17 grudnia 2027 roku. Zdjęcia mają rozpocząć się w maju.

    Kim jest Leo Woodall, potencjalny następca Mortensena?

    Dla wielu widzów, w tym w Polsce, nazwisko Leo Woodall może być mało znane. Aktor ma jednak na koncie kilka znaczących ról, które przyniosły mu rozpoznawalność. Szerokiej publiczności dał się poznać przede wszystkim dzięki roli Jacka w drugim sezonie popularnego serialu HBO "Biały lotos". W tym roku zagrał także główną rolę w netflixowej adaptacji bestsellera "Jeden dzień" obok Ambiki Mod, a także wystąpił w filmach takich jak "Cel numer jeden", "Bridget Jones: Szalejąc za facetem" oraz w miniserialu "Norymberga". Jego najnowszym projektem jest serial "Vladimir" na Netflixie, gdzie występuje u boku Rachel Weisz.

    Wybór tak młodego aktora, który dopiero buduje swoją karierę, na tak ikoniczną postać jest odważny. Twórcy, w tym reżyser Andy Serkis oraz scenarzystki Philippa Boyens i Phoebe Gittins, szukali kogoś, kto odda ducha młodego Aragorna z czasów, gdy ten wędrował po Śródziemiu, tropiąc sługi Ciemności i zdobywając doświadczenie przed objęciem przywództwa w Drużynie Pierścienia. Wiek Woodalla – urodził się w 1996 roku – dobrze pasuje do wizji młodego Obieżyświata sprzed wydarzeń znanych z trylogii.

    Dlaczego Viggo Mortensen nie wróci jako Aragorn?

    Dlaczego Viggo Mortensen nie wróci jako Aragorn?

    Wielu fanów miało nadzieję, że Viggo Mortensen ponownie wcieli się w Aragorna. Niestety, taki scenariusz wydaje się mało prawdopodobny. Producentka Philippa Boyens w wywiadach sugerowała, że decyzja należy do aktora i że "trudno jej sobie wyobrazić kogokolwiek innego", ale trzeba być przygotowanym na różne opcje.

    Główną przeszkodą jest wiek Mortensena, który w momencie kręcenia filmu miałby prawie 70 lat. Fabuła "The Hunt for Gollum" wymaga przedstawienia Aragorna jako aktywnego fizycznie tropiciela. Mimo zaawansowanych technologii CGI, które były użyte w "Indiana Jonesie i artefakcie przeznaczenia", cyfrowe odmładzanie na dużą skalę jest kosztowne, czasochłonne i nie zawsze daje idealny efekt. Plotki wskazują, że Mortensen nie był zainteresowany takim procesem, woli przekazać rolę nowemu pokoleniu.

    Co wiemy o samym filmie "The Hunt for Gollum"?

    Film nie będzie typową przygodą z wielką bitwą i podróżą do Góry Przeznaczenia. Scenariusz, oparty na notatkach J.R.R. Tolkiena, skupi się na mniejszej, ale kluczowej dla losów Śródziemia misji. Kiedy Gandalf zaczyna podejrzewać, że magiczny pierścień Bilba to Jedyny Pierścień, potrzebuje dowodu. Wie, że jedyną istotą, która go widziała i dotknęła, jest Gollum. Zleca więc Aragornowi, najznamienitszemu tropicielowi swoich czasów, zadanie odnalezienia i schwytania tej istoty przed wydostaniem się z Morii. To opowieść o wyścigu z czasem, podstępach i mrocznej stronie świata.

    Reżyserię powierzono Andy'emu Serkisowi, który nie tylko genialnie odtwarzał rolę Golluma w technologii motion-capture, ale także ma doświadczenie reżyserskie ("Mowgli: Legenda dżungli").


    Źródła